Nisza na kości

Anna Dermont
opublikowano: 2006-11-20 00:00

Znają je miłośnicy gier planszowych. Są narzędziem pracy krupierów. Od nich zależy wynik gier, nie tylko hazardowych — kości do gry.

Rok 2004. Dziewiętnastoletni Patryk Strzelewicz, uczeń Liceum Ogólnokształcącego w Bolechowie koło Poznania, staje przed dylematem — skupić się na nauce i szukać dobrych studiów czy zacząć pracę na swoim? Postanawia założyć własną firmę. Stawia na kości do gry. Wybór nie mógł być inny. Patryk jest miłośnikiem gier RPG, których uczestnicy wcielają się w role fikcyjnych postaci.

— Rozgrywka toczy się w świecie istniejącym tylko w wyobraźni grających, a o wyniku gry w dużej mierze decydują kości. Niestety, dwa lata temu w Polsce można było kupić tylko zwyczajne, niczym niezdobione kości do gry. Wpadłem na pomysł, że je udoskonalę i wyposażę w zdobienia fantasy, pobudzające wyobraźnię graczy i wpisujące się w klimat gry — wspomina Patryk Strzelewicz.

I tak w 2004 roku powstała firma Q-Workshop.

Skromne początki

Pierwsze kostki Q-Workshop powstały w garażu rodzinnego domu Strzelewiczów.

— Nie stać nas było na nowoczesne urządzenia, więc zaczęliśmy produkować ręcznie. Tata, znany jako złota rączka, opracował technologię produkcyjną, która sprawdza się do dziś i jest pilnie strzeżoną tajemnicą naszej firmy — mówi Patryk Strzelewicz.

Przez pierwsze kilka miesięcy firma Patryka produkowała jeden komplet składający się z siedmiu kości. Sercem firmy był internet. To za jego pośrednictwem na aukcji w Allegro Patryk sprzedawał kości z wytłoczonymi znakami runicznymi.

Niszowy produkt chwycił. Patryk nie nadążał z lawinowo napływającymi zamówieniami.

— Allegrowicze zapychali moją skrzynkę e-mailową. Ledwo odczytałem jedną wiadomość, już pojawiała się następna. Cały wolny czas spędzałem na pakowaniu kostek i wysyłaniu ich do klientów — opowiada Patryk Strzelewicz.

Wtedy zdecydował, że stworzy własny sklep internetowy. Pomocnikami przy jego budowie byli koledzy z liceum — grafiką zajął się Marcin Kordacki, stroną informatyczną Michał Bąk.

— Uregulowaliśmy system sprzedaży kostek i wyeliminowaliśmy nieporozumienia związane z zamówieniami — mówi Patryk Strzelewicz.

Nie zabrakło ich w sieci

Plusów wynikających z zaistnienia w sieci było więcej. Obok sklepu internetowego, na stronie www.q-workshop.com szkolni koledzy uruchomili też forum dla internautów.

— Dla nas jest ono czymś więcej niż tylko miejscem wymiany zdań. Dzięki niemu nie wydajemy pieniędzy na badania marketingowe z wypowiedzi na forum gromadzimy opinie o naszych produktach, obserwujemy rynek, konkurencję, poznajemy wszystkie nowinki branżowe, czerpiemy pomysły na wzory kości — tłumaczy Patryk Strzelewicz.

A tych nie brakuje. Najbardziej kreatywni bywalcy forum mogą liczyć na autorską serię kości.

— Nasi fani przesyłają wiele projektów. Jeśli któryś z nich wykorzystamy, to pomysłodawca dostaje gratis pierwszą wyprodukowaną serię kości. Przeważnie płacimy w towarze, który dla autorów ma wartość większą niż pieniądze. Zazwyczaj są to kolekcjonerzy i fani gier, dla których najlepszym wynagrodzeniem jest to, że ich kostkami będą grali ludzie na całym świecie — dodaje Patryk Strzelewicz.

Wśród nich jest Kevin Cook, nowojorski kolekcjoner kości do gry, który od 1977 zgromadził ich ponad 16 tys. sztuk. W 2003 roku trafił do „Księgi rekordów Guinnesa” za największą na świecie kolekcję.

— Ponad 12 proc. jego zbiorów stanowią kości wyprodukowane przez nas. Możemy się też pochwalić zrobieniem specjalnej kości dla programu „The Diceman”, nadawanego na kanale Discovery — mówi z dumą Patryk Strzelewicz.

Ma być z czego dumny. Poznańska firma plasuje się w czwórce największych producentów kości na świecie. Q-Workshop wyprzedzają tylko Chessex, Koplow, Crystal Caste.

Źródło sukcesu

— Nasza działalność nabrała rozpędu po wyjeździe na targi Messe Essen Spiel 2004 w Niemczech. Tam pierwszy raz spotkaliśmy się w cztery oczy z klientami, dotychczas znanymi nam tylko z wirtualnej rzeczywistości. Nawiązaliśmy sporo znajomości. Zaowocowały one propozycjami kontraktów dystrybucyjnych od liczących się na świecie producentów zabawek — cieszy się Patryk Strzelewicz.

Bywanie na największych imprezach branżowych zaprocentowało również prestiżowym stanowiskiem na targach gier planszowych w Essen, które dla ich miłośników są tym, czym Wimbledon dla tenisistów.

— Jesteśmy jedynym dostawcą z Polski, który podczas tej imprezy może prezentować swoje wyroby — mówi Michał Lisowski, menedżer w zespole Q-Workshop.

Pytany o plany na przyszłość, Patryk Strzelewicz odpowiada:

— Nie ma. Czas pokaże. Jeśli dzięki targom kostki zaprowadzą nas kiedyś do Japonii albo do Australii, to świetnie.

Na razie Q-Workshop podbiła serca Amerykanów, prezentując 100 tys. unikatowych kości na targach Gen Con w Indianapolis. Dziś prawie jedna trzecia klientów sklepu internetowego www.qworksohp.pl pochodzi z USA.