Zarząd Unii Chrześcijańsko Demokratycznej (CDU) odrzucił pomysły siostrzanej partii. A niemieccy socjaldemokraci oskarżyli bawarską chadecję o to, że składając niepoważne, populistyczne obietnice chce "zapunktować" przed jesiennymi wyborami w swoim kraju związkowym.
"Chcemy powstrzymać marsz w kierunku państwa podatkowego" - odpierał w poniedziałek te zarzuty szef CSU Erwin Huber przed poświęconym koncepcji bawarskich chadeków posiedzeniem kierownictwa partii.
Według niego prognozy ekspertów zakładają, że w 2012 roku przychody państwa z podatków będą o 100 miliardów euro większe niż obecnie. Dlatego jedną trzecią z tej sumy CSU chce oddać obywatelom. "To społeczna polityka podatkowa" - dodał Huber.
Na realizacji koncepcji CSU mieliby skorzystać przede wszystkim osoby o niskich i średnich dochodach.
Zakłada ona m.in. przywrócenie już w 2009 roku możliwości odliczania od dochodów podlegających opodatkowaniu zryczałtowanych wydatków na dojazdy do pracy powyżej 1 kilometra, znaczące podwyższenie kwot wolnych od podatku oraz obniżenie najniższej stopy podatkowej z 15 do 12 procent.
W swojej koncepcji CSU nie przedstawiła jednak pomysłu na sfinansowanie tych kroków poprzez cięcia wydatków budżetowych.
"Obywatele również muszą skorzystać na udanej konsolidacji budżetu i większych wpływach z podatków" - tłumaczyła w poniedziałek rano w telewizji ARD sekretarz generalne CSU Christine Haderthauer.
Pomysł CSU ostro skrytykował minister finansów Peer Steinbrueck (SPD). "Ta obietnica została złożona tylko po to, by poprawić kiepskie notowania CSU" - ocenił w rozmowie z dziennikiem "Sueddeutsche Zeitung".
Zarówno Steinbrueck jak i kanclerz Angela Merkel odrzucają ze względu na trudną sytuację budżetową możliwość obniżenia podatków w 2009 roku.
Politycy CDU oceniają, że nie ma szans na realizację propozycji CSU. Sekretarz generalny CDU Ronald Pofalla oświadczył w poniedziałek, że nad obniżką podatków będzie można zastanawiać się dopiero wówczas, gdy zostanie zrealizowany cel związany z konsolidacja budżetu państwa.