Nie wszystkie kraje odniosły sukces

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2002-09-05 00:00

Kraje byłego ZSRR należą dzisiaj do najbardziej opóźnionych w naszym regionie pod względem transformacji ustrojowej i gospodarczej, ale Polska powinna z nimi utrzymywać stosunki gospodarcze, szczególnie z Ukrainą — uważa Dariusz Rosati, członek RPP i były minister spraw zagranicznych.

„PB”: Jakie są główne wnioski zawarte w przygotowanym pod Pana kierownictwem dokumencie „Nowa Europa. Raport z transformacji”, opisującym postępy 27 krajów Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, który przedstawi Pan dziś na Forum Ekonomicznym w Krynicy?

Dariusz Rosati: Przede wszystkim nie można jednoznacznie oceniać transformacji w całym regionie. Są kraje, którym udało się zakończyć proces przemian sukcesem, czyli Polska, Węgry, Czechy, Słowacja, Słowenia i państwa bałtyckie. Ale są też kraje, które wciąż znajdują się w bardzo różnych fazach transformacji, raz robią krok do przodu, raz do tyłu. To jest właściwie największa grupa. I wreszcie są trzy państwa, które na dobrą sprawę w ogóle nie rozpoczęły transformacji i starają się utrzymywać stary system — Białoruś, Turkmenistan i Uzbekistan.

Dlaczego państwa, które miały generalnie jeden cel i wszystkie startowały z tego samego obozu socjalistycznego, mają tak zróżnicowane rezultaty w transformacji ustrojowej?

— Po pierwsze — liczył się sposób reformowania, czyli polityka. Kraje, które przeprowadzały zmiany szybko, radykalnie i kompleksowo, odniosły sukces. Te, które próbowały to robić powoli i stopniowo, na ogół poniosły porażkę. Po drugie — szybciej i łatwiej reformowały się kraje, które były bliżej Europy Zachodniej i nawiązały stosunki handlowe z tamtejszymi krajami. Po trzecie — państwa, które przeżyły wstrząsy, np. wojnę domową czy gwałtowny rozpad państwa, mają dzisiaj ogromne trudności.

Może Pan wskazać na Wschodzie kraje, które są dzisiaj najbardziej atrakcyjne dla polskich inwestorów?

— Ze Wschodem wiąże się w Polsce ogromne nadzieje. Niestety, nie zawsze uzasadnione. To wynika jeszcze z tradycji handlu ze Związkiem Radzieckim. W czasach PRL był to nasz największy partner gospodarczy. Nadal pokutuje myślenie, że być może jest jeszcze szansa na odbudowę tamtej sytuacji. To iluzja. Trzeba pamiętać, że nawet największy kraj tego regionu — Rosja — jest obecnie gospodarką średniej wielkości, o PKB rzędu 300 mld USD. W porównaniu z polskim (170 mld USD) to nic nadzwyczajnego. Poza tym jest to kraj mniej atrakcyjny pod względem technologicznym, kapitałowym i bezpieczeństwa prowadzenia biznesu. Wiara w to, że współpraca z Rosją może stanowić dla Polski alternatywę wobec Unii Europejskiej czy w ogóle Zachodu, nie ma podstaw. Obecny poziom wymiany handlowej i inwestycji na Wschodzie znajduje się jednak zdecydowanie poniżej naszego potencjału. Dlatego trzeba rozwijać stosunki z Rosją, Ukrainą i Białorusią.

Co stanowi największą przeszkodę w ich rozwoju?

— Brak kapitału. Handel z tymi krajami wymaga obudowy instytucjonalnej. Przede wszystkim marketingu, ubezpieczeń kredytów, poręczeń, gwarancji i sprawnego systemu rewindykowania należności. Na to nasz rząd nie ma pieniędzy. Na handlu ze Wschodem korzystają więc kraje Unii Europejskiej, bo albo sprzedają dotowaną żywność, albo mają bardzo silne, tak jak Niemcy, systemy wsparcia finansowego eksportu.

Rosja wciąż odmawia podpisania z nami umowy o ochronie inwestycji wzajemnych, częściowo z powodów politycznych, a częściowo dlatego, że jedna i druga strona chce przy tej okazji załatwić parę spraw, dotyczących rozliczenia majątku i należności z okresu RWPG. Polska ma w Moskwie majątek, do którego nie może się dobić. Rosjanie mają w Warszawie budynki z niejasnym systemem własności, który też powinniśmy jakoś uregulować.

Wydaje mi się, że przede wszystkim nie było woli politycznej, żeby te problemy rozwiązać. Mam nadzieję, że może w końcu zapadną konkretne decyzje, bo atmosfera polityczna trochę się zmieniła.