Niestabilne podatki hamują gospodarkę

Łukasz Ruciński
opublikowano: 2002-01-11 00:00

Rząd nie ma jasnej wizji systemu podatkowego. Patologie zwykle zwalcza się chaotycznie. Najlepszym potwier- dzeniem takiego stylu działania jest ostatnia propozycja noweliza- cji VAT.

„PB”: Co według Pani jest największą bolączką polskiego systemu podatkowego?

Renata Hayder: Powszechnie uważa się, że jest nią wysokość podatków, jednak moim zdaniem największym problemem jest brak pewności co do kształtu prawa i jego interpretacji. Aby móc skutecznie działać, przedsiębiorcy muszą wiedzieć z odpowiednim wyprzedzeniem, jakie będą ich zobowiązania finansowe. W Polsce co chwilę pojawiają się nowe przepisy, a kolejne ministerialne interpretacje spadają jak grom z jasnego nieba. Kilka lat temu wśród zagranicznych inwestorów przeprowadzono ankietę, w której pytano, co im najbardziej przeszkadza w Polsce. Ponad 90 proc. odpowiedziało, że zmieniające się i niepewne przepisy podatkowe i celne. Na szczęście nie popełnia się już najcięższego grzechu i nie uchwala aktów z mocą wsteczną.

„PB”: Pozostają jednak interpretacje.

RH: Tak, i niestety często mają one podobny skutek jak zmiana prawa z działaniem wstecznym. Dla przedsiębiorcy oznacza to często siedzenie na bombie. Dobrym przykładem jest tu VAT na programy komputerowe. Po wprowadzeniu tego podatku Ministerstwo Finansów wydało interpretację, która pozwalała dzielić koszt zakupu oprogramowania na trzy części: koszt licencji, koszt samego nośnika i koszt instrukcji czy opisu działania. Dla każdego z tych elementów obowiązywała inna stawka. W ubiegłym roku ministerstwo zmieniło zdanie i uznało, że programy sprzedawane w sklepach nie są licencjami, ale towarami i w całości podlegają stawce 22 proc., Nie byłoby w tym nic bulwersującego, gdyby nowa wykładnia nie działała wstecz. Ci, którzy stosowali się do poprzedniej interpretacji zastanawiają się teraz, co będzie, gdy pojawi się u nich kontrola skarbowa i wykaże ogromne zaległości podatkowe.

„PB”: Czy jest jakiś sposób na niepewność prawa?

RH: Teoretycznie tak. Przepisy pozwalają zwracać się do urzędów skarbowych o ustosunkowanie się do interpretacji prawa zaproponowanej przez podatnika. W praktyce jednak ta metoda często zawodzi. Po pierwsze, rozstrzygnięcia urzędów nie są wiążące, zatem stosując się do nich przedsiębiorca nadal ponosi ryzyko. Dobrze przynajmniej, że sądy coraz częściej uznają, że zastosowanie się do wykładni urzędu nie może przynosić szkody i orzekają na korzyść podatników. Inna sprawa, że uzyskanie takiej interpretacji jest trudne. Pytania podatników dotyczą sytuacji niestandardowych i urzędnicy niejednokrotnie mają kłopot z udzieleniem odpowiedzi. Dlatego często uciekają się do uników – albo dają odpowiedź bardzo ogólną, albo na wszelki wypadek rozstrzygają wątpliwości na korzyść fiskusa, stwierdzając np., że danych wydatków nie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Inaczej sytuacja wygląda w krajach UE. Pod tym względem najlepiej jest w Holandii, gdzie podatnik jest partnerem inspektora skarbowego i może od niego oczekiwać pełnej i wiążącej odpowiedzi na pytania. Zapewnia to duże bezpieczeństwo obrotu gospodarczego w zakresie podatków.

„PB”: Nasze przystąpienie do Unii powinno zatem poprawić sytuację.

RH: Nie należy traktować wejścia do Unii jako panaceum na niedoskonałości polskiego systemu podatkowego. Co do zasady, Unia nie wydaje dyrektyw dotyczących podatków dochodowych, więc w tej dziedzinie zmiany będą następować powoli. Inaczej ma się sprawa z VAT-em, który w krajach Wspólnoty został ujednolicony, a jego zasady są pod wieloma względami odmienne od naszych.

„PB”: Na czym polega różnica?

RH: Tam każdy rodzaj aktywności gospodarczej, za który wypłacane jest wynagrodzenie, i który nie jest sprzedażą towarów, kwalifikowany jest jako sprzedaż usług i podlega podatkowi. U nas nie ma takiej zasady generalnej, opodatkowane są tylko określone formy działalności wymienione w ustawie.

„PB”: Rządowy projekt nowelizacji ustawy VAT-owskiej, który trafił do Sejmu, nie dostosowuje jednak naszego podatku do wymogów unijnych.

RH: Nie, i nie rozumiem dlaczego. VAT i akcyza są największym źródłem dochodu budżetu państwa – razem dają ponad 50 proc. wpływów. Wprowadzenie zasady obowiązującej w Unii, w sposób oczywisty rozszerzyłoby bazę podatkową. Przy obecnych kłopotach budżetu, takie rozwiązanie wydaje się wręcz narzucać. Zyskaliby też podatnicy, dzięki wprowadzeniu jednej, przejrzystej reguły.

Największy problem związany z projektem nowelizacji VAT-u tkwi jednak gdzie indziej. Rząd proponuje bowiem wprowadzenie bardzo groźnego przepisu, zakazującego odliczania VAT-u od importu usług z państw, które zaliczono do krajów stosujących szkodliwą konkurencję podatkową. Na liście tych państw, oprócz oczywistych rajów podatkowych, znajdują się również kraje Unii Europejskiej, między innymi Belgia, Francja, Holandia i Niemcy, choć tylko w zakresie niektórych usług — administracyjnych i finansowych. Tymczasem Rada Ministrów postuluje objęcie zakazem odliczania wszystkich rodzajów usług importowanych z tych państw. Firma, która działa w ramach grupy i musi korzystać z usług zagranicznej spółki matki lub innych zagranicznych spółek należących do grupy, będzie płacić za nie 22 proc. więcej. To jest niezgodne z naszym układem stowarzyszeniowym i jedną z podstawowych zasad obowiązujących w Unii, zabraniających dyskryminowania dostawców ze względu na kraj ich siedziby. Jeżeli propozycja zostanie przyjęta, czeka nas awantura, i rząd, pod wpływem nacisków, będzie musiał wycofać się z tego pomysłu. Wizerunek Polski zostanie jednak znowu popsuty.

„PB”: Czym kierował się rząd sugerując takie rozwiązanie?

RH: Ma to związek ze stawianymi firmom zagranicznym zarzutami wyprowadzania zysków z Polski bez uiszczania należnego podatku. Najczęściej importuje się usługi o charakterze niematerialnym: menedżerskie, finansowe, eksperckie, które mają to do siebie, że trudno stwierdzić, czy były rzeczywiście świadczone, a jeśli tak, to w jakim zakresie i jaka była ich rzeczywista wartość. To może być okazja, by zastosować ceny transferowe i wyprowadzić pieniądze z kraju, ale metoda, jaką rząd chce posłużyć się do walki z tą patologią, jest metodą siekiery. Zakaz odliczania VAT-u dotknie wszystkich przedsiębiorców, także tych najuczciwszych. A przecież obowiązują już przepisy umożliwiające zwalczanie zjawiska transferu zysku, zawarte w ustawach o podatku dochodowym. Nie ma zatem potrzeby, by forsować kolejne regulacje. Zamiast tego, należy zainwestować w budowanie infrastruktury, która pozwoli skutecznie posłużyć się istniejącymi instrumentami. Niestety, wśród urzędników ciągle pokutuje wiara w magiczną moc przepisów: „skoro sobie nie radzimy, to wprowadzimy nowe prawo i sprawa załatwiona”. Między innymi dlatego polskie przepisy podatkowe są często trudne do zastosowania.