NIEMCY DAJĄ NAJWIĘCEJ ŚWIADECTW
30 proc. przyznawanych w Polsce certyfikatów ISO pochodzi z T†V Cert
Niemieckie jednostki certyfikujące spod znaku T†V Cert zdobyły już ponad 30 proc. krajowego rynku certyfikatów ISO. Nic w tym dziwnego, ponieważ towary wysyłane do naszych zachodnich sąsiadów stanowią około 35 proc. polskiego eksportu. Najpoważniejszym przeciwnikiem T†V-ów jest Polskie Centrum Badań i Certyfikacji, które wydało w naszym kraju najwięcej świadectw jakości.
Zgodnie z przypuszczeniami wielu jakościowych ekspertów, polski rynek certyfikacyjny coraz bardziej się krystalizuje. Działa już na nim około 20 jednostek, które posiadają w naszym kraju swoje siedziby. Dominują jednak dwie grupy firm: niemieckie i polskie. W tej pierwszej prym wiodą jednostki spod znaku T†V Cert, w drugiej — Polskie Centrum Badań i Certyfikacji (PCBC). Niemieckie T†V-y opanowały już ponad 30 proc. rynku certyfikatów w Polsce, PCBC natomiast zdobyło blisko 20 proc. Drugą krajową jednostką, która coraz bardziej liczy się w branży, jest Polski Rejestr Statków (PRS). Udziały w rynku obu rodzimych certyfikatorów sięgają obecnie ponad 25 proc.
Logiczne i naturalne
Wszystkie wymienione wyżej instytucje wydały w Polsce łącznie blisko 60 proc. świadectw jakości. Reszta przypada w udziale takim światowym potentatom jak: BVQI, BSI, DNV, KEMA, SGS czy LRQA. Ten stan rzeczy nikogo dzisiaj nie dziwi. Wręcz przeciwnie, uważany jest za zjawisko dość naturalne.
— Mnie naprawdę nie przeszkadza, że na tym rynku jest tylu konkurentów. To bardzo dobrze, przede wszystkim dla firm zainteresowanych posiadaniem ISO. Natomiast fakt, że najwięcej takich certyfikatów wydała w kraju polska instytucja, jest rzeczą naturalną i logiczną. Podobnie jest z dość dużym udziałem w tym rynku niemieckich certyfikatorów — komentuje Witold Flis, prezes zarządu KEMA Registered Quality Polska (KRQP).
— Przecież dzisiaj produkty wysyłane do Niemiec stanowią około 35 proc. całego naszego eksportu. Polskie firmy zatem, chcąc świadczyć swoje usługi partnerom zza Odry, siłą rzeczy muszą się certyfikować w jednostkach niemieckich — wyjaśnia Stanisław Pater, prezes zarządu RHEINISCH-WESTFALISCHER T†V Polska (RW T†V P).
Atuty liderów
Na terenie naszego kraju działają cztery jednostki związane z niemiecką instytucją T†V Cert. Są to: RHEINISCH-WESTFALISCHER T†V Polska , T†V Nord Polska (T†V NP), T†V Polska i T†V Rheinland/Zetom Polska (T†V R/Z P). Są to firmy, które funkcjonują w naszym kraju niezależnie od siebie. Jeśli rozpatrywać je indywidualnie, to i tak dwie z nich: RW T†V P (246 certyfikatów) i T†V R/Z P (228 certyfikatów) coraz bardziej zbliżają się w liczbie wydanych świadectw jakości do wyniku PCBC (396 certyfikatów). Dlatego też nie ma się co dziwić, że zdaniem Leszka Kielaka, kierownika Zespołu Certyfikacji Systemów Jakości w Polskim Centrum Badań i Certyfikacji, to właśnie one stanowią największą konkurencję dla krajowych certyfikatorów. Jego zdaniem walka z nimi nie jest trudna.
— Czym ich przebijamy? Przede wszystkim jakością usług i tym, że jesteśmy jednostką polską. To budzi wśród naszych klientów zaufanie. Oprócz tego równocześnie z ISO wydajemy certyfikat międzynarodowej organizacji IQNet. Jej oficjalnym członkiem jesteśmy od trzech lat, należy do niej 28 jednostek certyfikujących z 28 krajów, m.in. Japonii, Kanady i Australii. W każdym z nich certyfikat wydany przez PCBC jest potwierdzany i akceptowany. T†V Cert nie należy do IQNet, dlatego też daje nam to pewną przewagę. Poza tym nie podchodzimy do certyfikacji czysto komercyjnie — twierdzi Leszek Kielak.
— Myślę, że wszyscy bez wyjątku podchodzą do certyfikacji komercyjnie. To raczej nie jest argument. Obecność w IQNet też nie jest dość istotnym atutem — ripostuje Stanisław Pater, prezes RW T†V P.
Jak dodaje, w pierwszej fazie rozmów z klientem podstawowym atutem jego firmy jest po prostu nazwa T†V. Ta międzynarodowa marka, wypracowana przez dziesiątki lat, jest rozpoznawalna na całym świecie. T†V Cert ma swoje oddziały praktycznie na wszystkich kontynentach. Według niego, sama oferta usług jakościowych T†V jest dużo szersza i bogatsza od PCBC.
— Jest jeszcze jeden przykład na to, że potrafimy skutecznie konkurować z Polskim Centrum Badań i Certyfikacji. Ministerstwo Gospodarki organizuje Program Promocji Jakości. Prawda jest taka, że mamy więcej klientów, którzy uczestniczą w tym programie, niż PCBC. Dlaczego? Myślę, że nie ja powinienem udzielić odpowiedzi na to pytanie — twierdzi prezes Pater.
Wartość certyfikatu
Oczywiście, poza atutami certyfikatorów, które zostały już wymienione, dość ważnym elementem, jest cena usługi. Łączny koszt uzyskania świadectwa zgodności z normą ISO wynosi obecnie w naszym kraju średnio 20 tys. zł.
— Stawki u wszystkich certyfikatorów są mniej więcej zbliżone. Czasami zdarzają się jednak dysproporcje rzędu 20-30 proc. — informuje Witold Flis.
— W sumie T†V-y są droższe od nas. Ale jeżeli chodzi o ceny usług, są to bardzo elastyczne jednostki. Potrafią obniżyć stawki dużo poniżej naszych. Wszystko zależy np. od prestiżu firmy, z którą rozmawiają — twierdzi Leszek Kielak.
— Bez przesady. Jeżeli chodzi o nasze upusty cenowe, mamy naprawdę ograniczone możliwości. Musimy się poruszać w granicach sztywno określonych przez niemiecką centralę, a nie są to zbyt szerokie przedziały — komentuje Stanisław Pater.
Jednak jak twierdzi Witold Flis, tak naprawdę nie chodzi o to, czy w danej jednostce można łatwo i tanio uzyskać certyfikat. Według niego, faktyczną wartość ISO stanowią dodatkowe korzyści, wynikające z jego posiadania.
— Na zachodnim rynku jakościowym najważniejszą formą konkurencji jest wartość dodana do auditów prowadzonych pod nadzorem certyfikatora. Nie mam na myśli niezgodności wykazanych np. w trakcie kontroli systemu zarządzania jakością (SZJ). Chodzi tu o wskazanie klientowi korzyści finansowych i bezpośrednich zagrożeń biznesowych, wynikających z doskonalenia SZJ — zapewnia.
Co dalej
W branży mówi się, że nie jest to jeszcze koniec ekspansji T†V-ów, a i polskie udziały w rynku certyfikacyjnym mogą być w przyszłości większe. Szacuje się, że obecna liczba świadectw jakościowych odpowiada dopiero około 30 proc. potencjału tego rynku.
— Jeżeli chodzi o procentowe udziały T†V-ów, to mogą się one utrzymywać przez dłuższy czas, ale na pewno nie zmaleją. Natomiast udziały polskich certyfikatorów mogą wzrosnąć. Do grona posiadaczy ISO będą coraz częściej dołączać małe firmy. Będzie im zależeć głównie na cenie, dlatego myślę, że w większości będą się certyfikowały w krajowych jednostkach, ponieważ tam jest taniej — twierdzi prezes RW T†V P.
PRAWO AUDITU: Prawem każdej firmy jest zgodnie z normą ISO audit u klienta posiadającego certyfikat. I wtedy okazuje się, czy posiadanie tego świadectwa jest uzasadnione. Trzeba powiedzieć, że w wyniku takich działań słyszałem już sporo zarzutów pod adresem kilku jednostek. Natomiast PCBC nie spotkało się jeszcze z takimi reklamacjami — zapewnia Leszek Kielak, kierownik Zespołu Certyfikacji Systemów Jakości w Polskim Centrum Badań i Certyfikacji. fot. Małgorzata Pstrągowska
FORMA KONKURENCJI: Na rynku certyfikacyjnym najważniejszą formą konkurencji jest wartość dodana do auditów prowadzonych pod nadzorem certyfikatora. Nie mam na myśli niezgodności wykazanych np. w trakcie kontroli systemu zarządzania jakością (SZJ). Chodzi tu o wskazanie klientowi korzyści finansowych i bezpośrednich zagrożeń biznesowych, wynikających z doskonalenia SZJ — zapewnia Witold Flis, prezes zarządu KEMA Registered Quality Polska (KRQP). fot. Borys Skrzyński