Największy państwowy fundusz inwestycyjny na świecie, Norges Bank Investment Management, zarządza aktywami Government Pension Fund of Norway (Państwowego Funduszu Emerytalnego Norwegii). Już w 2015 r. ogłosił, że będzie zmniejszał zaangażowanie w firmy, które opierają swoją działalność na węglu. Od tego czasu podawał sukcesywnie nazwy konkretnych spółek, które umieścił na swojej „czarnej liście”. Wczoraj ogłosił kolejną listę — znalazła się na niej m.in. PGE, największa polska firma energetyczna, kontrolowana przez państwo.

„Norges Bank postanowił wykluczyć z funduszu 10 firm, opierając tę decyzję na kryteriach inwestycyjnych związanych z węglem” — głosi komunikat funduszu. Nie oznacza to, że norweski fundusz sprzedał akcje czy obligacje PGE, bo najprawdopodobniej i tak ich nie miał. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych przywoływało ostatnio dane z końca 2016 r., wedle których w portfelu funduszu nie było ani PGE, ani Tauronu, JSW, PKN Orlen czy Azotów. Oznacza to jednak, że PGE i jej spółki zależne nie mogą liczyć na norweski popyt, gdyby chciały w przyszłości emitować akcje lub obligacje. Poza PGE na wczorajszej „czarnej liście” znalazł się też czeski CEZ, a także pięć firm azjatyckich, dwie amerykańskie i jedna z Brazylii. Dotychczas norweski fundusz umieścił na takiej liście 69 firm, a 13 umieścił na liście obserwacyjnej. Poza Norwegami od węgla odwróciło się już kilka globalnych instytucji finansowych. Europejski Bank Inwestycyjny i EBOR już od lat nie finansują takich inwestycji, a przy okazji paryskiego szczytu klimatycznego dołączył do nich m.in. Allianz i ING. Dziś na liście instytucji, które identyfikują się z walką z globalnym ociepleniem, są m.in. Societe Generale, Credit Agricole, BNP Paribas, Aegon, Bank of America i Deutsche Bank. Dla polskich firm energetycznych, które planują znaczące inwestycje w aktywa węglowe (np. w bloki w Jaworznie, Ostrołęce, nowe kopalnie), oznacza to konieczność szukania finansowania w bankach azjatyckich.