Nieoczekiwane skutki rybnego embarga

Po wprowadzeniu rosyjskiej blokady ceny surowca spadły. Problem Norwegów może być szansą dla polskich firm

Drogi surowiec, a później produkt, który odstrasza ceną, i nadmiar mocy produkcyjnych — to główne bolączki naszych przetwórców ryb. Norweskim producentom m.in. łososia i pstrąga spędza natomiast sen z powiek roczna blokada Rosji, czyli ich największego zagranicznego odbiorcy. Muszą mierzyć się ze spadkiem cen, który jest szansą dla naszych firm.

FOT. iStock)
Zobacz więcej

FOT. iStock)

— Tańszy surowiec oznacza lepszą cenę na sklepowej półce przetworzonego produktu, a więc większą dostępność dla konsumenta. Wzrost sprzedaży nie będzie jednak tak duży jak spadek cen. Gdy te zmniejszą się o 10-15 proc., może się to przełożyć na wzrost rynku o maksymalnie 5-7 proc. — szacuje Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb (PSPR).

134 ciężarówki na tydzień

Kontrakty terminowe na łososia potaniały od czasu ogłoszenia embarga o około 10 proc. Z prognoz analityków, przedstawionych przy okazji ogłoszenia rosyjskiej blokady, wynikało, że najgorszy scenariusz zakłada 7-procentowy spadek światowego popytu na łososia i 14-procentowy spadek cen. Tak podaje Bloomberg.

— To i szansa, i zagrożenie. Obniżenie cen wydaje się być chwilowe, bo prognozy na kolejne miesiące mówią o ich powrocie do poprzedniego, wysokiego poziomu. Na spadki już zareagowały sieci handlowe, które oczekują obniżki cen — mówi Mirosław Orzoł, prezes przetwarzającego łososia Limito. Ostrożny jest też Bogusław Kowalski, prezes Graala.

— Musimy jeszcze poczekać — ucina. Rosja była największym odbiorcą norweskich ryb i owoców morza. W ubiegłym roku co tydzień wyjeżdżały na wschód średnio 134 norweskie ciężarówki, wypakowane po brzegi łososiem i pstrągiem. Jak podaje branżowy portal Undercurrent News, w sumie Rosjanie sprowadzili towar za 6,5 mld NOK (3,31 mld zł). Innymi głównymi odbiorcami norweskiego łososia są Polska i Francja.

Opcja chińska…

W przetwórczej części branży rybnej głównym kosztem jest koszt surowca — to on odpowiada za 80 proc. ceny. Polskie firmy od długiego czasu narzekają, że drogie ryby hamują popyt w kraju i za granicą.

— Obecne obroty branży to około 8 mld zł, bylibyśmy w stanie produkować towar nawet za 12 mld zł. Poza surowcem potrzebujemy jeszcze nowych rynków zbytu. Od lat walczymy o otwarcie rynku chińskiego, ale bezskutecznie — twierdzi Jerzy Safader. Bo sprawa z Państwem Środka nie jest taka prosta.

— Negocjacje trwają. W ich trakcie okazało się, że każdy z regionów Chin może posiadać odrębne przepisy weterynaryjne, więc poprosiliśmy o ujednolicenie tych norm. To trudne i czasochłonne rozmowy — mówi Jarosław Naze, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii.

…oraz chilijska

Tymczasem Norwegowie próbują sobie otworzyć rosyjski rynek w inny sposób. Część producentów ma zakłady w Chile, skąd ryby mogą swobodnie wpływać na rynek rosyjski. Agencja informacyjna ITAR-TASS poinformowała pod koniec ubiegłego tygodnia, że rosyjski nadzór weterynaryjny dodał 14 chilijskich firm z branży rybnej do listy zakładów dopuszczonych na rynek. Wcześniej rosyjskie służby mówiły też o zwiększeniu importu owoców, warzyw, mięsa i produktów mlecznych z Chile.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Nieoczekiwane skutki rybnego embarga