Cyfrowa nieśmiertelność to pułapka? Tomasz Salski o przyszłości Grupy Klepsydra i polskiego rynku funeralnego

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2026-10-30 13:30

Na własny pogrzeb wybrał hymn ŁKS. Ale nie chciałby, żeby zmarli przemawiali głosem odtworzonym przez AI. Tomasz Salski, główny akcjonariusz Grupy Klepsydra, mówi o cienkiej granicy między pamięcią a iluzją oraz między biznesem a wykorzystywaniem ludzkiego nieszczęścia.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jak Tomasz Salski, założyciel Grupy Klepsydra, zaplanował własne pożegnanie i jaka muzyka ma mu towarzyszyć

- dlaczego Polacy coraz częściej decydują się na spersonalizowane uroczystości pogrzebowe

- przed jakim zagrożeniem związanym z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i cyfrowych awatarów zmarłych ostrzega

- w jaki sposób specjalnie przeszkolone psy mogą pomóc dzieciom w przeżywaniu pożegnania bliskich osób

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

PB: Zawodowo zajmuje się pan śmiercią od niemal 30 lat. Czy zmieniło to pańskie spojrzenie na życie?

Tomasz Salski: Bez wątpienia. Wydaje mi się, że stałem się bardziej otwarty na ludzi. Proszę zwrócić uwagę, o czym mówi się dziś podczas pożegnań. Kiedy rodzina wspomina zmarłego, nie wylicza, czego w życiu się dorobił. Mówi o tym, jakie pozostawił dobro, jaki miał wpływ na innych. Dzieci wspominają czas spędzony z ojcem czy matką, rozmowy, które coś zmieniły. To zostaje w pamięci. Nie pamięta się, czy ktoś miał dwa, czy trzy samochody.

David Brooks, amerykański publicysta, rozróżnia cnoty z CV i cnoty z mowy pogrzebowej. Pierwsze mówią o sukcesach, drugie – jakim byliśmy człowiekiem. A pan zaplanował już własne pożegnanie?

Pewne elementy tak. Rodzina wie, że chcę być skremowany. Wie też, jaka ma być muzyka: hymn mojego ukochanego ŁKS oraz „Ave Maria no Morro” w wykonaniu Andrei Bocellego. Dwukrotnie byłem na jego koncertach. To nie są już wyłącznie wyobrażenia. Powiedziałem bliskim, czego sobie życzę.

Hymn ŁKS na pogrzebie? Trudno o bardziej osobiste pożegnanie. Czy Polacy zaczęli odchodzić z tego świata według własnego scenariusza?

W ostatnich dwóch, trzech latach bardzo wyraźnie widzimy taką potrzebę. Być może to odreagowanie pandemii, kiedy ograniczano liczbę uczestników i sposób organizowania uroczystości. Dzisiaj rodziny chcą, żeby pożegnanie było opowieścią o życiu zmarłego. Liczy się muzyka, którą lubił, przedmioty związane z jego pasjami, osobista mowa pogrzebowa. Można zamówić urnę w kształcie piłki nożnej, motocyklowego kasku, fortepianu czy akordeonu. Nie chodzi jednak przede wszystkim o przedmioty. Chodzi o wspomnienia: spotkania, rozmowy, gesty, pomoc otrzymaną od tej osoby. Kiedyś mowy pogrzebowe kojarzyły się z ludźmi znanymi, zasłużonymi, dziś coraz częściej dotyczą zwyczajnych ludzi.

Powiem brutalnie: zarabiacie na śmierci, na ludzkim nieszczęściu. Jak pogodzić empatię z interesem firmy i oczekiwaniami giełdowych inwestorów?

To pytanie rzeczywiście pada od czasu do czasu. Jeśli prowadzimy firmę, trudno oczekiwać, żeby do działalności dopłacała. Zatrudniamy ludzi na umowę o pracę, mamy infrastrukturę, flotę samochodową, szkolimy pracowników. Rodziny oczekują określonego standardu usługi. Jest jednak granica, której nie wolno przekraczać: nie można wykorzystywać trudnej sytuacji rodziny. Musimy być transparentni, jasno informować o cenach i zakresie usług, a jednocześnie zachować empatię. Bez tego nie da się dobrze prowadzić przedsiębiorstwa pogrzebowego.

Empatii można nauczyć?

Pewne umiejętności można rozwinąć, ale najważniejszy jest dobór ludzi, którzy mają ją w sobie. Potem przychodzą szkolenia. Proszę pamiętać, że nasi konsultanci są narażeni na ogromny stres. Nawet ci, którzy pracują od wielu lat, przeżywają dramaty rodzin. Szczególnie kiedy rodzice chowają dziecko. Wtedy nie ma twardzieli. Dlatego pracujemy również nad tym, żeby konsultanci umieli sobie radzić z własnymi emocjami.

Czyli profesjonalizm nie wyklucza emocji?

Wręcz przeciwnie. Biznes pozbawiony emocji nie ma szans na dobre funkcjonowanie w tej branży.

Sztuczna inteligencja pozwala dziś odtworzyć głos zmarłego, a nawet stworzyć awatara, z którym można rozmawiać. Pomaga zachować pamięć czy utrudnia pogodzenie się ze śmiercią?

Zalecam daleko idącą ostrożność. Oczywiście można przygotować film ze zdjęć, odtworzyć nagranie bliskiej osoby. Jeśli jednak dzięki AI zmarły przemawia na własnym pogrzebie swoim głosem albo później rozmawiamy z jego awatarem, pojawia się niebezpieczeństwo iluzji. Możemy zacząć zachowywać się tak, jakby ta osoba nadal była z nami, doradzała nam, uczestniczyła w naszym życiu. Tymczasem powinniśmy pamiętać, że choć pozostaje w naszej pamięci, fizycznie nie jest już obecna. Dla mnie to może być krok za daleko, nawet jeśli technologia na to pozwala.

A gdzie technologia naprawdę pomaga?

Choćby w przekazywaniu informacji o pogrzebie. Mamy usługę eKlepsydra — elektroniczne powiadomienie wysyłane SMS-em czy mejlem. Zawiera szczegóły uroczystości i lokalizację zsynchronizowaną z mapą. Można przekazać kondolencje, zamówić kwiaty, a rodzina może też zaznaczyć, że nie życzy sobie kondolencji. Niby drobiazg, ale proszę sobie wyobrazić Łódź i cmentarze na Dołach: kilka różnych nekropolii i kaplic. Bez dokładnych wskazówek goście mogą trafić na niewłaściwą uroczystość. Organizujemy także transmisje pogrzebów. W pandemii były potrzebne z powodu ograniczeń, teraz korzystają z nich rodziny rozproszone po Polsce i świecie. AI pomaga nam również w zarządzaniu firmą. To co innego niż tworzenie cyfrowego sobowtóra zmarłego.

Od AI przejdźmy do naturalnej empatii. Kiedy usłyszałem o psach towarzyszących dzieciom podczas pogrzebów, pomyślałem: co za szaleństwo. Co może dać dziecku obecność zwierzęcia?

Czasami nie potrafimy odpowiednio powiedzieć dziecku, że odeszła bliska osoba — babcia, dziadek. A może ono wcale nie oczekuje kolejnych słów? Może potrzebuje przestrzeni, w której poczuje się bezpiecznie, także w milczeniu. Z takimi rozwiązaniami zetknęliśmy się w Hiszpanii. Nie wprowadziliśmy jeszcze tej usługi. To muszą być specjalnie przygotowane, wyselekcjonowane psy, a rodziny muszą wyrazić zgodę. Obecność zwierzęcia może pomóc dziecku przejść przez trudne chwile bez przymusu rozmowy.

Pojawiają się też ekologiczne pogrzeby. Nawet przy ostatnim pożegnaniu chcemy „grać w zielone”?

Zmiany rynku pogrzebowego zaczęły się od kremacji. Kiedy w 1998 r. wchodziłem do branży, dotyczyła ona może 2–3 proc. pochówków. Dzisiaj, według naszych obserwacji, przekracza 50 proc. W niektórych miastach znacznie więcej. Za tym poszła zmiana produktów: obok urn metalowych mamy biodegradowalne, są trumny z prasowanej tektury czy drewna łączonego bez metalowych okuć, malowanego bejcami wodnymi. W Krakowie i Łodzi stworzyliśmy kwatery ekologiczne „Drzewa Pamięci”, wśród drzew i zieleni. To ma być cały proces: odpowiednie ubranie zmarłego, trumna, urna, miejsce pochówku. Nie są to groby anonimowe — pozostaje imię i nazwisko w miejscu pochowania. Kwatera zachowuje jednak naturalny charakter, a znicze i kwiaty składa się przed nią, nie na niej. Zainteresowanie jest spore, choć skala na razie niewielka.

Żyjemy tak, jakby wszystko dało się zaplanować. Tymczasem śmierć wciąż nas zaskakuje, nawet gdy bliski od miesięcy choruje. Dlaczego nie umiemy się przygotować?

Bo odpychamy myśl o ostatecznym odejściu. Nawet kiedy rokowania są złe, łudzimy się, że to jeszcze nie teraz. Tymczasem rozmowa o śmierci nie musi być rozmową wyłącznie o formalnościach. Brytyjskie stowarzyszenie Dying Matters organizuje spotkania o umieraniu, żałobie i przygotowaniu do pożegnania — nie tylko w hospicjach, także w bibliotekach i miejscach publicznych. Pamiętam targi funeralne w Hongkongu około 20 lat temu. Autokarami przywożono tam starszych ludzi, by poznali możliwości organizacji pogrzebu. Zastanawialiśmy się wtedy, jak coś takiego odebrano by w Polsce. Dziś coraz więcej osób pyta nas o własny pogrzeb, zwłaszcza samotnych albo tych, których rodziny mieszkają daleko.

Wydajecie też poradnik pogrzebowy. Śmierć bliskiego to żałoba, ale zarazem urzędy, dokumenty i rachunki.

Dlatego co roku przygotowujemy poradnik, który rozdajemy przy okazji Wszystkich Świętych w miastach, gdzie działamy. Wyjaśniamy, od czego zacząć organizację pogrzebu, jakie są formalności, jak wygląda sprawa zasiłku czy ubezpieczeń. W takim momencie rodzina często po prostu nie wie, co robić.

Na koniec pytanie nie do przedsiębiorcy, lecz do człowieka, który od lat obserwuje pożegnania. Co powiedziałby pan tym, którzy boją się przemijania?

Żeby nie odkładali ważnych rozmów i ważnych spraw na potem w przekonaniu, że jeszcze zdążą. Szczególnie dotyczących relacji z ludźmi. Bo właśnie w ten sposób inni będą nas później pamiętać i wspominać.