Niedobre, bo polskie

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-03-27 00:00

W walce przeciwko polskiej żywności wszystkie chwyty dozwolone: protekcjonizm gospodarczy i wnioski o zakaz importu. Producenci biją na alarm.

Dzień bez ataku na polskie jedzenie to dzień stracony — tak opisują postawę Brytyjczyków i Czechów rodzimi producenci żywności. Na te rynki trafia gros eksportowanych z Polski produktów spożywczych, wartych 17,5 mld EUR.

— Dzisiaj czeskie stowarzyszenie związków zawodowych zapowiedziało, że złoży do Komisji Europejskiej wniosek o wprowadzenie zakazu importu polskiej żywności w UE. Związkowcy argumentują, że polska żywność jest niebezpieczna. To oczywista nieprawda, a zakaz importu może być wprowadzony tylko w przypadku wybuchu epidemii lub skażenia żywności na wielką skalę, jednak czeskie media od kilku miesięcy regularnie podchwytują takie tematy i je nagłaśniają — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). Już raz zakaz importu postulowała Czeska Izba Gospodarcza.

— W Czechach mówi się, że za atakami na polskie produkty stoi jeden z najbogatszych obywateli tego kraju, kontrolujący znaczną część tamtejszego przemysłu spożywczego — dodaje Andrzej Gantner.

Czechy to trzeci rynek zbytu polskich artykułów rolno-spożywczych. Według Czeskiego Urzędu Statystycznego, wartość importu z Polski wyniosła w ubiegłym roku 868 mln EUR (co oznacza wzrost o 7,6 proc.). Jesteśmy drugim pod względem wielkości dostawcą żywności na tamtejszy rynek z udziałem 16 proc. (wyprzedzają nas Niemcy z udziałem 23,6 proc.).

Kurczak po angielsku

Nie tylko Czechom polska żywność staje kością w gardle. W wywiadzie dla BBC strategię polegającą na zakupach tylko u brytyjskich dostawców zapowiedział Philip Clarke, szef Tesco. Na razie rzecz ma dotyczyć drobiu sprzedawanego w brytyjskiej sieci. Od lipca ma być on tylko krajowy.

— Deklaracja sprzedaży wyłącznie brytyjskiego mięsa to przejaw protekcjonizmu gospodarczego. Tesco zaczęło nadrukowywać na opakowaniach flagi brytyjskie i oznaczać produkty jako „wytworzone w Wielkiej Brytanii”. Zgłosiliśmy tę sprawę instytucjom europejskim i czekamy na odpowiedź — mówi Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa (KRD).

Z danych KRD wynika, że do Wielkiej Brytanii wyeksportowaliśmy w 2012 r. ponad 45 tys. ton drobiu o wartości 510 mln zł (podobny wolumen, choć wart tylko 360 mln zł, trafia do Czech). Komentarza brytyjskiej centrali Tesco nie udało nam się uzyskać.

— Decyzja dotycząca drobiu sprzedawanego w brytyjskich sklepach Tesco była efektem zupełnie nowych okoliczności i nowych oczekiwań brytyjskich klientów odnośnie do pochodzenia produktów. Nie wpłynęło to w żaden sposób na polskich dostawców. Tesco cały czas jest ważnym partnerem dla polskiego rolnictwa i polskich dostawców. Wspieramy polski eksport do Wielkiej Brytanii i na wiele innych międzynarodowych rynków. W tym zakresie nic się nie zmieniło — twierdzi Michał Sikora, rzecznik polskiego Tesco.

Nierynkowa decyzja

Polscy przedsiębiorcy z branży mięsnej oficjalnie odmawiają komentarza. Wiadomo, że dostawy już zostały wstrzymane. Na brytyjskie półki nie ma wstępu również polska wołowina, z której zrezygnowano w związku z końską aferą. Zdaniem Witolda Choińskiego, prezesa Związku Polskie Mięso, oficjalne deklaracje o zakupie tylko brytyjskich produktów są niedopuszczalnym protekcjonizmem gospodarczym naruszającym unijne zasady wolnego handlu.

— Sieć handlowa istnieje, żeby zarabiać. Jeśli więc decyduje się nagle na mięso droższe, choć nie lepszej jakości, należy to uznać za wynik nacisków politycznych, bo raczej nie decyzję biznesową — komentuje Witold Choińsk

— Polskim drobiem wciąż zainteresowane są inne sieci działające w Wielkiej Brytanii. Ich przedstawiciele są zdziwieni decyzją Tesco, ale traktują ją jako okazję biznesową. Tesco będzie sprzedawać brytyjskie kurczaki, które są o 15-20 proc. droższe od naszych, więc klienci mogą po prostu zmienić sklep na tańszy. W ciągu trzech miesięcy Tesco nie zdoła zapełnić półek wyłącznie brytyjskim towarem. Tamtejsi producenci zaspokajają około 80 proc. krajowego zapotrzebowania na drób, więc sieci i tak są skazane na import — komentuje przedsiębiorca z branży drobiarskiej, pragnący zachować anonimowość.

OKIEM POLITYKA

Żywnościowa dyplomacja

MICHAŁ SZCZERBA

wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Wolnego Rynku

Podjęliśmy działania zmierzające do walki z negatywnymi kampaniami medialnymi dotyczącymi polskich produktów, w których przodują Wielka Brytania, Czechy i Słowacja. W ramach Rady Gospodarki Żywnościowej powstał zespół szybkiego reagowania. W resorcie rolnictwa (MRiRW) powołany zostanie doradca dyplomatyczny, który będzie łącznikiem między MRiRW a resortem spraw zagranicznych (MSZ). Ponadto MSZ zapowiedziało stworzenie tzw. etatów refundowanych dla pracowników resortu rolnictwa, którzy będą oddelegowywani do ambasad w sytuacjach kryzysowych i będą wspierać polską dyplomację. Dodatkowo bardziej aktywni mają być attaché ds. rolnych, którzy funkcjonują w części polskich ambasad. Dzisiaj minister rolnictwa pojechał wraz z premierem do Popradu rozmawiać właśnie o atakach na polską żywność. Zaplanowany jest także wyjazd do Pragi.