Czwartkowa sesja na Wall Street nie spełniła nadziei oczekujących na żywsze odbicie indeksów, choć przez długie godziny zdecydowana przewaga leżała po stronie kupujących. Nawet bardzo złe dane makro (rekordowo niska sprzedaż nowych domów, nowi bezrobotni i spadek zamówień na dobra trwałego użytku) nie były w stanie podkopać potencjału strony popytowej. Jednak pod koniec sesji do głosu doszła podaż, systematycznie spychając indeksy.
Wszystko za sprawą publikacji informacji, która ukróciła wcześniejsze spekulacje odnośnie nowego planu pomocowego dla sektora finansowego oraz prezentacji założeń budżetu prezydenta Obamy. Okazało się bowiem, że "głośne" 750 mld USD to nie realny zastrzyk gotówki dla banków, a jedynie swego rodzaju zabezpieczenie w budżecie. I to był pretekst do realizacji zysków.
Wcześniej bardzo mocno zyskiwały na wartości walory największych instytucji finansowych z Bank of America, JP Morgan i Citigroup na czele. W średniej Dow Jones jedną z czarnych owiec został General Motors. Nie mogło być jednak inaczej biorąc pod uwagę, że w ubiegłym roku największy amerykański producent samochodów stracił 30,9 mld USD.