Nie technika, lecz rozwaga decyduje o liczbie wypadków

Agata Hernik
opublikowano: 21-06-2007, 00:00

Bezpieczeństwo floty samochodowej zależy nie tylko od umiejętności kierowców. Jego budowę należy zacząć od zmiany ich świadomości.

Efekty wydatków na bezpieczeństwo można wyliczyć w konkretnych kwotach

Bezpieczeństwo floty samochodowej zależy nie tylko od umiejętności kierowców. Jego budowę należy zacząć od zmiany ich świadomości.

Z wypadkami jest jak z chorobami — lepiej zapobiegać, niż leczyć. Całkowicie zapobiec wypadkom drogowym z udziałem samochodów firmowych nie można. Żadne przedsiębiorstwo nie jest w stanie zaradzić złemu stanowi polskich dróg ani nie ma wpływu na warunki atmosferyczne. Są jednak działania, które warto podjąć mimo związanych z nimi wydatków. Mowa o działaniach mających poprawić bezpieczeństwo aut i kierowców.

Uzasadnienie

Troska o bezpieczeństwo samochodów sprowadza się ostatecznie do zapewnienia ciągłości ich pracy. Głównym zadaniem floty jest jej mobilność, a uszkodzone albo rozbite pojazdy go nie spełniają.

— Wszystkim zaangażowanym w zarządzanie flotą zależy na tym, aby stosunkowo prostymi środkami istotnie obniżyć odsetek samochodów ulegających uszkodzeniom. Niesprawna flota przynosi bowiem policzalne straty. Przede wszystkim powoduje przerwy w pracy i obniżenie rentowności. Wydatki poniesione na podniesienie bezpieczeństwa floty mają zatem pełne uzasadnienie ekonomiczne — tłumaczy Konrad Karpowicz, dyrektor departamentu handlowego Masterlease Polska.

Unikanie tragedii

Bezpieczna flota składa się z zadbanych samochodów. W 2006 r. stan techniczny pojazdów był przyczyną 233 wypadków drogowych, w których zginęło 41 osób, a 265 było rannych. Najczęstsze są usterki układu hamulcowego oraz zły stan ogumienia.

— Punktem wyjścia do poprawy stanu technicznego floty jest bieżący monitoring stanu aut. Firmy flotowe prowadzą profesjonalną ewidencję zarządzanych pojazdów. Tworzone w określonym cyklu raporty dostarczają informacji na temat stanu technicznego aut, a także danych o ilości oraz jakości szkód. To jednak nie wszystko. Raporty umożliwiają również wyselekcjonowanie tych kierowców, którzy w określonym czasie powodują najwięcej kolizji drogowych. Takie informacje są niezbędne do wdrożenia programów prewencyjnych, służących poprawie stanu flot i przeciwdziałających powstawaniu szkód — mówi Konrad Karpowicz.

Sposobem na poprawienie umiejętności kierowców jest też ich szkolenie. Już teraz główną grupę klientów ośrodków doskonalenia jazdy stanowią firmy. Najważniejsze jednak, aby odpowiednio dobrać program szkoleniowy.

— Dotychczas firmy flotowe skupiały swoją uwagę przede wszystkim na umiejętnościach technicznych kierowcy. Powszechne przekonanie, że dobrze wyszkolony kierowca popełnia mniej błędów, skłaniało fleet menedżerów do inwestowania w kursy bezpiecznej jazdy. Tam, na specjalnie przygotowanych nawierzchniach, kierowcy doskonalili swoje umiejętności, które co prawda poprawiały ich możliwości techniczne, ale również powodowały nadmierną pewność siebie i chęć sprawdzenia „nowinek” na drodze. W rezultacie ryzyko związane z prowadzeniem auta w trudnych warunkach wcale się nie zmniejszało. Wręcz przeciwnie — w wielu przypadkach rosło. Alternatywą dla takich szkoleń są programy oparte na cyklicznych warsztatach psychologicznych, których celem jest uświadomienie kierowcom, jakie są źródła ich zachowań na drodze — tłumaczy Konrad Karpowicz.

O ile można się spierać co do sposobu, o tyle co do samej idei wszyscy specjaliści są zgodni — kierowców trzeba uczyć.

— Zbudowanie i prowadzenie programu edukacji oraz treningów pracowników z zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest kluczowym zadaniem fleet menedżera. Właściwie opracowany zakres przekazywanej teorii i zajęć praktycznych podnosi świadomość kierowców. Na razie nie ma takich polis, które równoważą ewentualne straty w całości. Można odtworzyć auto, ale to tylko część strat. Szacunek ryzyka i kosztów nakazuje zarządzającemu flotą poważne traktowanie tych spraw — tłumaczy Michał Soćko ze Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych.

Motywowanie kierowcy

— Najważniejszym czynnikiem wpływającym na liczbę szkód we flocie nie są drogi czy wyposażenie samochodów, ale właśnie brak świadomości kierowców. Zarówno firma, jak i sam pracownik muszą zrozumieć, że pośpiech i brawura na drodze prowadzą do tragedii. Z punktu widzenia pracownika to również tragedia rodzinna, a dla firmy kryzys związany z wyłączeniem pracownika z bieżących zadań — tłumaczy Michał Soćko.

Trzeba wobec tego przekonać flotowych kierowców do większej rozwagi i dbania o bezpieczeństwo. Tym bardziej że to oni, jako główni użytkownicy firmowych samochodów, w dużej mierze odpowiadają za bezawaryjną jazdę.

— Zapisy w polityce flotowej pozwalają na podkreślenie najważniejszych elementów wpływających na szkodowość. To z kolei stwarza możliwość motywacji pracowników do bezszkodowej jazdy za pomocą nagród lub premii. Do najczęściej stosowanych form należy dodatkowe wyposażenie samochodu, przyznanie pracownikowi lepszej wersji auta lub wcześniejsza wymiana na nowe — proponuje Tomasz Matujewicz, kierownik działu rozwoju LeasePlan Fleet Management (Polska).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu