Niemieckie niespodzianki

Adam Łukojć TFI Skarbiec
opublikowano: 29-08-2013, 00:00

Analitycy będą wsłuchiwali się w wypowiedzi Merkel i Steinbrücka, oceniając, czy są powody do strachu. Powodów do strachu raczej nie będzie.

Świat żyje wydarzeniami w Syrii: inwestorzy, także w Polsce, próbują zrozumieć, o co chodzi w kolejnym bliskowschodnim konflikcie. Drastyczne przekazy z Damaszku sprawiają, że interesujemy się wojną domową w kraju, który jest dla Polski mniejszym partnerem handlowym niż Sri Lanka.

Warto na chwilę oderwać się od obrazów, które nie tylko wywołują nieprzyjemne emocje, ale też nie wnoszą niczego do fundamentalnego obrazu rynków, i spojrzeć za miedzę.

A za miedzą, w Niemczech 22 września odbędą się wybory do parlamentu krajowego, tydzień wcześniej natomiast — do lokalnych władz w Bawarii. Już w niedzielę i w poniedziałek odbędzie się seria debat telewizyjnych; będą to jedyne debaty przed wyborami, więc mogą mieć znaczenie dla rynków.

Inwestorów mogłyby wystraszyć np. groźby wstrzymania pomocy dla krajów Europy Południowej, ograniczenia napływu pieniędzy unijnych do biedniejszych krajów (m.in. do Polski) albo propozycje opuszczenia unii monetarnej przez Niemcy. Analitycy będą wsłuchiwali się w wypowiedzi

Merkel i Steinbrücka, oceniając, czy są powody do strachu.

Powodów do strachu raczej nie będzie. Obie liczące się partie, CDU/CSU i SDP, mają podobne programy. Obie chcą zmniejszać dług publiczny, który od 2007 do 2012 r. wzrósł z 65 do 82 proc. PKB. Opinia publiczna jest bardzo niechętna podwyżkom podatków, więc w kwestii polityki fiskalnej różnice będą niewielkie. 66 proc. Niemców chce pozostania w strefie euro. Przy takim poparciu dla wspólnej waluty żadna z największych partii nie będzie przybierała antyunijnego tonu przed wyborami. W ubiegłym tygodniu Wolfgang Schäuble, minister finansów, zaproponował kontynuowanie wspierania Grecji — i tym razem nie został za to skrytykowany przez opozycję. Minister finansów bije rekordy popularności, nawet mimo jego hojności wobec krajów południowej Europy.

Niemcy mają dobre humory, bo gospodarka ma się dobrze, a ceny nieruchomości rosną. Ceny mieszkań przez lata stały w miejscu. Gdy na świecie już spadały (bo wybuchł kryzys), to w Niemczech dopiero zaczęły rosnąć. Teraz są droższe o 20-40 proc. niż w 2008 r. Dla polskich eksporterów to dobrze; to również dobrze dla obecnego rządu. Chadecy są u władzy już osiem lat i według sondaży będą rządzić dalej. Rynek nieruchomości i odbicie gospodarcze są ich dużymi sprzymierzeńcami.

Jeśli wygrają chrześcijańscy demokraci, to status quo zostanie zachowane, zniknie ryzyko polityczne — rynki będą zadowolone. Jeśli wygrają socjaldemokraci, to łatwiej będzie o zgodę na wspólne europejskie obligacje — południowa Europa będzie zachwycona, rynki również będą zadowolone. Kampania będzie spokojna, może nawet nudna, a nuda sprzyja rynkom.

Europejskie rynki radziły sobie w ostatnich miesiącach gorzej niż amerykańskie. Wybory w Niemczech są możliwym punktem zwrotnym w tym trendzie — pod względem wycen oraz dynamik gospodarczych Europa wygląda teraz lepiej niż Stany Zjednoczone. Warto zastanowić się nad wykorzystaniem tego punktu zwrotnego.

Wrzesień pamiętamy jako miesiąc nieprzyjemnych niemieckich niespodzianek, ale tym razem inwestorzy, także w Polsce, mogą spać spokojnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Łukojć TFI Skarbiec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu