Bankructwo 66 firm zatrudniających ok. 2,3 tys. osób, których łączny obrót sięga 1 mld zł — to bilans sierpnia, jak podaje Euler Hermes na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. W ub.r. w sierpniu upadło więcej, bo 76 firm. Jednak od początku tego roku opublikowano już informacje o upadłości 647 przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Liczba upadłości rośnie więc nieprzerwanie od kilku lat. Zdaniem Tomasza Starusa, dyrektora Biura Oceny Ryzyka i Głównego Analityka w Euler Hermes, nie należy się spodziewać odwrócenia tego trendu w najbliższym czasie.
— Z dwóch przyczyn: po pierwsze — wzrost zamówień eksportowych to tylko jeden z czynników wpływających na gospodarkę i nie zrekompensuje on w pełni stagnacji w popycie wewnętrznym oraz regresu w inwestycjach. Po drugie — realizacja nowej fali kontraktów i w efekcie spływ pieniędzy zajmuje z reguły kilkanaście tygodni, co więcej — także z pewnym opóźnieniem banki i inne instytucje, np. leasingodawcy, faktorzy, skłonne będą zwiększyć w większym stopniu akcję kredytową — uważa Tomasz Starus.
Maluchom najgorzej
Wciąż problemy ma głównie budownictwo, a także dostawcy hurtowi i producenci. Wśród dziesięciu firm o największym obrocie, których upadłość ogłoszono w sierpniu, sześć reprezentowała branżę budowlaną, dwie — hurtownie artykułów metalowych i złomu.
W tym gronie znalazł się też producent konstrukcji metalowych i producent artykułów spożywczych — jedyna firma w tej dziesiątce niezwiązana z budownictwem. Siedmiu sierpniowych bankrutów budowlanych jako główną działalność wykazywało prace ogólnobudowlane i wznoszenie budynków, cztery specjalizowały się w pracach drogowych, a aż dziewięć — w pracach specjalistycznych i wykończeniowych (głównie budowa rurociągów i instalacji wodno-kanalizacyjnych). 70 proc. firm produkcyjnych i hurtowników (odpowiednio — 7 hurtowni i 12 firm produkcyjnych), których upadłość ogłoszono w sierpniu, pracowała natomiast na potrzeby budownictwa. Z analizy Euler Hermes wynika także, że problemy mają głównie mniejsze i średnie firmy. Większe zamówienia eksportowe z reguły najpierw otrzymują stali, więksi dostawcy, a mniejsze firmy korzystają z tej fali później. Ponadto duże firmy mają większe zaplecze finansowe, a w budownictwie zrestrukturyzowały działalność i realizują nowe kontrakty, podczas gdy podwykonawcy dotychczasowych inwestycji wciąż mają kłopoty.
Większość była do przewidzenia
Jednak oficjalne upadłości to tylko wycinek problemu. Nie można zapominać o firmach, które zakończyły aktywność gospodarczą poprzez likwidację albo zawieszenie działalności. Poza tym wniosków o upadłość, które trafiają do sądów, jest znacznie więcej niż ogłoszonych upadłości — jak podaje Coface na podstawie danych z Ministerstwa Sprawiedliwości w pierwszym półroczu br. było ich ponad 2 tys. Z analizy Euler Hermes wynika też, że problemy nie pojawiają się znikąd — 85 proc. bankructw można było przewidzieć. Tyle firm wykazywało nadmierne ogólne zadłużenie w podstawowej analizie finansowej osiąganych wyników czy też niebezpiecznie niski wskaźnik bieżącej zdolności firmy do terminowego realizowania zobowiązań.
— Co więcej — dane te były niepokojące nie w okresie ostatniego roku, ale w większości przypadków w okresie trzech ostatnich lat — twierdzi Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections. Wart dostrzeżenia jest również fakt, że zarówno z raportu Coface, jak i Euler Hermes wynika, że coraz więcej postępowań kończy się układem.
Oddzielnie restrukturyzacja i upadłość
Być może niedługo będzie można z sukcesem ratować jeszcze więcej firm. Umożliwić to mają planowane zmiany przepisów prawa upadłościowego i naprawczego, o których dyskusję zorganizował wczoraj Business Centre Club (BBC).
— Najwięcej problemów z ratowaniem przedsiębiorstw wynika z tego, że zazwyczaj po pomoc przychodzą oni za późno — mówił Piotr Zimmerman, były sędzia, ekspert BCC ds. prawa upadłościowego i naprawczego. A robią tak, ponieważ do ostatniej chwili mają nadzieję, że sami poradzą sobie z kłopotami, a ponadto boją się reakcji wierzycieli po zgłoszeniu wniosku o restrukturyzację czy upadłość. Nowe przepisy mają to zmienić.
— Przede wszystkim dadzą przedsiębiorcom szansę na wyjście z kłopotów. Nie będą nakładać obowiązku, jak jest w przypadku prawa upadłościowego — podkreślał Cezary Zalewski, sędzia Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy.
— To ma być skuteczny mechanizm pozwalający utrzymać firmy przy życiu. Bo jeżeli jest szansa na restrukturyzację, to trzeba ją dać — stwierdził Piotr Zimmerman. Istotne w nowym prawie będzie szczególnie oddzielenie restrukturyzacji od likwidacji. Obok prawa upadłościowego powstanie prawo restrukturyzacyjne. W ramach tego drugiego przewidziane są trzy postępowania układowe i jedno naprawcze.
Zdaniem BCC, proponowane zmiany w prawie upadłościowym to rewolucja, a nie ewolucja przepisów upadłościowych. Zmieni się m.in. obecnie restrykcyjna definicja niewypłacalności — w dużym skrócie niewypłacalnym będzie przedsiębiorca, którego wartość majątku jest większa niż zobowiązań i stan ten utrzymuje się ponad 24 miesiące. Ponadto skarb państwa utraci uprzywilejowaną pozycję w postępowaniu naprawczym.
— Ma to na celu motywację administracji do szybszej reakcji, która i tak ma do dyspozycji więcej narzędzi niż wierzyciele. Mogłaby je aktywować wcześniej, zanim dojdzie do procedury upadłościowej i dłużnik będzie musiał spłacać zaległości z odsetkami, co jeszcze bardziej go pogrąży — mówił Mariusz Haładyj, wiceminister gospodarki.
Więcej praw dla wierzycieli
Dla równowagi — rola wierzycieli w postępowaniu restrukturyzacyjnym wzrośnie, choć — jak twierdzą niektórzy — wciąż będą oni mieli zbyt mało instrumentów prawnych, aby wpływać na to, co dzieje się w trakcie postępowania. A chodzi przecież o warunki i wysokość zwrotu ich pieniędzy. Im gorsza jest sytuacja dłużnika, tym większy powinien być ich wpływ na to, co dzieje się z jego majątkiem, kosztem praw dłużnika. Zdaniem ekspertów, przygotowywane zmiany w prawie upadłościowym i naprawczym są potrzebne i mają szansę na zwiększenie liczby przedsiębiorców, którzy zamiast upadać, wyjdą na prostą. Pytanie tylko, czy firmy będą chciały z nich korzystać.
— Na pewno nowe prawo wymaga także zmiany sposobu myślenia przedsiębiorców — twierdzi Maciej Geronim, ekspert w Departamencie Prawa Cywilnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Zdaniem Cezarego Zalewskiego, wiele będzie zależało także od postawy wierzycieli. Jak poinformował Maciej Geronim, gotowy projekt zmian może trafić do Sejmu już w pierwszym kwartale przyszłego roku.
- Zmiana definicji niewypłacalności — w uproszczeniu, przedsiębiorca staje się niewypłacalny, gdy wartość jego majątku jest mniejsza niż wysokość jego zobowiązań, ale ten stan musi się utrzymywać przez ponad 24 miesiące.
- Wydłużenie czasu na złożenie wniosku o upadłość do jednego miesiąca (obecnie tylko 14 dni).
- Utrata uprzywilejowanej pozycji skarbu państwa w postępowaniu upadłościowym. Możliwość odroczenia albo rozłożenia na raty (ale bez zmniejszania kwoty nominalnej) zobowiązań.
- Uproszczenia proceduralne — rozdział pomiędzy postępowaniami restrukturyzacyjnymi (mają być 3 postępowania układowe i jedno naprawcze) a postępowaniem upadłościowym (obecnie upadłość likwidacyjna).