Nowa ekonomia w służbie zdrowia

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-02-17 00:00

Służba zdrowia działa w cyklach siedmioletnich: siedem lat chudych, później siedem lat... chudych i znowu siedem lat chudych. Siedem lat temu (w 1998 roku) skarb państwa przejął na siebie długi szpitali opiewające na kwotę 8 mld złotych. W zeszłym roku zadłużenie służby zdrowia (zobowiązania placówek należących do samorządów) przekroczyło 6 mld złotych, spokojnie w tym roku urośnie do 8 miliardów, i można wszystko zaczynać od początku.

Rozliczenia skarbu państwa ze szpitalami są bardzo złożone i skomplikowane. Zobowiązania i wierzytelności zmieniają się jak w kalejdoskopie: skarb przejmuje długi, ale zaraz daje pracownikom szpitali podwyżki — nie dając dyrektorom pieniędzy na ich sfinansowanie. Część z nich podwyżki wypłaca i występuje z roszczeniem wobec państwa, ale mają też wobec państwa zobowiązania. Ten, który miał być zbawcą polskiego lecznictwa, minister Marek Balicki, zaproponował najpierw swoistą opcję zerową: szpitalom umorzy się zobowiązania wobec państwa, a oni zrezygnują z pozwów. Później zmienił zdanie: jest gotów dać kasę (2,2 miliarda preferencyjnych pożyczek na spłatę długów), a roszczenia szpitali wobec państwa niech zostaną. Na to Hausner w krzyk, że mu się nie domyka. Związkowcy, samorządowcy i dyrektorzy szpitali w prośby i groźby, że kasy trzeba więcej i gwarancji ustawowych, że komornicy (działający przecież w imieniu dłużników, na podstawie prawomocnych wyroków) niczego nie będą mogli zabrać.

Już dawno się Państwo pogubili? My też. Ale to, że i my i Państwo się pogubiliśmy — to furda. Gorzej, że minister Marek Balicki też już dawno nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Panie Ministrze, podpowiadamy więc. Nazywa się Pan Marek Balicki i dziwnym zrządzeniem losu pełni funkcję ministra zdrowia. Panie Ministrze, jak nie wiadomo o co chodzi, to przecież wiadomo, że chodzi o pieniądze. Bardzo duże pieniądze, po zsumowaniu przepływów, tak na oko, około 50 mld złotych — jedną czwartą całorocznego budżetu państwa.

Ponieważ minister nie potrafi uporać się chociażby tylko z zainicjowaniem prawdziwie systemowych zmian (uproszczenie przepływów — komercjalizacja — prywatyzacja), próbuje lansować model „trzeciej drogi”: ustawowe blokowanie prawowitych roszczeń, zmienianie zdania, petryfikując istniejący układ i mnożąc koszty. Robi to nadto tak nieumiejętnie, że ma już przeciw sobie prawie całe środowisko służby zdrowia. Nikt nie wie, czy chodzi mu o pieniądze, ludzi zatrudnionych w szpitalach czy o chorych. Nie, no o nich to chyba mu nie chodzi...