Niedowartościowanie akcji sięga aż 70 proc.

Marcin Goralewski
opublikowano: 2004-02-20 00:00

Giełdowi gracze wierzą, że rok 2004 będzie stał pod znakiem wielkich zysków z zakupu akcji NFI. I mają ku temu podstawy.

„Stawiam, że w 2004 r. pewniakiem są akcje narodowych funduszy inwestycyjnych — Jupiter (w końcu pojawi się zysk — być może już za IV kwartał, poza tym jest najtańszy ze wszystkich NFI i ma ciekawe aktywa, plany skupu i umorzenia 13 milionów akcji), NFI z grupy PZU (jak będzie buy-back zamiast tego przekrętu ze sprzedażą poza GPW udziałów w NFI i w firmie zarządzającej) i Foksal (Dwory — tylko ze sprzedaży tej firmy dostanie spokojnie co najmniej 6 zł na akcję, z tego co mówią transakcja w tym roku)”.

Cytat z rekomendacji szanowanego biura maklerskiego? Nie. To fragment wypowiedzi giełdowego gracza z internetowych list dyskusyjnych. Temat — w co inwestować. I ta opinia nie jest odosobniona.

Zyski już są

Od początku roku indeks NIF, obrazujący zachowanie całego rynku, wzrósł już o 18 proc. W tym samym czasie WIG, główny indeks warszawskiej giełdy, zwyżkował o 13 proc. Akcje NFI są już za drogie i hossa nas minęła? Chyba nie. Okazuje się bowiem, że poza trzema przypadkami wartość aktywów jedenastu NFI przypadających na jedną akcję jest zdecydowanie wyższa niż wycena rynkowa. Co to oznacza? W przyszłym roku fundusze kończą mocno krytykowany Program Powszechnej Prywatyzacji. Zgromadzona gotówka będzie musiała zostać albo zainwestowana, albo podzielona między akcjonariuszy. To drugie rozwiązanie jest bardziej popularne i lansowane — na pewno przez giełdowych graczy.

Stąd nadzieje na hossę na rynku NFI. Więcej — średnie niedoszacowanie akcji funduszy przekracza 30 proc. Jeśli wierzyć zasadzie, że wcześniej czy później cena odzwierciedla wartość fundamentalną, to teoretycznie każda zainwestowana złotówka w akcje NFI powinna dać średnio 30 groszy zysku. Kusząca perspektywa, choć z samej różnicy między wartością akcji a jej wyceną rynkową nie musi wynikać wcale hossa. Nadzieje na skup akcji są jednak silniejsze, tym bardziej że przykład dały zarządzane przez Copernicus Finance fundusze Piast i Octava, odkupując część akcji powyżej wartości rynkowej.

Obliczenia wskazują, że najbardziej niedoszacowane są akcje NFI Jupiter. Wartość aktywów netto przypadających na jedną akcję tego funduszu wynosi 4,37 zł, zaś kurs papierów podczas ostatnich sesji sięgał co najwyżej 2,53 zł. Różnica — 73 proc. Pod tym względem godne uwagi wydają się także papiery NFI z portfela grupy PZU, czyli Drugi NFI, NFI Progress i NFI im Eugeniusza Kwiatkowskiego. Tu niedoszacowanie wynosi odpowiednio 29 proc., 24 proc. i 31 proc.

Nic pewnego

Warto jednak pamiętać, że skup własnych akcji wcale nie jest pewny — zarówno w przypadku Jupitera, jak i funduszy z grupy PZU. Największy w kraju ubezpieczyciel chce bowiem sprzedać aktywa związane z rynkiem NFI inwestorowi finansowemu. Właśnie trwa przetarg. Jeśli operacja się powiedzie, to strategia funduszy zostanie określona przez nowego właściciela. Skup własnych papierów wydaje się natomiast pewny, jeśli transakcja zakończy się fiaskiem — w taki sposób grupa PZU też może wycofać się z rynku. Niedawno kontrolowane przez ubezpieczyciela otrzymały zgodę na wykup do 50 proc. własnych papierów do września. To już druga zgoda, pierwszą należało „skonsumować” do końca marca.

— Nie zdążylibyśmy przeprowadzić skupu własnych papierów do końca marca — mówi Wojciech Grzybowski, szef PZU NFI Management, firmy zarządzającej NFI z grupy PZU.

Kiedy fundusze ogłoszą wezwanie? Nie wiadomo.

— Mamy czas do końca roku — deklaruje Janusz Koczyk, prezes Jupitera.

Odległa perspektywa, tym bardziej że Pekao, główny udziałowiec funduszu, podobnie jak PZU chce sprzedać swoje udziały. Rynek tego rodzaju informacje zdaje się pomijać. Będzie wezwanie? Będzie. To będzie hossa.

Nie do końca jasna jest strategia trzech funduszy zarządzanych kiedyś przez Private Equity Poland — Foksal, Siódmy NFI im. Kazimierza Wielkiego i Zachodni NFI. Akcje tych spółek chętnie kupują prywatne spółki inwestycyjne (np. Be4, Sykstus, Aton), których strategia inwestycyjna jest niewiadoma, choć wydaje się, że będą one chciały dalej inwestować, a nie szybko dzielić zgromadzony kapitał. Podobnie jak fundusze związane z BRE Bankiem.

Aktywa na sprzedaż

Nowych inwestycji NFI już prawie nie podejmują — to też jest argument za podziałem gotówki. NFI Jupiter, który był na tym polu najaktywniejszy, zawiesił plany. Może dlatego, że zainwestowane 120 mln zł w ProFuturo, operatora sieci transmisji danych, okazało się klapą. W 2003 r. spółka straciła 20 mln zł. Druga firma z portfela — E-katalyst, inkubator spółek internetowych — zanotowała ponad 4,5 mln zł straty. Może te właśnie liczby tłumaczą ponad 70-proc. różnicę w wartości akcji i jej wycenie rynkowej? Jeśli tak, to liderem rynku powinny być papiery NFI Foksal. Najważniejsza spółka tego funduszu — FCh Dwory — zarobiła 18,6 mln zł. Foksal ma 45 proc. akcji Dworów i nie będzie ich trzymał w nieskończoność. Wiedzą o tym giełdowi gracze. Akcje tego funduszu handlowane są znacznie powyżej teoretycznej wyceny.