Administracja nie była przygotowana do korzystania z unijnych funduszy na transport i środowisko — uważa Najwyższa Izba Kontroli.
Z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli (NIK) wynika, że urzędnicy nie byli przygotowani do korzystania z funduszu spójności, a system zarządzania i kontroli, który miał być wdrożony w latach 2002-04, nie zadziałał na czas.
Pół roku opóźnienia
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Opóźnienia we wdrażaniu przedsięwzięć na transport i środowisko wyniosły ponad pół roku. Pierwsze duże projekty zatwierdzone zostały przez Komisję Europejską dopiero w grudniu 2004 r., podczas gdy Polska mogła korzystać ze wsparcia już od maja 2004 r. W dodatku z 31 projektów przekazanych przez Polskę aż 26 zostało zatwierdzonych warunkowo, co oznacza ryzyko utraty przyznanych środków w przypadku niespełnienia wspólnotowych wymogów. Zdaniem NIK, główną przyczyną opóźnień była kiepska współpraca między instytucjami. Zarówno resort środowiska, jak i infrastruktury z dużym opóźnieniem przekazywały do resortu gospodarki tzw. wnioski projektowe. Proces zawierania porozumień dotyczących podziału zadań we wdrażaniu funduszu także się przeciągał, a resort finansów nie wprowadził systemu informatycznego monitoringu i kontroli finansowej funduszy strukturalnych i spójności — SIMIK.
— Niepokojące jest też zjawisko niedoboru i fluktuacji kadr (zwłaszcza w resortach gospodarki i środowiska), co znacznie utrudnia zarządzanie środkami. Od pracy w urzędach odstraszają zarówno niskie płace, jak i kiepskie warunki lokalowe — mówi Czesława Rudzka-Lorentz, dyrektor departamentu administracji publicznej NIK.
Może się nauczą
NIK zwróciła także uwagę na niskie wykorzystanie środków z przedakcesyjnego funduszu ISPA (na środowisko). Opóźnienia w jego uruchomieniu spowodowały, że znaczna część projektów będzie realizowana z funduszu spójności. Chodzi o sumę 1,064 mld EUR, co stanowi ponad 28 proc. alokacji funduszu spójności, jaki przyznano Polsce na lata 2004-06.
— Mam jednak nadzieję, że także w przypadku funduszy strukturalnych i spójności dopracujemy się dobrych praktyk, tak jak z funduszem przedakcesyjnym Phare — dodaje Czesława Rudzka-Lorentz.