Zysk słabszy niż przed rokiem, ale daj Boże każdemu bankowi takie wyniki. Jednak koszty nie dają powodów do dumy.
Wydawało się, że po znakomitym 2008 r., kiedy Nordea miała 136 mln zł zysku wobec 70 mln zł w 2007 r., a dobre wyniki osiągnęła nawet w IV kw., początek roku będzie równie dobry. Nie udało się. Bank zarobił 26,5 mln zł — o 4 proc. mniej niż przed rokiem.
— Na zysku zaważył głównie spadek marż na depozytach — mówi Włodzimierz Kiciński, prezes Nordea Bank.
O 31 proc. wzrosły natomiast przychody operacyjne — do 130 mln zł. Jeszcze dynamiczniej, bo o 37 proc., rosły jednak koszty, które pochłonęły 67 mln zł. Prezes tłumaczy, że były to głównie wydatki na rozbudowę sieci, która ma już 154 placówki, i pensje dla nowych pracowników. To właśnie z tego powodu wskaźnik koszty/dochody skoczył do 71 proc. z 63 proc. na koniec 2008 r.
Dobry kwartał miała spółka matka Nordei — Nordea AG. Zanotowała 627 mln EUR zysku — o 38 proc. więcej niż przed rokiem.
— W obecnych realiach gospodarczych rozpatrywanie wyników banków w Polsce nie ma sensu bez kontekstu właścicieli — mówi prezes.