Rząd przyjął w środę w Berlinie projekt ustawy zmieniającej niemieckie prawo zgodnie z odpowiednią dyrektywą Unii Europejskiej. Dotychczas dane zachowywano przez trzy miesiące.
Minister sprawiedliwości Brigitte Zypries (SPD) powiedziała dziennikarzom, że Unia domagała się dalej idących działań, jednak władzom w Berlinie udało się ograniczyć skalę ingerencji. Przechowywane mają być dane o uczestnikach oraz czasie rozmów i połączeń internetowych, natomiast ich treść nie będzie dostępna.
Rzecznik ds. ochrony danych osobowych Peter Schaar skrytykował nowe przepisy. Jego zdaniem kontrola obejmie przede wszystkim osoby niewinne, co narusza zawarowaną w konstytucji zasadę współmierności stosowanych środków prawnych. "To przykład pokazujący, że równowaga między wymogami bezpieczeństwa a wolnością i prawami podstawowymi uległa zachwianiu" - powiedział Schaar.
Ten punkt widzenia podzielają stowarzyszenia dziennikarskie oraz adwokaci. Przeciwne zaostrzeniu przepisów są także partie opozycyjne: FDP, Zieloni i Lewica. Przeciwnicy rozważają możliwość zaskarżenia decyzji do Trybunału Konstytucyjnego.
Jacek Lepiarz (PAP)