Niemieckie lekcje dla polskiej energetyki

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-07-20 22:00

W Karlsruhe stoi najbardziej efektywny blok węglowy na świecie, a w Opolu budują się dwa takie same. Niemiec drugi raz by w to nie wszedł. A Polak?

Polska Grupa Energetyczna (PGE), numer jeden w polskiej energetyce, ogłosiła właśnie półmetek inwestycji w Opolu, czyli największej inwestycji w Polsce po 1989 r. Za ponad 11 mld zł PGE buduje w Opolu dwa superwydajne bloki węglowe, o mocy 900 MW każdy. To dobry moment, by spojrzeć na blok niemal identyczny, ale niemiecki. Blok RDK 8, o mocy 912 MW, stoi w Karlsruhe i jest nowy, supersprawny, ale… właściciel by się na niego ponownie nie zdecydował.

KANDYDAT DO KSIĘGI GUINNESSA: Blok RDK 8 w niemieckim Karlsruhe ma szanse trafić do księgi rekordów. To najbardziej efektywny blok węglowy na świecie, ze sprawnością na poziomie 47,3 proc. Cóż z tego, skoro kiepsko zarabia.
ARC

— W 2008 r. była to dobra decyzja. Dziś byśmy jej nie podjęli — stwierdza Georg Stamatelopoulos, członek zarządu EnBW, która jest właścicielem elektrowni, a także trzecią firmą energetyczną w Niemczech. Dzięki zaproszeniu GE, ze Stamatelopoulosem podyskutować mogli w zeszłym tygodniu dziennikarze z Polski, Chorwacji, Słowenii i Serbii. Dla Opola płyną z niemieckiej inwestycji trzy lekcje.

Sprawność to jedno, rynek — drugie

RDK 8 to dziś najbardziej efektywny blok na świecie, a GE — właściciel technologii (przejętej w zeszłym roku wraz z częścią francuskiego Alstomu) — planuje nawet zgłosić jego rekord do księgi Guinnessa. Rekord to 47,3 proc. — taką część ciepła uzyskanego ze spalania węgla RDK 8 jest w stanie przeistoczyć w energię elektryczną. Bloki w Opolu będą pracować, bazując na tej samej technologii, też dostarczonej przez GE. Będą miały czym się szczycić, bo średnia sprawność dla polskiego sektora energetycznego to ok. 33 proc. Im wyższa sprawność, tym mniej węgla blok zużywa do produkcji prądu. Korzyść ma też wymiar klimatyczny, bo dodatkowy 1 proc. sprawności przelicza się na spadek emisji dwutlenku węgla o 2 proc. — Początkowo sprawność miała wynosić 46 proc., ale w testach wyszło ponad 47 proc. Byliśmy zaskoczeni — mówi Georg Stamatelopoulos. Rekord to powód do dumy, ale… w niemieckiej rzeczywistości RDK 8 pracuje na pół gwizdka. I to dosłownie.

— RDK 8 pracuje przez ok. 5 tys. godzin rocznie — podaje Georg Stamatelopoulos. — Jeszcze kilka lat temu, w dobrych czasach, elektrownie konwencjonalne pracowały 8 tys. godz. rocznie. Jeśli EnBW mówi o 5 tys. godzin, to w rzeczywistości może to być nawet nieco mniej. Czyli połowa tego co kiedyś — zauważa Paweł Smoleń, były wiceprezes PGE, wcześniej zarządzający majątkiem produkcyjnym Vattenfalla, również w Niemczech. Liczba godzin pracy spada ze względu na rozwój niemieckich odnawialnych źródeł energii, które mają pierwszeństwo

w dostępie do sieci. Mniej godzin to niższe przychody i niższa rentowność. EnBW niestety nie ujawnia ekonomiki RDK 8. Bloki w Opolu będą miały wprawdzie lepiej, bo zielonych źródeł jest w Polsce mniej niż w Niemczech. Ale są i będą przyrastać. To oznacza, że liczba godzin pracy bloków też pójdzie w dół. Jak Opole sobie z tym ekonomicznie poradzi? Może popatrzeć na RDK 8.

Inwestuj w elastyczność

Georg Stamatelopoulos z EnBW otwarcie mówi o bolesnym zderzeniu RDK z niemieckim rynkiem energetycznym. W 2008 r., kiedy budowa bloku ruszała, Energiewende była w powijakach, a eksperci przewidywali wzrost cen energii spowodowany brakiem mocy wytwórczych. Tak się nie stało.

— Kiedy zaczynaliśmy inwestycję, ceny energii były na poziomie 40 EUR/ MWh, a nasze prognozy mówiły o wzroście do 50-55 EUR/MWh. Dziś sprzedajemy po 27 EUR/MWh — mówi Georg Stamatelopoulos.

Prognozy nie przewidziały szybkiego wzrostu energetyki odnawialnej, głównie wiatrowej i słonecznej, silnie subsydiowanej. Rozwinęła się tak, że dziś, kiedy np. dobrze zawieje, jest w stanie samodzielnie zaspokoić całkowite zapotrzebowanie Niemiec na prąd. Ceny energii lecą więc w dół. Podobnie jest z Opolem — budowa bloków ruszyła w 2014 r., kiedy ceny energii rosły, dziś są zaś w trendzie spadkowym. Różnica jest jednak taka, że w Polsce energetyka konwencjonalna marzy tylko o jednym — o rynku mocy, zakładającym płacenie elektrowniom nie tylko za wytworzony prąd, ale również za gotowość do jego wytworzenia. W Niemczech zarys rynku mocy istnieje, ale Georg Stamatelopoulos w trakcie dyskusji nawet o nim nie wspomina.

— Inwestujemy w elastyczność bloku RDK 8, przede wszystkim w skrócenie czasu uruchamiania oraz w obniżenie minimalnego poziomu obciążenia, poniżej którego kocioł gaśnie (z 23 proc. do poniżej 15 proc.). To pozwoli nam szybciej reagować, a także nie wyłączać bloku np. w weekendy, kiedy popyt na energię jest mniejszy — tłumaczy Georg Stamatelopoulos. W Polsce dyskusja na temat zwiększania elastyczności na razie nie istnieje, mimo że blokom w Opolu (a także blokowi w Kozienicach) zaprojektowano minimalne obciążenie na poziomie aż 40 proc.

— Rozmowy na ten temat się zaczynają. Uelastycznione bloki węglowe mogłyby nawet konkurować, pod względem szybkości reakcji oraz zakresu mocy, z blokami gazowo-parowymi— mówi Wiesław Różacki, szef Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe w Polsce.

Im więcej dostawców węgla, tym lepiej

Dostawy węgla będą tym, co najbardziej odróżni bloki w Opolu od bloku niemieckiego RDK 8. PGE już w 2013 r. zawarła długoterminową umowę, w ramach której zapewniła opolskim blokom dostawy surowca z polskiej Kompanii Węglowej. Dziś Kompania funkcjonuje pod nazwą Polskiej Grupy Górniczej, żyje wyłącznie dzięki wsparciu państwa i produkuje węgiel relatywnie drogo (ok. 240 zł za tonę). Niemcy natomiast zdecydowanie postawili na import. Ledwie 4 proc. zużywanego węgla pochodzi z Niemiec.

— Jest za drogi — stwierdza krótko Georg Stamatelopoulos. Poza wysoką ceną niemiecki węgiel ma krótką przyszłość. W 2018 r. wygasną państwowe subwencje dla kopalni i ostatnie zakłady wydobywcze zamkną podwoje. To dlatego RDK 8 już dziś ponad 40 proc. węgla sprowadza z Republiki Południowej Afryki, a tylko nieco mniej — z Kolumbii. EnBW nie narzeka, a Stamatelopoulos szacuje, że surowiec z tych krajów jest o ponad 20 proc. tańszy do niemieckiego.

— Testujemy i inwestujemy w rozwiązania, które pozwolą nam spalać węgiel z jeszcze większej liczby kierunków — dodaje Georg Stamatelopoulos. Polskich energetyków zainteresować powinna informacja, że węgiel z Polski, kraju sąsiedniego, a zatem wielokrotnie bliższego niż np. RPA stanowi ledwie 6 proc. surowca spalanego w RDK 8. Skoro polski surowiec przegrywa cenowo ze światową konkurencją, można się zastanawiać, czy spalające go Opole wyprodukuje prąd w konkurencyjnych cenach. PGE nie ma tu jednak pola manewru. Jest spółką państwową, podobnie jak PGG. Jest też akcjonariuszem PGG, zainteresowanym poprawą sytuacji finansowej węglowego kolosa. Import węgla z krajów, który wydobywają go taniej, politycznie nie wchodzi w grę.