Niemcy tną, Polaków zaboli

Niemiecki rząd ogłosił ambitny plan redukcji emisji dwutlenku węgla. Polski przemysł może czuć się zaniepokojony.

Niemcy nadal chcą być w europejskiej awangardzie przemian w energetyce. Będzie bolało. Rząd ogłosił, że do 2020 r. chce ograniczyć emisję dwutlenku węgla w kraju o 78 mln ton rocznie (z 760 mln), co dla samej energetyki oznacza, że musi zmniejszyć emisje o dodatkowe 22 mln ton. Plan, ogłoszony bez większych szczegółów, zakłada nacisk na efektywność energetyczną, ograniczenie emisji w transporcie.

Bloomberg

— Radykalizacja Niemców w kwestii obniżania emisji CO 2 nie jest dla nas korzystna z politycznego punktu widzenia, bo to działanie przeciwne do naszych — zauważa chcący zachować anonimowość ekspert z jednej z wielkich polskich firm energetycznych.

Polska energetyka jest niemal w całości oparta na węglu. Należąca do grupy PGE elektrownia w Bełchatowie, spalająca węgiel brunatny, wygrywa rankingi na „najbrudniejszą” elektrownię w Unii Europejskiej. Kolejne cztery z listy „najbrudniejszych” są już jednak w Niemczech. Polski przemysł, w tym energetyka, od dawna lobbuje za łagodniejszą polityką europejską w zakresie CO 2, sięgając po argumenty rynkowe (tania energia jest potrzebna gospodarce), solidarnościowe (biedniejszych krajów nie stać na szybką transformację energetyki) i technologiczne (lepiej inwestować w czyste technologie węglowe). Polski przemysł może się czuć zaniepokojony.

— Decyzja Niemiec oznacza, że będą zdeterminowani do walki o to, by na poziomie europejskim wcześniej wdrożyć rozwiązania związane z reformą rynku CO 2 — komentuje Rafał Nowakowski z departamentu regulacji i legislacji w PGNiG Termika.

Determinacja Niemiec musi być duża, bo nowy plan to dla nich wielkie wyzwanie. Jak podkreśla agencja Bloomberg, niemiecki rząd za wszelką cenę chce uniknąć „niezręcznej sytuacji” i koniecznie wypełnić cele klimatyczne, które sam sobie kiedyś narzucił. Chodzi o plan zredukowania emisji CO 2

o 40 proc. do 2020 r., który stanął pod znakiem zapytania w związku z decyzją Niemców o wyłączeniu elektrowni atomowych. Zdaniem Esy Hyvarinena, wiceprezesa fińskiego koncernu Fortum, niemiecka determinacja w zakresie CO 2 nie przełoży się na korzyści klimatyczne dla całej Unii Europejskiej.

— Nowy plan działania odzwierciedla tylko wewnętrzne ambicje Niemców. Może jednak paradoksalnie, poprzez zmniejszony nagle popyt na jednostki emisji CO 2, spowodować spadek ich ceny na rynkach, a to natomiast umożliwi innym krajom zwiększenie emisji, bo będzie to tanie — zauważa Esa Hyvarinen. Nasz rozmówca z jednej z wielkich grup energetycznych zauważa również, że niemiecki plan obejmuje wiele branż.

— To ważne, że dokumenty zakładają redukcje emisji nie tylko w energetyce, ale też m.in. w transporcie i budownictwie, czyli w sektorach nieobjętych nawet obowiązkiem zakupu jednostek CO 2 — zauważa nasz rozmówca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane