Niemcy stawiają na współpracę, ale nie chcą akcji

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2002-10-01 00:00

Wolfgang Mayrhuber, wiceprezes Lufthansy, zapewnia, że nie zamierza kupować akcji LOT, bo nie jest to konieczne dla sprawniejszego funkcjonowania Star Alliance. Dużo bardziej martwią go kłopoty jednego z głównych członków sojuszu, czyli United Airlines, oraz konkurencja tanich przewoźników.

„Puls Biznesu”: Dlaczego Lufthansa nie chce kupić akcji LOT od Swissaira?

Wolfgang Mayrhuber, wiceprezes Lufthansy: Wierzę we współpracę, ale nie sądzę, by zaangażowanie kapitałowe zagwarantowało naszym pasażerom dodatkowe korzyści. Linie lotnicze rządzą się innymi prawami niż firmy produkcyjne. Przewoźnicy korzystają ze swoich sieci. W Europie bardzo ważne jest zróżnicowanie linii. Zamiast kupować akcje, lepiej wydać pieniądze na nowe samoloty. Otrzymaliśmy, oczywiście, ofertę zakupu LOT.

I co Lufthansa na to?

— Powiedzieliśmy „nie”. Relacja partnerska w sojuszu daje lepsze rezultaty niż relacja między właścicielem akcji a firmą będącą jego częściową własnością.

Ale Lufthansa jest przecież i tak dużo silniejsza od LOT finansowo.

— Należy porównać relatywne korzyści. Nasze atuty ujawniają się w obszarach, w których LOT jest słabszy. Na polskim rynku to LOT ma dominującą pozycję. Nie można tu porównywać obu linii, bo to tak, jakby porównywać piłkarza z tenisistą. Poza tym, kto wie — może za kilka lat rozwój gospodarczy Polski pozwoli na uruchomienie globalnej sieci połączeń z waszego kraju.

A może Lufthansa po prostu nie ma pieniędzy na akcje LOT?

— Dysponujemy środkami, które umożliwiłyby taki zakup.

Jakie są prognozy finansowe Lufthansy na ten rok?

— 500 mln EUR zysku operacyjnego, podczas gdy w ubiegłym roku było to 28 mln EUR.

Nie ma jednak wątpliwości, że to będzie kolejny ciężki rok dla linii lotniczych...

— Wszystko zależy od tego, jak skutecznie przewoźnicy zrealizowali strategie restrukturyzacyjne. A co się stanie, jeśli wybuchnie wojna z Irakiem? Wydaje się, że jesteśmy na to przygotowani, bo m.in. podpisaliśmy kontrakty terminowe na ropę, zabezpieczające nas przed dalszymi podwyżkami jej ceny. Nie można jednak przewidzieć wszystkich skutków konfliktu.

Czy problemy United Airlines mogą zaszkodzić sojuszowi Star Alliance?

— Po pierwsze — kiedy w Europie mówimy o bankructwie, oznacza to zawieszenie działalności. W USA to mechanizm ochronny, który pozwala na zawieszenie płatności wierzycielom. Dlatego to znakomita okazja do restrukturyzacji firmy. Właściwie United Airlines mogłyby odnieść korzyść z ogłoszenia upadłości. Rozmawiałem na ten temat z prezesem United Airlines. Jestem przekonany, że uratuje firmę. Po drugie — w takiej sytuacji jak United Airlines znajduje się wiele amerykańskich przewoźników. Co ciekawe, w łańcuchu firm, od lotnisk przez catering po dostawców, wszyscy mają zyski, niektórzy bardzo duże. Tylko linie nie zarabiają.

Czy ewentualne wzmocnienie SkyTeam nie zaszkodzi Star Alliance? Powstanie silny konkurent...

— Już jest konkurencyjny. Ale i tak będzie mniejszy od Star Alliance. A konkurencja może tylko przynieść korzyści.

Czy Lufthansa potrzebuje hubu w Warszawie?

— Pytanie powinno brzmieć: czy klienci go potrzebują? Popyt na usługi lotnicze w Polsce jest relatywnie niski, ale rośnie. Im będzie większy, tym lepiej będziemy w stanie stwierdzić, jak wydajnie zorganizować loty z Warszawy. To klienci powiedzą, które kierunki rozwijać. Jeśli będzie wielu pasażerów do Singapuru, nie ma powodu, by mieli latać tam przez Niemcy.

W Europie najlepiej wiedzie się jednak tanim, elastycznym, agresywnym liniom. Czy nie obawia się Pan tej konfrontacji?

— Jestem przekonany, że Lufthansa bije na głowę tych przewoźników. Wolę nie nazywać ich tanimi liniami, bo dzisiaj wszyscy przewoźnicy muszą być tani. Nowe linie oferują wyjątkowy nowatorski produkt i mają ogromny potencjał. Ale ich oferta nie ma nic wspólnego z naszą. Latają tylko na trasach, na których to się opłaca i nie muszą budować siatki połączeń. Nasi klienci potrzebują linii gotowej się dopasować do ich potrzeb, oferującej globalny zasięg, różne połączenia. Tych elementów brakuje nowym liniom.

Czyli Lufthansa nie myśli o stworzeniu taniej linii?

— Mamy 24 proc. akcji regionalnego przewoźnika Eurowings, która uruchamia taką linię Germanwings. Możemy bezpośrednio od nich dowiedzieć się, czy klienci przejdą do nich. A wtedy, czemu nie.