Przebieg wczorajszej sesji jasno pokazał, że z trudem przychodzi warszawskim inwestorom podejmowanie decyzji bez wskazówek z rynków zagranicznych.
W poniedziałek największe światowe giełdy pauzowały, więc na wtorkowym otwarciu handlu w Warszawie dominowały ostrożność i wyczekiwanie. Chociaż kontrakty terminowe na indeks S&P500 sugerowały umiarkowanie pozytywne otwarcie w USA, to po poniedziałkowym wzroście nikt w Warszawie nie palił się do kupna akcji.
WIG20 zbliżył się do psychologicznego oporu 3600 pkt, ale nie miał siły go pokonać. Także silne ostatnio indeksy małych i średnich spółek nie dały rady oporowi na linii niedawnych szczytów. Rynek na długie godziny zapadł w letarg, utrzymując się w pobliżu zamknięcia z poprzedniej sesji.
Nastrojom nie pomagał słabnący złoty. Od rana znajdował się pod presją podaży. Z dużych spółek najwięcej zyskiwał KGHM. Rynek ciepło przyjął informacje o planach inwestycyjnych na najbliższe lata oraz deklarację zwiększenia zaangażowania w Polkomtel. Inwestorzy najwyraźniej powiększali pozycje w akcjach spółki przed ogłoszeniem wkrótce wielkości dywidendy.
Na drugim biegunie znalazły się akcje PKN, zniżkujące z powodu korekty ceny ropy naftowej. Królem wzrostów szerokiego rynku okazał się Euromark, zyskujący po informacji o znacznym zwiększeniu zaangażowania w walorach firmy przez OFE CU.
Pod wpływem dobrych nastrojów na Zachodzie po południu kupujący spróbowali przejąć kontrolę. Nie poparli swojej determinacji odpowiednim obrotem, więc rynek szybko wrócił do punktu wyjścia. Nawet pozytywne otwarcie notowań na Wall Street i niezłe dane o nastrojach amerykańskich konsumentów nie zainspirowały popytu na parkiecie w Warszawie. Wszystkie główne indeksy zakończyły dzień nadzwyczaj zgodnie. Wskaźniki zmieniły wartości o ułamki procent. Obroty ponownie nie zaimponowały i wyniosły ledwie 1,6 mld zł.
Włodzimierz Uniszewski
Co dalej
NiepewnoŚĆ paraliŻuje
Przed inwestorami kilka dni bogatych w informacje o stanie gospodarki amerykańskiej oraz polskiej — choćby czwartkowa publikacja wartości PKB w Polsce w I kwartale. Dlatego nikt nie ma odwagi wyjść przed szereg. Asekuracyjność widać nawet w segmencie małych i średnich spółek, gdzie dotąd popyt parł do przodu, nie zważając na coraz bardziej astronomiczne wyceny. Tym bardziej ostrożność widać w segmencie giełdowej ekstraklasy, gdzie karty rozdają inwestorzy najbardziej racjonalnie oceniający stosunek zysku do ryzyka. Jeśli zbliżające się publikacje czymś zaskoczą, reakcja może być gwałtowna. Zwłaszcza jeśli będą miały wydźwięk negatywny.