Niemiecka solidność czasem zawodzi

opublikowano: 28-05-2013, 00:00

Prawo: Kłopoty polskich firm z nierzetelnymi kontrahentami z Niemiec najczęściej wynikają z nieznajomości języka i prawa, a także z braku zabezpieczeń

Niemcy to od lat największy partner handlowy Polski. Do tego kraju trafia aż 26,1 proc. naszego eksportu. W 2012 r. jego wartość sięgnęła 35,7 mld EUR — pokazują dane GUS. Jednak niemiecka gospodarka też odczuwa kryzys. — Światowy kryzys i kryzys w Unii Europejskiej dają się we znaki nawet takim gospodarkom, z jaką mieliśmy do czynienia w Niemczech — przyznaje Magdalena Pakosińska, associate w Kancelarii Olesiński & Wspólnicy. Z danych Helmut Rodl Creditrefom dla Handelsblatt z kwietnia br. wynika, że w 2013 r. może upaść nawet 30,5 tys. niemieckich firm. Warto więc wiedzieć, co robić, żeby uniknąć problemów w kontaktach z kontrahentami z Niemiec, oraz jak sobie radzić, kiedy takie problemy się pojawią.

Zobacz więcej

Kłopoty polskich firm z nierzetelnymi kontrahentami z Niemiec najczęściej wynikają z nieznajomości języka i prawa, a także z braku zabezpieczeń (FOT. Bloomberg)

Profilaktyka

Jeszcze przez rozpoczęciem współpracy potencjalnego kontrahenta trzeba dokładnie prześwietlić. — O kondycji finansowej firmy można się wiele dowiedzieć np. z publikowanych przez nią danych na swojej stronie internetowej. Można również korzystać z usług wywiadowni gospodarczych — radzi Waldemar Joschko, prawnik zagraniczny, właściciel kancelarii prawnej Dr. Waldemar Joschko.

Są także inne możliwości

— Warto także korzystać z rejestru handlowego (Handelsregister), odpowiednika polskiego KRS. Tutaj znajdziemy informacje np. o bilansach rocznych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, a brak takich informacji powinien być pierwszym sygnałem, że z firmą kontrahenta nie dzieje się dobrze — zauważa Magdalena Pakosińska. Nie zaszkodzi także wizyta u przyszłego partnera, żeby zweryfikować obraz wynikający z tych wszystkich źródeł, w których firmę sprawdzaliśmy. Pozytywnym sygnałem będzie, jeśli potencjalny kontrahent zaoferuje dogodne dla polskiego przedsiębiorcy warunki płatnicze, przedstawi gwarancje bankowe i ustanowi zabezpieczenia na majątku.

— Podejrzenia powinno wzbudzić żądanie wysokich zaliczek i długich terminów realizacji zamówienia — mówi Waldemar Joschko.

Podejrzane mogą być także np. częste zmiany personalne u kontrahenta w gronie osób odpowiadających za relacje biznesowe, które mogą oznaczać problemy w strukturze niemieckiego przedsiębiorstwa. Przy zawieraniu umowy trzeba zadbać o zabezpieczenie swoich wierzytelności — zastrzeżenie własności do chwili zapłaty ceny, ustanowienie zabezpieczeń na wyrobach, cesji wierzytelności, przewłaszczenia na zabezpieczenie, hipoteki itp.

— Przy powtarzających się zleceniach dobrym rozwiązaniem może się okazać umowa ramowa regulująca zasadnicze kwestie, takie jak przejście własności towaru, zabezpieczenie wierzytelności, kary umowne, ogólne warunki umowy, a nawet właściwość sądu w razie sporu oraz właściwe prawo — radzi Magdalena Pakosińska. Pamiętajmy też, że zaliczki np. przy umowach dotyczących nabycia maszyn i urządzeń powinny odpowiadać wartości danego przedmiotu.

— W wypadku ogłoszenia upadłości syndyk może bowiem odmówić wydania zapłaconej w większości maszyny lub urządzenia, przy czym zapłacona i niezabezpieczona zaliczka staje się zwykłą należnością upadłościową, a daną maszynę syndyk może sprzedać innemu podmiotowi — mówi Waldemar Joschko.

Kiedy jest już problem

Nawet jeśli jest za późno na wstępne sprawdzenie potencjalnego kontrahenta i zabezpieczenie wierzytelności w umowie, a pierwsze płatności się opóźniają, są możliwości działania. Warto pamiętać o ustawowych prawach zastawu.

— Prawo zastawu obejmuje dzieło bądź rzeczy ruchome oddane np. do naprawy lub renowacji. Ale też spedytor i właściciel magazynu mają prawo do zastawu na rzeczach pozostających w ich posiadaniu, jeśli kontrahent nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań — mówi Magdalena Pakosińska.

Gorzej, jeśli ogłoszenie upadłości naszego kontrahenta jest realnym zagrożeniem. Po formalnym otwarciu postępowania upadłościowego syndyk wzywa wierzycieli upadłego do zgłaszania swoich roszczeń do tzw. tabeli insolwencyjnej. Dzięki ich zgłoszeniu wierzyciele otrzymają po zakończeniu postępowania upadłościowego odpowiednią kwotę odpowiadającą części majątku upadłego po odliczeniu wierzytelności uprzywilejowanych i kosztów postępowania. — To najczęściej tylko kilka procent wartości nominalnej roszczenia — mówi Waldemar Joschko.

Przy tym trzeba się postarać, żeby właściwie udokumentować roszczenia w terminie. — Zgłoszenie do tabeli nienależycie udokumentowanego roszczenia powoduje jego odrzucenie — przestrzega Waldemar Joschko. Co prawda, wierzyciel może wystąpić na drogę sądową, żeby ustalić istnienie i wysokość danego roszczenia, jednak nawet w przypadku wygranej otrzyma on jedynie odpowiednią część po zakończeniu postępowania upadłościowego.

Dlatego w większości wypadków ryzyko i koszty postępowania mogą być niewspółmiernie wysokie w porównaniu z kwotą otrzymaną w końcu przez przedsiębiorcę. Niemieckie prawo upadłościowe nie różni się znacząco od polskiego. Istotną różnicą jest jednak fakt, że wierzytelności publicznoprawne i wynikające z handlowych stosunków pomiędzy dłużnikiem a wierzycielem w niemieckim prawie upadłościowym traktowane są na równi.

— Uprzywilejowane traktowanie w procesie zaspokojenia mają jedynie wierzyciele z zabezpieczonymi wierzytelnościami. Oni są zaspokajani z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży przedmiotów zabezpieczonych — mówi Magdalena Pakosińska. Dlatego też szczególną uwagę trzeba przywiązać do poinformowania o zabezpieczeniach naszych wierzytelności. Tym bardziej że syndyk nie ma obowiązku badania, czy dana rzecz jest obciążona prawem osób trzecich.

— A więc to na nas ciąży obowiązek jak najszybszego poinformowania syndyka o naszych prawach z tytułu zabezpieczenia wierzytelności — podkreśla Magdalena Pakosińska.

Spory rozwiązujemy w Polsce

Polscy przedsiębiorcy w kontaktach z niemieckimi kontrahentami, którzy nie płacą w terminie, zmagają się z różnymi problemami. Często wynikają one z nieznajomości języka i niemieckiego prawa. Praktycznym problemem dochodzenia roszczeń od niemieckich kontrahentów może być również konieczność wystąpienia przed sądem niemieckim.

— Związane to jest z wysokimi kosztami, barierą językową oraz barierą organizacyjną — mówi Marcin Asłanowicz, partner prowadzący Dział Procesowy i Arbitrażowy w Baker & McKenzie. Można jednak takich problemów uniknąć.

— Najlepszym sposobem zapobieżenia tego typu kłopotom jest poddanie zawieranej umowy prawu polskiemu oraz przewidzenie polskich sądów za właściwe do rozstrzygania powstałych sporów. Doskonale w takich przypadkach zdaje egzamin zapis na sąd polubowny — oczywiście, w miarę możliwości, z siedzibą w Polsce — mówi Marcin Asłanowicz. Pytanie tylko, czy uda się niemieckiego kontrahenta na taki warunek namówić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu