Bogdan Góralczyk: Niepokojąco maleje poparcie dla integracji z Unią
TYPOWE ZJAWISKO: W miarę zbliżania się członkostwa Polski w UE, polaryzacja poglądów się pogłębia — zauważa Bogdan Góralczyk. fot. Borys Skrzyński
Sejmowa debata wykazała zbieżność opinii wszystkich liczących się sił politycznych na temat naszej integracji z Unią Europejską. Natomiast wyniki sondaży niepokoją. Poparcie społeczne dla członkostwa Polski w UE systematycznie spada. Jeszcze w maju 1998 r. wynosiło 80 proc., a obecnie niewiele przekracza 50 proc. Raz nawet spadło poniżej tej psychologicznej granicy, powodując zrozumiały szum w mediach. Czyżby Polacy odwracali się od idei integracji?
NIE TYLE odwracają, co zbyt mało o niej wiedzą. Aż 68-73 proc. ankietowanych przez OBOP twierdzi, że ich wiedza na temat UE jest niewystarczająca. Kryzys pogłębił się, gdy rozpoczęliśmy — w listopadzie 1998 r. — negocjacje. Społeczeństwo niezbyt wiele o nich wie, czując jednak, że chodzi o bardzo ważne sprawy, w tym osobisty los każdego obywatela. Nic o nas bez nas — zdają się sugerować Polacy. To ważny sygnał dla rządzących, nie można bowiem mówić o tak ważnych sprawach głównie w zaciszach gabinetów.
W PRZYPADKU oceny samych negocjatorów, opinie są rozbieżne: 38 proc. „raczej im ufa” (tylko 4 proc. całkowicie), podczas gdy 31 proc. „raczej nie ufa” (11 proc. zdecydowanie nie). Główny negocjator Jan Kułakowski zdał sobie z tego sprawę i zaczyna jeździć po kraju, ale czasu ma mało. Negocjacje pochłaniają większość jego energii — co oczywiste. Trzeba zatem szukać rozwiązań systemowych, a nie zdawać się na jednego emisariusza, który ma kwalifikacje przydatne zupełnie gdzie indziej.
PROBLEM związany z naszym wchodzeniem do Unii polega na tym, że najintensywniej przekonujemy do akcesji tych, którzy już dawno są do niej przekonani. Integrację niezmiennie popierają ludzie młodzi, bardziej wykształceni, biznesmeni, kadra kierownicza i pracownicy sfery budżetowej, a ostatnio także — co znaczące — bezrobotni! Przeciw są tradycyjnie rolnicy, u których ta tendencja się pogłębia, następnie pracownicy handlu oraz osoby nie znające języków. Pierwsi boją się o swój byt, drudzy o miejsca pracy, a trzeci — wszystkiego, co „obce”. Charakterystyczne, że w miarę zbliżania się członkostwa polaryzacja poglądów się pogłębia. Zjawisko to nie dotyczy wyłącznie Polski — tendencje takie obecnie występują w innych państwach kandydujących, zaś występowały podczas wszystkich poprzednich rozszerzeń UE.
PROGRAMU informowania społeczeństwa, które wyraźnie sygnalizuje niedosyt w tej dziedzinie, nie da się przeprowadzić według jednej matrycy. Oczywiście wysiłki należałoby skoncentrować na tych grupach i warstwach, które w związku z przystępowaniem do UE są potencjalnie najbardziej zagrożone i autentycznie najsłabiej poinformowane, a przez to zaniepokojone i niepewne przyszłości. Problem w tym, że programu informacyjnego z prawdziwego zdarzenia po prostu nie ma (nad tym, który wysmażono w roku 1999, nawet szkoda się znęcać). Co tu mówić o pogłębieniu i dywersyfikacji, gdy brakuje nawet poważnego materiału wyjściowego.
SPOŁECZEŃSTWO daje do zrozumienia, co na ten temat myśli. W sporej części nie akceptuje integracji Polski z UE, protestując w ten sposób przeciw bujaniu w obłokach i prowadzeniu abstrakcyjnych rozważań, które go nie interesują. Tym bardziej iż niektóre grupy (na przykład górnicy i hutnicy) już odczuwają na własnej skórze, że wchodzenie do Unii to nie abstrakcja, lecz wymierna gra interesów. Jedni są zagubieni, drudzy sfrustrowani, trzeci przestraszeni. Wszystkim trzeba zaproponować inny program i inne argumenty — inaczej się nie da. Jeśli tego nie zrobimy — to na własne życzenie możemy przegrać unijne referendum! Czy elitom na pewno o to chodzi?
Bogdan Góralczyk jest pracownikiem naukowym Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego