Choć wydawało się, że firmy przywitają pożyczki i poręczenia z otwartymi ramionami, okazuje się, że jest inaczej. W czwartek na biurko minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej trafił list podpisany przez kilkaset z nich. Sygnatariusze sprzeciwiają się zamianie dotacji unijnych na instrumenty wsparcia zwrotnego. Niedawno szefowa resortu zapowiedziała to na łamach "Gazety Wyborczej". Według niej, 70 lub 80 proc. pieniędzy, jakie na lata 2014-2020 dostaniemy z UE, popłynie na pożyczki i poręczenia, a na dotacje tylko 30 lub 20 proc.
"Likwidacja dotacji będzie działaniem na szkodę polskiej przedsiębiorczości" —piszą przedsiębiorcy.

W latach 2007-13 z różnych programów firmy dostaną w sumie 8,68 mld EUR, podczas gdy na poręczenia i pożyczki popłynie jedynie 173 mln EUR. Zdaniem firm, odwrócenie proporcji nie sprawi, że ze wsparcia skorzysta więcej przedsiębiorstw. Przeciwnie, pieniądze mogą się zmarnować.
Więcej w piątkowym wydaniu "Pulsu Biznesu".