Co może zrobić spółka, jeśli czuje się pokrzywdzona, jeśli jej przedstawiciele uważają, że niesłusznie przegrali jakiś przetarg? Firma może złożyć protest, zaskarżyć przetarg do sądu, Najwyższej Izby Kontroli i innych instytucji krajowych czy międzynarodowych. I co — i nic.
Najlepiej tę tezę potwierdzają rozgrywki w przetargu na kołowy transporter opancerzony (KTO). Po jego rozstrzygnięciu, w grudniu 2002 roku, Huta Stalowa Wola, jeden z przegranych, złożyła kilka protestów. Austriacki Steyr skierował sprawę do sądu. Przegrani podkreślali, że wybrany fiński wóz AMV nie spełnia wymogów technicznych — jest zbyt ciężki, nie ma centralnego systemu pompowania kół, ma konstrukcję ramową, a powinien mieć samonośną... O sprawie informowały media. Jednak MON nie rozpatrzył w zasadzie żadnego protestu HSW, a sąd odrzucił skargę Steyra, bo w przetargu formalnie występował OBRUM. Austriacy mieli być jedynie dostawcą wozu.
Do akcji przystąpili też związkowcy HSW. Mniej więcej pół roku temu o zbadanie przetargu poprosili Najwyższą Izbę Kontroli. Wczoraj Krzysztof Szwedowski, wiceprezes NIK, poinformował, że w ciągu kilku dni przeprowadzi wstępną kontrolę w sprawie ewentualnych nieprawidłowości w przetargu na KTO. Rychło w czas.
Ale wyjaśniło się, co trzeba zrobić, by NIK, prokuraturę, służby specjalne zmotywować do działania. Gazety muszą wskazać błędy palcem, koniecznie w artykułach napisanych w formule tekstów śledczych. I zmierzyć się z zarzutami o dyletanctwo i pisanie na zamówienie. A może należałoby raczej porozmawiać o zaniechaniach — i to bynajmniej nie dziennikarzy.