Ministrowie finansów strefy euro postanowili zawiesić działanie dyscyplinarne wobec Paryża i Berlina za łamanie paktu o stabilności.
Francis Mer, minister finansów Francji, oraz Hans Eichel, minister finansów Niemiec, mogą sobie pogratulować. Prowadzona przez ostatnie miesiące kampania obu polityków na rzecz zmiękczenia reguł zapisanych w pakcie o stabilności i rozwoju obowiązująca kraje strefy euro — mimo twardego stanowiska Komisji Europejskiej (KE) — odniosła sukces. Wiele wskazuje na to, że oba kraje unikną kary.
Feralny architekt
Cała sprawa rozbija się o przekroczenie przez oba kraje 3-proc. poziomu deficytu, który nakłada pakt. Co więcej, zarówno Niemcy, które to kilka lat wcześniej wywalczyły określenie takiego pułapu, jak i Francja, wiernie im wtórująca, nie zamierzają podjąć natychmiastowych kroków w celu ograniczenia deficytu w przyszłym roku, czego domagała się Bruksela. Ten węzeł gordyjski po dziesięciu godzinach ostrej debaty postanowili przerwać ministrowie finansów strefy euro. Twardogłowe gremium zdecydowało się przerwać proces dyscyplinarny wobec Berlina i Paryża, który nieuchronnie zmierzał do nałożenia na pierwsze gospodarki UE kary. Oba kraje mają oczywiście zmniejszać deficyt, ale nie w takim zakresie, jaki życzyłaby sobie tego KE.
Równi i równiejsi
— Umowa jest zgodna z duchem i literą unijnych zasad budżetowych — komentuje Julio Tremonti, włoski minister finansów.
Czy to oznacza ostateczny sukces niemiecko-francuskiej koalicji? Niekoniecznie. Układu nie poparły Hiszpania, Holandia, Finlandia i Austria, które domagają się równego traktowania małych i dużych krajów. Także odpowiedzialna za realizację paktu KE nie wykluczyła zaskarżenia ministerialnych postanowień. Poluzowanie zasad nie cieszy też Jeana-Claude’a Tricheta, szefa Europejskiego Banku Centralnego. Teraz nad decyzją będą debatować ministrowie całej „piętnastki”.