Niestety. To nie interwencja

Marta Filipiak
opublikowano: 2004-08-18 00:00

Na wrześniowym przetargu na rynek trafią pokaźne ilości paliw z rezerw państwowych. Ale nie ma to nic wspólnego z ewentualną interwencją.

Ceny ropy osiągają kolejne szczyty, ceny na dystrybutorach dotrzymują im kroku. Zwiększenie ilości towaru na rynku powoduje zwykle spadek jego ceny. Na krajowy rynek trafi w najbliższych dniach spora ilość paliw z Agencji Rezerw Materiałowych (ARM). Nie jest to jednak interwencja państwa na rynku, a jedynie odświeżanie rezerw paliwowych.

Rotacja zapasów

Agencja Rezerw Materiałowych musi co pewien czas odnawiać zapasy. O tym, jak często musi nastąpić wymiana, decyduje gwarancja udzielona przez producenta. Agencja często negocjuje jej długość, średnio jednak wymiana musi nastąpić co cztery lata. Najbliższa sprzedaż dotyczy 11 tys. m sześc. (9,76 tys. ton) oleju napędowego oraz 19 tys. m sześc. (13,9 tys. ton) benzyny bezołowiowej 95.

— W tym roku to czwarty przetarg na benzynę silnikową i olej napędowy. W sumie na rynek trafiło w tym roku 80 tys. m sześc. paliw — mówi Jerzy Świątek, dyrektor Biura Rezerw Paliw i Metali ARM.

Do przetargu stają tacy giganci jak PKN Orlen, jego spółki zależne czy hurtownicy, ale też całkiem małe firmy. W praktyce jednak całość oferowanych paliw trafia do największych. Wynika to z konstrukcji przetargu.

— O wyborze nabywcy w 80 proc. decyduje oferowana cena, a w 20 proc. deklarowana wielkość zakupu. W efekcie przetarg wygrywa ten, kto chce kupić całość oferowanych zapasów — wyjaśnia Władysław Wilkowski, dyrektor Wydziału Paliw ARM.

Oferty można składać do końca miesiąca, a przetarg odbędzie się 1 września.

Znów będzie drożej

Wszystko wskazuje więc na to, że kierowcy mogą spodziewać się kolejnej fali podwyżek. Wczoraj np. o 50 zł za 1 tys. litrów ceny podniosła Rafineria Czechowice. Na rynkach światowych ropa utrzymuje się wciąż na rekordowych poziomach. Na obniżki lub stabilizację trudno liczyć, jeśli codziennie nadchodzą kolejne wiadomości o problemach Jukosu czy zakłóceniach wydobycia lub transportu w Iraku. Eksport z irackich źródeł został ograniczony o połowę. Naprawiono wprawdzie uszkodzenia po ataku terrorystycznym z 8 sierpnia, lecz władze nie wydały zgody na przywrócenie pełnego przesyłu ze względów bezpieczeństwa. W efekcie za baryłkę ropy na londyńskiej giełdzie trzeba było wczoraj zapłacić 43,92 USD.