Poligrafia w naszym kraju jest jedną z najtańszych i najnowocześniejszych w Europie. Dobrze wiedzie się dużym firmom z branży, małe są w dużo gorszym położeniu.
Polska Izba Druku szacuje, że usługi poligraficzne świadczy w naszym kraju około 16 tys. podmiotów. Kilka tysięcy z nich to drukarnie, w tym zaledwie około tysiąca to zakłady nowoczesne. Drukarnie są w większości małe, niespełna tysiąc zatrudnia powyżej 20 osób. W 2005 r. wartość rynku usług poligraficznych wyniosła ponad 4 mld euro.
Jaka jest, każdy widzi
Większość przedsiębiorców dobrze ocenia koniunkturę w branży. Najlepiej idzie firmom, które wykorzystały szansę, jaką przyniosło wejście Polski do Unii Europejskiej. Drukarnia Perfekt trzecią część produkcji sprzedaje za granicę, głównie do krajów unijnych.
— Daje nam to dostęp do wymagającego, ale i dochodowego rynku. Duża zdolność produkcyjna pozwala nam na realizację długich, wysokonakładowych zleceń, np. kilkumiesięcznych serii wydawniczych, sprzedawanych razem z prasą. Dzięki temu możemy zaplanować działalność z dużym wyprzedzeniem — przekonuje Karol Zaczek, dyrektor handlowy Perfektu.
Jet Media jest dystrybutorem wyposażenia do druku wielkoformatowego.
— Na podstawie kontaktów z naszymi klientami, a także naszych wyników sprzedaży mogę śmiało stwierdzić, że rynek ten rozwija się bardzo dynamicznie. Świadczy o tym choćby liczba sprzedanych ploterów, czyli urządzeń do druku wielkoformatowego — mówi Grzegorz Idźkowski, prezes Jet Media.
W gorszej sytuacji są małe podmioty. Istniejąca na rynku od 1981 r. Triada produkuje wysokiej jakości druki reklamowe (plakaty, kalendarze, teczki reklamowe). Działa głównie na rynku polskim. Warszawska firma kilka lat temu zatrudniała 64 osoby, dziś — 20.
— W moim odczuciu koniunktura jest bardzo słaba. Jeszcze 6-7 lat temu moja firma miała kilkadziesiąt razy większą produkcję niż teraz. Marny stan poligrafii jest odbiciem marazmu w gospodarce. W Polsce produkują niemal tylko firmy z kapitałem zagranicznym, a te związane długoletnimi kontraktami wolą drukować niezbędne materiały u siebie. Część rynku zabrał też rozwój internetu. W tej sytuacji niewiele pomaga nam to, że przy cenach dwa razy niższych technologicznie osiągnęliśmy poziom europejski — ubolewa Jan Czajkowski, właściciel Zakładu Poligraficznego Triada w Warszawie.
Mleko w kartonie
Przedstawiciele branży są zgodni co do oceny segmentów, które mają największy potencjał rozwojowy. Produkcja opakowań wręcz skazana jest na rozwój.
— W moim odczuciu dynamika przyrostu zdolności produkcyjnych największa jest we fleksografii (technologia dominująca w produkcji opakowań zadrukowanych). Wiąże się to z rozwojem gospodarczym i wzrostem podaży dóbr konsumpcyjnych. Firmy wytwarzające w Polsce towary chcą produkować u nas także opakowania. Decydują względy logistyczne, a także coraz lepsza jakość polskiej fleksografii — argumentuje Krzysztof Januszewski, dyrektor biura Zrzeszenia Polskich Fleksografów.
Urośnie także segment prasy kolorowej, stabilizacja czeka rynek zleceń drobnych, zagospodarowany głównie przez małe firmy. Niezłe czasy mają przed sobą przedsiębiorcy sektora reklamowego, gorzej będzie z produkcją książek.
— Z uwagi na malejące czytelnictwo, związane z rozwojem internetu i mediów elektronicznych, poligrafia offsetowa stoi przed nie lada wyzwaniami — zauważa Krzysztof Januszewski.
— Trzęsieniem ziemi, szczególnie dla dużych drukarni, niepowiązanych z wydawnictwami, może okazać się e-papier. Wejście w życie tego wynalazku może poważnie zmniejszyć zużycie papieru w segmencie prasy codziennej i czasopism. Efekt? Drukarnie na przestrzeni kilku-kilkunastu lat mogą stracić znaczną część rynku — uzupełnia Janusz Karc, prezes Stowarzyszenia Poligrafów Pomorskich.
Rozwój i krach
Konsolidacji branży na razie nie widać, firmy współpracują raczej na obszarze wymiany informacji na temat dłużników czy kontrahentów. Na rynku przeważają małe i średnie firmy. Eksperci obawiają się, że ten stan jeszcze długo może się nie zmienić. Jeszcze niedawno był to problem mentalny, przedsiębiorcy nie dostrzegali potrzeby łączenia się. Teraz po prostu brakuje pieniędzy, a zdolność do sięgania po środki unijne mają tylko najsilniejsi.
Rozdrobnienie hamuje rozwój branży, a sprzyja mu otwarcie rynków europejskich. Polskie firmy nie muszą zmagać się z procedurami celnymi, partnerzy nabrali do nas większego zaufania. Nad europejską konkurencją mamy przewagę w elastyczności i otwartości na klienta, Azjaci nie dorównują nam w poziomie technologii. Niskie koszty produkcji są ogromnym atutem, ale mogą też stać się zagrożeniem.
— W perspektywie długookresowej niskie zarobki mogą powodować odpływ wykwalifikowanych kadr na zachód Europy. Tymczasem szkoły poligraficzne w naszym kraju to enklawa PRL, ich program kształcenia w ogóle nie odpowiada zapotrzebowaniu rynku. Każda firma szkoli więc pracowników we własnym zakresie, w relacji mistrz — uczeń — zauważa Janusz Karc.