Niemcy przekonują Polskę do Gazociągu Północnego

opublikowano: 2007-05-30 20:55

Konsorcjum Nord Stream nie proponuje Polsce udziału w Gazociągu Północnym, ale przyłączenie do niemieckiej sieci gazowej - powiedział w środę w Warszawie prezes ds. ochrony środowiska, bezpieczeństwa i energii koncernu BASF Ernst Schwanhold.

Należąca do BASF firma Winterschall oraz E.ON. Ruhrgaz mają po 24,5 proc. udziałów w koncernie Nord Stream, który zamierza wybudować omijający Polskę rurociąg na dnie Bałtyku. Pozostałe 51 proc. posiada rosyjski Gazprom. Licząca 1200 km podwodna rura ma połączyć rosyjskie złoża gazu z niemieckim wybrzeżem w Greisfald.

Polska sprzeciwia się temu, uznając trzy podstawowe zagrożenia płynące z planów Nord Stream: zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa, ekologiczne oraz militarno - wywiadowcze.

Możliwość włączenia się w niemiecki system przesyłowy, a w konsekwencji do infrastruktury zachodnioeuropejskiej planowanym gazociągiem OPAL (Ostsee - Pipeline - Anbindungs - Lieitung - połączenie gazociągu Bałtyckiego) da nowe możliwości połączenia polskiej i niemieckiej sieci gazowej - uważa prezes spółki Wingas (zależnej od BASF) Ingo Neubert.

OPAL, którego budowę zaplanowano na 2008 r., o długości 480 km, będzie przebiegał wzdłuż polsko - niemieckiej granicy. Zdaniem Neuberta, można byłoby w "kilku miejscach" zbudować połączenia obu sieci. Dałoby to Polsce możliwość włączenia się do systemu gazociągów Wingas Transport, który z kolei podłączony jest do linii przesyłu gazu zarówno z Rosji, jak i Morza Północnego.

Zdaniem niemieckich gości, propozycja ta wpisuje się w plany dywersyfikacyjne Polski, która planuje budowę gazociągu do Danii.

Schwanhold przedstawił w Warszawie Gazociąg Północny jako inicjatywę, która ma zapewnić całej Europie zaopatrzenie w gaz w wieloletniej perspektywie. "To jest wielki projekt w Europie i dla Europy; to autostrada dla rosnącego popytu na gaz dla Europy" - przekonywał.

Jego zdaniem zarzuty, że trasa ta jest zbyt kosztowna i groźna z punktu widzenia ekologii, są nieuzasadnione. Wręcz przeciwnie - to, że w rurociągu podmorskim niepotrzebne są specjalne sprężarki, powoduje jego niższy koszt. Poza tym zdecydowanie niższe niż lądowe są koszty eksploatacji takiej magistrali; odpadają również koszty przesyłu - zaznaczył.

Według Schwanholda, mimo licznych wątpliwości ekologów, podmorski gazociąg jest bardziej przyjazny dla środowiska. Rura leży bowiem na dnie morza, na dużych głębokościach, gdy tym czasem na lądzie musi przecinać obszary wrażliwe ekologicznie - m.in. lasy, rzeki i pola.

Ernst Schwanhold zapewnił, że konsorcjum Nord Stream zrobi wszystko, by budowa gazociągu nie stworzyła zagrożenia wynikającego z faktu, że na trasie jego przebiegu znajdują się składowiska zatopionej kilkadziesiąt lat temu broni chemicznej, w tym śmiertelnie niebezpiecznego iperytu (gazu musztardowego).

"Dołożymy najwyższej staranności, by usunąć zagrożenia" - zapewniał. Przed rozpoczęciem kładzenia rury specjaliści sprawdzą na całej trasie jej przebiegu, czy pod nią oraz metr po obu jej stronach nie znajdują się niebezpieczne pojemniki.

Schwanhold jednocześnie ostrzegł Polskę - która, sprzeciwiając się budowie Gazociągu Północnego, usiłuje zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa dla środowiska naturalnego Bałtyku - by nie próbowała grać kartą ekologiczną.

"Ostrzegamy, że jeśli chce się powoływać na jakieś przepisy, to samemu należy ich przestrzegać" - powiedział.

Przedstawiciele niemieckich koncernów nie zgodzili się z opinią dziennikarzy, że Gazprom, który ma dostarczać gaz do planowanego gazociągu, jest nieprzewidywalnym partnerem, czego dowody dał w czasie konfliktu z Białorusią i Ukraina, wstrzymując dostawy gazu do Polski i Niemiec. "Nie podzielam poglądów, że +źródło dostaw+ (Gazprom - PAP) ma zmienne nastroje - powiedział Neubert. "To trudny i wymagający partner, ale godny zaufania dostawca" - wtórował mu Schwanhold. (PAP)