Nowa norma budzi wiele wątpliwości

Łukasz Gromkowski
01-04-2003, 00:00

Mimo że kolejne wersje produktu powinny być lepsze i pozbawione wad, uprzednio wykrytych, specjaliści branży jakościowej zauważają nieprawidłowości w normie ISO 9001 z roku 2000. Według nich, źle skonstruowane są założenia filozofii wymagań oraz technika ich określania.

ISO 9001:2000 zawiera zbyt ogólne wymogi co do systemu zarządzania jakością (SZJ) i procesów z nim związanych. Skutkuje to niezwykle szerokim zakresem interpretacji jego poszczególnych wymagań i określeń. Dla przykładu: w przypadku identyfikacji i monitorowania procesów brakuje klarowności, co właściwie oznacza pojęcie „identyfikacja procesów” oraz określenia, o jakich procesach możemy mówić. Z kolei w przypadku outsourcingu brak jednoznacznego wskazania, jakie procesy należy określać tym mianem i obejmować stosownym nadzorem. Takich niesprecyzowanych elementów jest w normie jeszcze kilka.

— W rezultacie rodzi się niepewność, zawierająca się w pytaniu „co właściwie oznacza certyfikat?”. Dobrą stroną tej sytuacji jest zróżnicowanie rynku certyfikacyjnego, gdzie obecnie fakt posiadania certyfikatu jest mniej istotny niż kwestia tego, kto go wydał — twierdzi Szymon Kamiński, dyrektor Det Norske Veritas.

Wydanie ISO 9001:2000 zawiera kilka zmian, które okazały się trudne w realizacji dla wielu firm. Każda norma powstaje w wyniku kompromisów zawsze odbijających się na klarowności zawartych w niej sformułowań.

Przedsiębiorstwa dostrzegają niedoskonałości normy i wykraczają poza ramy jej wymagań. Kierunek tych zmian jest jeden — zbudowanie spójnego systemu zarządzania ryzykiem. Ale wielu zatrzymuje się na poziomie zadowolenia z opisu kolejnych działań wdrożeniowych w formie np. procedur. Rezultatem takiego podejścia jest częste myślenie przedsiębiorców w kategoriach „ISO wymaga”, a nie w kategoriach tego, co jest ważne dla ich firmy, dla maksymalizacji ich zysków i minimalizacji ryzyka. Potrzeby rozwoju systemu zarządzania takich firm z reguły kończą się wraz ze zdobyciem certyfikatu.

Na braku precyzji tracą przede wszystkim klienci, którzy budują systemy opierając się na błędnych interpretacjach, sprowadzających system zarządzania do kilku procedur operacyjnych.

— Spłaszczenie pojęcia SZJ jest ceną za zbyt dużą rynkową popularność produktu o nazwie norma ISO 9001. Ton w każdej branży nadają liderzy, którzy aktualnie myślą już niemal wyłącznie w kategoriach zarządzania ryzykiem. Inni dołączą do tego podejścia w ciągu kilku lat — mówi Szymon Kamiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Gromkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Nowa norma budzi wiele wątpliwości