Na razie, po około kwadransie od otwarcia handlu na rynku kasowym Wall Street przewaga leży po stronie… no właśnie, trudno powiedzieć. Indeks Dow Jones nieznacznie spadał o 0,11 proc., zaś S&P500 rósł o 0,14 proc., a Nasdaq o 0,2 proc. Biorąc pod uwagę, że start wszystkich trzech wskaźników miała miejsce w czerwonych barwach i powoli odrabiały straty, można założyć, że do głosu próbują dochodzić optymiści.

Piątkowe dane pokazały zdecydowanie większy niż zakładano spadek zatrudnienia w marcu w sektorze pozarolniczym i w sektorze prywatnym. W obu przypadkach zredukowano ponad 700 tys. etatów, podczas gdy prognozy zakładały wartości odpowiednio -100 tys. i -165 tys. Do tego do 4,4 proc. wzrosła stopa bezrobocia z 3,5 proc. miesiąc wcześniej. Projekcja mówiła o wartości na poziomie 3,8 proc.
Za popytem na akcje przemawia dalsza zwyżka notowań ropy, która zyskuje na fali spekulacji, że dojdzie do uzgodnienia cięć w produkcji surowca pomiędzy Arabią Saudyjską a Rosją. Plotki mówią o 10 mln baryłek dziennie.
Z kolei spada rentowność amerykańskich obligacji skarbowych, co negatywnie przekłada się na wyceny akcji instytucji finansowych, przede wszystkim banków zaangażowanych w handel papierami skarbowymi.