Koszty pracy już zniechęcają inwestorów do Polski. Czyżby 2007 był ostatnim rokiem rekordów inwestycyjnych?
Ubiegłoroczny rekord w napływie bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski — 11,1 mld EUR (42,1 mld zł) — najpewniej uda się pobić. Projekty przychodzą, bo Polska gwarantuje niskie koszty pracy.
— Trend zupełnie się odwrócił. To zniechęca inwestorów. Znam dwa zagraniczne koncerny motoryzacyjne, które zainwestowały w Polsce kilka lat temu, a obecnie przenoszą się na Ukrainę — mówi Krzysztof Krzyżanowski, dyrektor działu kadr w LG Philips LCD.
Producent modułów LCD inwestuje w Kobierzycach 429 mln EUR i będzie zatrudniać 3 tys. osób. Firma miała kilka miesięcy temu kłopoty z pracownikami, którzy nie chcieli pracować za 800 zł.
— Wzrost kosztów musiał nastąpić. Koncerny, które teraz zastanawiają się nad inwestycją w Europie, mogą zrezygnować z Polski, choć same koszty pracy nie są czynnikiem decydującym. Bardzo wzrosły też koszty ziemi. Inwestycje mogą trafić do Bułgarii czy Rumunii — mówi przedstawiciel innego zagranicznego koncernu .
Obaw nie ma Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).
— Nie wiem, w co włożyć ręce, bo tylu inwestorów chce wejść do Polski. W dłuższej perspektywie wcale nie chcemy konkurować niskimi płacami. Musimy być tylko bardziej wydajni, a wtedy pozostaniemy konkurencyjni. Przecież mnóstwo inwestycji ma miejsce w takich krajach, jak Wielka Brytania czy Niemcy — komentuje Wojciech Szelągowski, wiceprezes PAIIZ.