Czytasz dzięki

Niedoinformowani wsadzeni na minę

opublikowano: 07-07-2020, 22:00

Telewizyjnym hitem na świecie stały się migawki z tzw. debaty prezydenckiej w Końskich, zorganizowanej przez Telewizję Polską.

Widzowie w państwach demokratycznych, zwłaszcza w przyzwyczajonych do gorących debat USA, wręcz nie dowierzają, że przemawiał… tylko urzędujący władca, natomiast pretendenta reprezentowała pusta mównica. Rafał Trzaskowski absolutnie nie zgodził się na dyktat miejsca i warunków kodeksowej debaty. Poza niestawieniem się w studiu TVP w 1990 r. urażonego Stana Tymińskiego, poczynając od 1995 r. już wszyscy kandydaci na prezydenta RP bardzo poważnie traktowali pojedynki przed drugą turą wyborów. Fundamentem ciekawych debat aż do 2015 r. było jednak wcześniejsze zaakceptowanie przez obie strony warunków, a później uczciwe wykonywanie przez TVP uzgodnień. Tym razem narodowa stacja usiłowała postawić piętnowanego codziennie kandydata przed faktami dokonanymi — i w efekcie świat się śmieje.

Jeśli te zawodniczki będą 12 lipca wciąż w Zakopanem, to znowu tam zagłosują, ale jeśli wróciły do domu…
Zobacz więcej

Jeśli te zawodniczki będą 12 lipca wciąż w Zakopanem, to znowu tam zagłosują, ale jeśli wróciły do domu… Paweł Murzyn-East News

Sytuacja przed rozstrzygającą turą głosowania się nie zmienia. Z jednej strony — Andrzej Duda po osiągnięciu 28 czerwca aż 13,04 pkt proc. przewagi nad Rafałem Trzaskowskim jest arytmetycznym zdecydowanym faworytem. Z drugiej jednak — dobiegają wieści o takich przepływach elektoratu i tak falują wyniki rozmaitych sondaży, że obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego ogarnia coraz większa panika. Wyraźnie się ją wyczuwa w argumentacji używanej przez Andrzeja Dudę w ostatnich dniach. Dlatego 12 lipca czynnikiem rozstrzygającym może okazać się frekwencja, ale nie w ogóle, lecz w konkretnych grupach wyborców.

Wakacyjny termin bezdyskusyjnie sprzyja frekwencyjnie Andrzejowi Dudzie. Na urlopy wyjeżdża znacznie więcej elektoratu wielkomiejskiego i chociaż świadomi wyborcy dopisują się hurtowo do spisów w miejscach wypoczynku lub zabierają z macierzystych urzędów gmin/miast papierowe zaświadczenia z hologramem — to rzecz jasna nie wszyscy. Tzw. powiatowy elektorat Andrzeja Dudy częściej siedzi na miejscu i w niedzielę zagłosuje głównie w komisjach macierzystych, bez żadnych problemów proceduralnych. Tymczasem na kodeksową minę wsadziło się bardzo wielu niedoinformowanych wyborców spośród 390 tys., którzy na głosowanie 28 czerwca bardzo wygodnie i nowocześnie dopisali się internetowo do spisów w miejscowościach wypoczynkowych. W dogrywce 12 lipca mogą zagłosować… tylko tam, czyli wrócić kilkaset kilometrów w góry czy nad morze, lub uzyskać z tamtejszej gminy papierowe zaświadczenie o prawie do głosowania w domu. Trzeba było znaleźć jakiegoś życzliwego tambylca, który upoważniony pobrałby zaświadczenie i wysłał, a potem liczyć, że poczta zdąży je przynieść do piątku 10 lipca.

Nieistniejący nigdy wcześniej w takiej skali problem wystąpił z powodu przeprowadzania obu tur wyborów podczas wakacji. W 2010 r. po katastrofie smoleńskiej pierwsza odbyła się 20 czerwca, czyli jeszcze podczas roku szkolnego, zaś dogrywka już wakacyjnie 4 lipca. I dopiero na drugą turę wyjechały wtedy tłumy głosujących. Informacja o nieubłaganym kodeksowym przepisie oczywiście przy internetowym dopisywaniu się na 28 czerwca 2020 r. była, ale tylko zwyczajna, małymi literkami, natomiast powinna widnieć jako wielkie ostrzeżenie wybite na czerwono. Krajowe Biuro Wyborcze absolutnie jednak potrzeby ekstra informacji dla internautów nie widziało, to struktura z innego, urzędniczego świata.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane