Nie zamierzam sprzedać aktywów za wszelką cenę

Beata Tomaszkiewicz
06-08-2002, 00:00

Jutro BRE Bank zaprezentuje wyniki kwartalne. Prezes Wojciech Kostrzewa nie chce ujawnić, czy spółka znajdzie się pod kreską. Podkreśla, że nie wyprzeda aktywów za wszelką cenę. A to oznacza, że będzie musiał stworzyć wysokie rezerwy, bo część inwestycji BRE — przynajmniej na razie — przynosi straty.

„Puls Biznesu”: Czy jest Pan z siebie zadowolony?

Wojciech Kostrzewa: Tak, jakkolwiek miewałem już lepsze samopoczucie. Lata spędzone w BRE Banku przyczyniły się do tego, że stał się on jednym z wiodących banków na polskim rynku. Oczywiście były okresy lepsze i gorsze. Doświadczyliśmy już kryzysu w 1998 r. po załamaniu się gospodarki rosyjskiej. Wyszliśmy z tego obronną ręką, wykorzystując jednak tę sytuację jako pretekst do restrukturyzacji i przejęcia Polskiego Banku Rozwoju. Jestem dumny, że udało się nam zbudować uniwersalną grupę banku, która pozwala myśleć bardzo optymistycznie o przyszłości.

— Zabrzmiało to jak mowa pożegnalna...

— Wręcz przeciwnie. Sezon ogórkowy ma to do siebie, że regularnie powracają pewne tematy. Kwestia mojego odejścia ze stanowiska prezesa BRE Banku wypłynęła już i rok, i dwa lata temu. Zawsze latem.

— Ale teraz mówi się już o konkretnym kandydacie na Pana miejsce. Podobno ma nim być Cezary Stypułkowski, prezes BHW.

— Nie będę komentować plotek. Nigdzie się nie wybieram.

— No to konkretnie — z czego jest Pan zadowolony. Co się BRE Bankowi ostatnio udało pomyślnie zrealizować?

— Nasi dealerzy są liderami rynku pieniężnego w Polsce, mBank bije kolejne rekordy w Internecie, a bankowość korporacyjna mimo szalenie trudnych warunków zwiększa obroty. Natomiast nie będę oceniać projektów inwestycyjnych, które są w trakcie realizacji. To bardzo ryzykowne. Warto jednak podkreślić, że Elektrim osiągnął porozumienie z obligatariuszami i teraz jego zarząd będzie mógł spokojnie dalej restrukturyzować tę spółkę. Inne nasze inwestycje rozwijają się w bardzo trudnym otoczeniu, więc nie zamierzamy wychodzić z nich teraz i za wszelką cenę. Jeśli nie uda nam się czegoś zrealizować w tym roku, to zrobimy to w przyszłym. Przy okazji skorzystamy jeszcze z niższych stawek podatku dochodowego.

— Który z projektów jest najtrudniejszy?

— Wszystkie są zaawansowane i tylko czekamy na poprawę koniunktury. W trakcie giełdowej bessy trudno realizować projekty związane z rynkiem kapitałowym. Nie będę na siłę rekomendował zarządowi i radzie działań, które mają na celu tylko wykonanie założonego wyniku.

— A jaka lekcja płynie z niepowodzenia publicznej emisji ITI Holdings?

— To nie BRE Bank, ale władze spółki powinny z tego wyciągać wnioski i podejmować stosowne decyzje.

— Przecież zaangażował Pan w ITI — w różnej formie — ponad 700 mln zł!

— No nie. W grę wchodzi 15 proc. akcji zwykłych. Proszę pamiętać, że w momencie, gdy ITI usiłował zadebiutować na giełdzie, spółki medialne na świecie notowały dzienne spadki kursu rzędu 40 proc.

— ITI jest też poważnie zadłużony w BRE. Czy nie ma problemów z obsługą kredytów? Co z obligacjami? Czy BRE Bank będzie musiał utworzyć rezerwę na ten cel?

— Celem emisji akcji ITI nie była redukcja zadłużenia, a pozyskanie kapitału na inwestycje. Jak wynika z danych finansowych w prospekcie, kondycja tej spółki jest dobra, a sam TVN jest chyba najbardziej zyskowną stacją telewizyjną w Europie.

— Czy w tym roku właściciel TVN-u powinien powtórzyć próbę debiutu?

— Zarząd spółki prawdopodobnie wkrótce podejmie decyzję na temat tego, czy, kiedy i w jakiej formie ITI spróbuje uzyskać kapitał z giełdy. Decydujące będą jednak warunki rynkowe.

— Ale to m.in. na zyskach ze sprzedaży akcji ITI Holdings BRE Bank oparł tegoroczną prognozę zysku netto na poziomie 408 mln zł. Tymczasem część analityków szacuje, że za drugi kwartał bank ma stratę nawet 100 mln zł, a strata grupy może być czterokrotnie większa. Nie niepokoi to Pana?

— Wyniki opublikujemy za kilka dni, ale biorąc pod uwagę, że publikujemy wynik skonsolidowany, nie może być mowy o takich różnicach.

— BRE wykaże zysk?

— ...

— W pierwszym kwartale rezerwy wyniosły 93 mln zł. Podobno w drugim wzrosły jeszcze bardziej.

— Nie złamię prawa i nie powiem. Jednak jeśli chodzi o rezerwy, to zdecydowanie jesteśmy konserwatystami.

— Znaczy, że będą one duże?

— ...

— A wierzy Pan, że bank jest jeszcze w tym roku w stanie zarobić 408 mln zł?

— O tym też nie powinienem jeszcze mówić. Oczywiście mamy do czynienia z okresem stagnacji w polskiej gospodarce, co odbija się na zyskach oraz — co już mówiłem — nie będziemy dokonywać transakcji, jeśli nie będziemy mogli osiągnąć satysfakcjonującej stopy zwrotu.

— Więc korekta prognozy wyniku jest nieunikniona?

— Już informowaliśmy o takiej możliwości.

— Nie może Pan jednak zaprzeczyć, że pozytywny wizerunek banku runął kilka miesięcy temu. Inwestorzy już Panu nie ufają...

— Może po prostu czasowo minęła moda na akcje BRE Banku? A przy okazji chciałbym powiedzieć, że rośnie liczba klientów banku — mimo że jest to bardzo trudny rok dla całej branży...

— ...No i niezbyt fortunne inwestycje banku.

— Nie sądzę. Udaje się już rozwikłać problem Elektrimu.

— Kiedy więc konsorcjum BRE Bank-Eastbridge odkupi od Elektrimu Elektrim Telekomunikację?

— Mam nadzieję, że do końca roku.

— Agencja Fitch uważa, że uzdrowienie Elektrimu nie jest pewne i zależy od sprzedaży aktywów, głównie udziałów w sieci komórkowej PTC, które mogłyby zostać zakupione przez Deutsche Telekom. Ale transakcja nie jest pewna, bo DT przeprowadza redukcję swojego zadłużenia. Czy są inni chętni, jak wygląda ta transakcja?

— Nie mogę publicznie opowiadać o tajemnicach handlowych.

— Szkoda, bo analitycy szacują, że na spadku kursu akcji Elektrimu stracili Państwo 60 mln zł. Ponad drugie tyle bank stracił zaś na papierach Szeptela.

— Nie wiem, czy akurat aż tyle. Ale wahania kursu zawsze mogą mieć miejsce, szczególnie w okresie bessy. Tyle że w przypadku wyceny Elektrimu spadek ten nijak się nie ma do wartości fundamentalnej tej spółki.

— A co z Szeptelem?

— Pracujemy nad rozwiązaniem problemów tej spółki.

— Podobno Szeptel może zostać częścią tworzonej Krajowej Grupy Telekomunikacyjnej — przeciwwagi dla TP SA?

— To jedna z opcji. Konsolidacja tego sektora ma sens, ale od razu podkreślam, że nie będziemy w tym sektorze animatorem tych procesów.

— Bo się nie opłaca?

— Postanowiliśmy nie zaczynać nowych projektów, zanim nie pozamykamy starych.

— Kolejny projekt. Inwestorom Optimusa obiecał Pan, że nie stracą na akcjach.

— Muszę przypomnieć, że inwestorzy, kiedy kupowali akcje tej spółki, doskonale wiedzieli — bo jest to zapisane w prospekcie emisyjnym — że są akcje uprzywilejowane, pozostające w rękach założycieli Optimusa i akcje na okaziciela, dla pozostałych graczy. Pierwotna transakcja dotyczyła tylko tych pierwszych walorów. One miały prawo być osobno sprzedane.

Kurs Optimusa spadł w rytm całego rynku IT około 60 proc., ale załamania tego rynku i gospodarki oraz problemów podatkowych nie można było wówczas przewidzieć. Sądzę, że dla akcjonariuszy i tej firmy zrobiliśmy więcej niż zrobiłby jakikolwiek inny właściciel.

— Ile BRE zarobił na Optimusie?

— Kilkadziesiąt milionów złotych w pierwszej fazie. I ja to naprawdę uważam za sukces, mimo że musieliśmy w tym roku utworzyć rezerwy na akcje Optimusa, pozostające jeszcze w naszym portfelu.

— Ale sytuacja z Optimusem zmieniła wizerunek BRE Banku... Mijające półrocze raczej nie należy do udanych...

— Wykorzystamy ten czas na restrukturyzację. Chcemy zredukować koszty i zwiększyć dochody.

— I tak przechodzimy do redukcji zatrudnienia o 500 osób, czyli około 17 proc. załogi. To bardzo dużo.

— To tylko jeden z elementów tej restrukturyzacji. Gdy inne banki już zmniejszały zatrudnienie, BRE Bank wciąż przyjmował ludzi. Teraz jednak nadszedł czas na szukanie oszczędności.

— Warto też podkreślić, że BRE Bank nie jest bankiem postpaństwowym, który odziedziczył ogromne przerosty zatrudnienia. Z kolei nowi pracownicy przyjmowani byli przede wszystkim do dwóch spółek detalicznych: mBanku i Multibanku. Ile kosztowały te projekty?

— Cały projekt bankowości detalicznej pochłonął około 200 mln zł.

— Jednym z warunków wprowadzenia jeszcze w tym roku akcji mBanku na giełdę jest wypracowywanie przez ten projekt zysków. Miały się one pojawić w czwartym kwartale...

— ...ale się pojawią nieco później...

— ...Więc nie zadebiutuje w tym roku na GPW?

— To nie tylko zależy od jego zysków. Nie chcemy go wprowadzać na rynek w okresie załamania gospodarczego. Nie zamierzamy sprzedawać jego akcji poniżej wartości. Ale ostateczne decyzje dopiero zostaną podjęte.

— A nie myślał Pan o zakupie Inteligo? MBank pozbyłby się głównego konkurenta.

— Bez komentarza.

— Jak Pan mówi, że nie będzie czegoś komentować, a w ten sposób Pan się uśmiecha, to zwykle kończy się to komunikatem o zakupie wspomnianych instytucji, albo druga strona zaczyna się żalić, że BRE Bank wycofał się z rozmów.

— Nie chcę rozmawiać na temat Inteligo.

— Na 7 sierpnia zapowiedziano połączenie PTE Skarbiec-Emerytura z PTE BIG BG. Czy już są chętni na mniejszościowy pakiet towarzystwa? Ile BRE zamierza zaoferować? Może całość?

— Sprzedaż wszystkich udziałów nie wchodzi w grę. Rozważamy dwie opcje. Albo rozstanie z pakietem mniejszościowym, albo połączenie naszego PTE z kolejnym funduszem emerytalnym i dopiero wówczas sprzedaż części udziałów. Na razie rozmawiamy z potencjalnymi partnerami.

— Ile akcji PTE jesteście gotowi sprzedać?

— To może być 25 proc., może 49 proc., albo nawet połowa, jeśli znajdziemy partnera gotowego z nami na równych prawach poprowadzić ten biznes. W przypadku fuzji z innym funduszem mógłbym sobie nawet wyobrazić mniejszościową pozycję.

— Czy ta transakcja ma szansę dojść do skutku jeszcze w tym roku?

— Ma. Jeszcze ma.

— Czy BRE negocjuje z BIG BG i Eureko odkupienie od nich 30 proc. akcji PZU? BRE skupował akcje od pracowników. Mówił Pan, że może to być atrakcyjny walor, jeśli dojdzie do publicznej emisji PZU. Podobno Eureko jest skłonne sprzedać swój pakiet za 450 mln EUR, choć zainwestował 600 EUR.

— Nie negocjujemy, nie rozmawiamy, nie spotykamy się z nikim w tej sprawie. Nie jesteśmy zainteresowani przejęciem w tych warunkach kontroli nad PZU. I nie uśmiecham się.

— Czy BRE Bank poszukuje partnera do konsolidacji?

— Banki, które nie mają 10-proc. udziału w rynku, będą musiały znaleźć partnerów. Dlatego też cały czas jesteśmy otwarci na propozycję mariaży. Na razie jednak nie widzimy partnera, z którym moglibyśmy się połączyć. Doniesienia o fuzji BRE z BPH PBK już zdementowaliśmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Tomaszkiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie zamierzam sprzedać aktywów za wszelką cenę