Niepokojący optymizm inwestorów po decyzji Fed

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-09-22 00:00

Obóz byków w USA nie poddaje się. Można się było obawiać, że po decyzji FOMC (komitetu sterującego polityka monetarną) nastąpi realizacja zysków, ale nic takiego się nie stało. To dobrze? Raczej nie. Po takich oczekiwanych wydarzeniach powinna wystąpić realizacja zysków. Szczególnie, że komunikat Fed nie zawierał nic nowego: gospodarka znowu rusza z miejsca, inflacja jest pod kontrolą, rynek pracy powoli się poprawia, a stopy będą podnoszone z wyczuciem (czytaj: powoli). To są stare tezy Alana Greenspana. Reakcja dolara (znaczne osłabienie) sygnalizuje jednak, że rynki oczekują znacznego spowolnienia tempa podwyżek stóp. W każdym razie do 10 listopada będzie spokój, a wątpliwe, by tuż po wyborach bank podniósł stopy. Prawdopodobnie to właśnie bardzo pomogło bykom.

Informacje ze spółek były bardzo mieszane. Lehman Brothers i Goldman Sachs podały wyniki lepsze od prognoz. Adobe podniósł prognozy, ale zawiodły PalmOne i Red Hat. Poza tym Thomas McManus, bardzo znany analityk Banc of America Securities, zarekomendował swoim klientom zredukowanie pozycji w akcjach i zwiększenie w gotówce. Stwierdził, że ceny akcji w ciągu kilku tygodni spadną poniżej sierpniowych minimów. Nie miała wpływu na rynek również kolejna duża zwyżka ceny ropy. Rynek najwyraźniej jest zaślepiony i prze do góry. Ale — jak wiadomo — z nim się nie dyskutuje. Byki trzymają kierownicę mocno i trudno będzie przed końcem kwartału im ją odebrać.

Dzisiaj na rynek wpływ będą miały tylko wyniki amerykańskich spółek sektora finansowego (będzie ich sporo) i wczorajsze nastroje po posiedzeniu FOMC. W końcówce tygodnia nie ma na co polować. Takie pozbawione impulsów rynki mogą się zachowywać nieobliczalnie. Teoretycznie wystąpienie Jean-Paul Trichet, szefa ECB, na forum Parlamentu Europejskiego może mieć jakiś wpływ na rynki Eurolandu, ale ja w to wątpię. Szef ECB wypowiada się jeszcze bardziej enigmatycznie niż Alan Greenspan i nikomu jeszcze nie udało się od niego wyciągnąć wypowiedzi, które mogłyby gwałtownie zmienić nastroje na rynkach finansowych.

Po naszej sesji na cenę ropy wpłynie raport o tygodniowej zmianie zapasów ropy i paliw w USA. I naprawdę bardzo trudno powiedzieć, jaka będzie reakcja. Jeśli jednak cena ropy znowu wzrośnie, zbliżając się do historycznych maksimów, trudno będzie o optymizm inwestorów na amerykańskim rynku akcji. Na nasz rynek trafią dane o bezrobociu, inflacji bazowej i sprzedaży detalicznej. Szczególnie ciekawy będzie ten ostatni raport. Zobaczymy, czy rzeczywiście nastroje w Polsce tak się poprawiły, by zmusić konsumentów do sięgnięcia po portfele. Gdyby dane były dobre, sygnalizowałoby to, że rośnie popyt wewnętrzny. W sytuacji, kiedy wzmacniający się złoty hamuje eksport, wzrost popytu wewnętrznego jest niezbędny dla podtrzymania ożywienia gospodarczego.

Nasz rynek na początku sesji wziął przykład z Eurolandu i rósł. Niepokoiło tylko szybkie tempo wzrostu — wydawało się prowadzić wprost do euforii, a to zawsze się źle kończy. I rzeczywiście już po 20 minutach indeksy zaczęły się spadać i obniżały się aż do 14.30. Potem było tylko nieco lepiej Obroty podczas zastawiania pułapki na byki znacznie wzrosły. Pułapki, bo tak zazwyczaj wygląda początek korekty: sztuczny, krótkotrwały optymizm, a potem długie karmienie akcjami. Problem w tym, że obroty w dystrybucyjnej fazie sesji znacznie spadły, więc nie można wykluczyć, że miała ona jedynie wywołać do tablicy podaż, a to nie byłoby w dłuższym okresie groźne. Uważam jednak, że nie byłoby źle, gdyby korekta jeszcze potrwała, bo to, co widzieliśmy w poniedziałek i wczoraj, trwało stanowczo za krótko. Oczywiście przy założeniu, że taka korekta będzie niezbyt mocna. Dzisiaj po zwyżce na rynkach amerykańskich możemy oczekiwać jakiegoś wzrostu, ale uważam. że korekta powinna się przedłużyć. Trudno będzie jednym ruchem przełamać opór na 1840 pkt.