Połowa pracodawców zza Odry uważa, że otwarcie rynku pracy rozwiąże ich problemy
Niemieckie firmy nie czekają na tanią siłę roboczą z Polski. Chcą fachowców, którym będą uczciwie płacić.
Gospodarka niemiecka od lat zmaga się z problemem niedoboru wykwalifikowanych pracowników. Według danych Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIHK), już 70 proc. tamtejszych firm nie może obsadzić niektórych stanowisk. Firmy z Niemiec z niecierpliwością czekają na 1 maja, kiedy ich rynek pracy otworzy się dla polskich pracowników. Według badania firmy doradztwa personalnego Otto, 43 proc. niemieckich firm twierdzi, że polscy specjaliści rozwiążą im problem wakatów. W polskich robotnikach takie nadzieje pokłada 37 proc. pracodawców zza Odry.
Na równych prawach
— Mimo wcześniejszych obaw niemieckiego społeczeństwa związanych z otwarciem rynku pracy, polscy pracownicy są dzisiaj w Niemczech odbierani pozytywnie. Zapotrzebowanie na nich jest bardzo duże — mówi Guido Vreuls, dyrektor Otto na Europę Środkową.
Zdecydowana większość niemieckich przedsiębiorców deklaruje ponadto, że zamierza Polaków i Niemców traktować dokładnie tak samo. 74 proc. firm twierdzi, że ma wobec nich takie same oczekiwania zawodowe. Niewiele mniej — 71 proc. — przekonuje, że powinno się im płacić po równo. Przeciwnego zdania (w obu przypadkach) jest co czwarta firma — 25 proc. badanych niemieckich przedsiębiorców chce powierzać pracownikom z Polski inne zadania niż rodakom i uważa, że Polacy powinni zarabiać mniej.
— Zdecydowanie przeważają odpowiedzi pozytywne, świadczące o tym, że zagraniczni pracownicy będą traktowani na równi z krajowymi. To bardzo ważny wniosek płynący z badania. Obawy niemieckiego społeczeństwa, że polscy pracownicy będą pracować za grosze, psuć rynek i odbierać lokalnym pracownikom zatrudnienie, okazały się bezpodstawne — twierdzi Guido Vreuls.
Nie będzie powtórki
Według badań Otto, największe szanse na znalezienie pracy w Niemczech mają specjaliści, np. elektrycy, elektronicy, spawacze czy mechanicy precyzyjni, ale też inżynierowie budowlani, informatycy i personel medyczny. DIHK szacuje, że w niemieckiej gospodarce brakuje m.in. 36 tys. inżynierów, 14 tys. mechaników, 12 tys. opiekunek i 10 tys. pracowników branży hotelarskiej.
Czy polscy pracownicy skorzystają z tej oferty? Według szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w ciągu trzech lat do Niemiec wyjedzie 300-400 tys. polskich pracowników. To sporo, ale znacznie mniej niż w pierwszych latach po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wówczas z częściowego otwarcia unijnego rynku pracy skorzystało około dwóch milionów Polaków.
— Spodziewamy się wyjazdu do Niemiec 200-300 tys. osób w ciągu trzech lat — do końca 2011 r. wyjedzie około 100 tys. pracowników. Przedsiębiorcy z zachodnich województw muszą być przygotowani na to, że na lokalnych rynkach pracy taka migracja wywoła pewne napięcia. W skali całego kraju wyjazdy do Niemiec powinny mieć dość słaby wpływ na rynek pracy — twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.
Różnice w prawie pracy
Polska
- Czas pracy
Zagwarantowane 40 godzin płatnej pracy na pełnym etacie tygodniowo.
- Płaca minimalna
1386 zł brutto miesięcznie.
- Nadgodziny
Minimalnie dodatkowe 25 proc. stawki podstawowej.
- Urlopy
20 dni rocznie w pierwszych 10 latach pracy, w kolejnych — 26 dni.
- Wczasy pod gruszą
Prawo nie nakłada na pracodawcę dofinansowania urlopu pracowników.
Niemcy
- Czas pracy
Zagwarantowane 40 godzin płatnej pracy na pełnym etacie tygodniowo.
- Płaca minimalna
7,6 EUR na godzinę (około 5,4
tys. zł brutto miesięcznie).
- Nadgodziny
Minimalnie dodatkowe 50 proc. stawki podstawowej od poniedziałku do piątku oraz 100 proc. w weekendy i święta.
- Urlopy
W pierwszym roku pracy 24 dni, w drugim 25 dni, w trzecim 26 dni, w czwartym 28 dni, od piątego 30 dni.
- Wczasy pod gruszą
Pracodawca musi co roku wypłacić pracownikowi 150 EUR brutto.