NOWE PRZEPISY WIĄŻĄ RĘCE WYWIADOWNIOM

Surmacz Wojciech
opublikowano: 1999-02-16 00:00

NOWE PRZEP ISY WIĄŻĄ RĘCE WYWIA DOWNIOM

Krajowe podmioty nie są świadome czyhających na nie zagrożeń

BAZY DANYCH: Gromadzimy nie tylko wszelkie informacje o charakterze finansowym, ale również doniesienia o bankructwach, upadłościach i opóźnionych płatnościach. Monitorujemy je na bieżąco, codziennie uzupełniając o tysiące informacji o charakterze gospodarczym — mówi Maciej Harczuk, kierownik Działu Operations w Dun & Bradstreet Poland. fot. M. Pstrągowska

Firmy działające na rodzimym rynku nie mogą czuć się bezpiecznie. Tym bardziej że nie zapewnia im tego polskie prawo. Do tego dochodzi często małe doświadczenie w działaniu w warunkach wolnego rynku. Tymczasem korzystanie z usług wywiadowni gospodarczych nie stało się jeszcze dla polskich przedsiębiorców nawykiem.

Polacy coraz częściej korzystają z usług wywiadowni gospodarczych, co do tego nie ma wątpliwości. Potwierdzają to przedstawiciele wszystkich firm zajmujących się gromadzeniem informacji gospodarczych. Jednocześnie dodają jednak, że sprawdzanie wiarygodności partnerów w interesach nie weszło jeszcze w nawyk polskim przedsiębiorcom. Ale jest coraz lepiej, a przykładem dla krajowych podmiotów są firmy zagraniczne.

— Zagraniczne podmioty podejmując współpracę z firmami polskimi są bardzo ostrożne. Nawet po współpracy, która trwa 5-6 lat sprawdzają swoich polskich kontrahentów, regularnie monitorując ich działania — mówi Maciej Harczuk, kierownik Działu Operations w Dun & Bradstreet Poland.

Krajowych przedsiębiorców często dziwi taki brak zaufania ze strony zagranicznych partnerów. Ale chyba nie ma się co dziwić tej ostrożności. Jak twierdzą fachowcy, nasz kraj wciąż jest terenem bardzo wygodnym dla wszelkiej maści hochsztaplerów.

— Polska jest rajem dla oszustów i krętaczy. Ostatnio daje się zaobserwować duży napływ osób z Europy Zachodniej, które tam weszły w kolizję z prawem. U nas czują się bezpiecznie i spokojnie sobie żyją — opowiada Bolesław J. Korzeniowski, właściciel Agencji Realizacji Gospodarczych ARGO-BJK.

Dziwne prawo

Zagrożeniem dla działalności polskich firm, jest brak informacji na temat dłużników. Ustawa o ochronie danych osobowych bardzo ograniczyła dostęp do nich. Utrudniła też znacznie działalność wywiadowni.

— Ostatnio jeden z urzędów miejskich odmówił nam udzielenia informacji na temat dłużnika. Osoba zarejestrowana zastrzegła ich udostępnienie. To jest oczywiście niezgodne z prawem, ale urząd o tym nie wiedział — relacjonuje Katarzyna Kompowska, dyrektor Intercredit Warszawa.

Ustawa o obrocie gospodarczym zakłada wolny dostęp do rejestrów handlowego i sądowego. Z kolei ustawa o ochronie danych bardzo go komplikuje. Pracownicy wywiadowni narzekają, że na udostępnienie niektórych danych trzeba czekać od 2 tygodni do miesiąca, wypełniając w tym czasie stosy formularzy.

— Nasz system ochrony danych w ogóle nie oddziela zwykłych osób fizycznych od takich, które prowadzą działalność gospodarczą. Stąd bierze się często błędna interpretacja tych przepisów — komentuje Katarzyna Kompowska.

— Często uniemożliwia się nam ustalenie, gdzie znajduje się siedziba dłużnika. Bez tej informacji sąd nawet nie zainteresuje się sprawą. Jeśli chodzi o możliwości ściągania długów, to nasze prawo bardziej chroni dłużnika niż wierzyciela — potwierdza Zbigniew Turek, wiceprezes zarządu Creditreform Polska.

Innym problemem, związanym z dostępem do wszelkich danych dotyczących podmiotów gospodarczych, jest działalność polskich rejestrów sądowych. Zdaniem naszych rozmówców, są one zupełnie nieprzygotowane do udostępniania jakichkolwiek danych. Czas funkcjonowania tych placówek jest limitowany, podobnie jest z liczbą miejsc dla zainteresowanych.

W tej materii moglibyśmy się wiele nauczyć od Węgrów. Węgierskie rejestry znajdują się w systemie on-line, w Internecie. Dostęp do nich jest bardzo łatwy i wygodny.

Bolesław J. Korzeniowski dodaje, że olbrzymim zagrożeniem dla funkcjonowania podmiotów gospodarczych na rynku jest też cały system opłat sądowych i komorniczych. Koszt dochodzenia należności wraz z ich egzekucją z reguły przekracza połowę kwoty, o którą ubiega się wierzyciel. Sam komornik żąda 20 proc. tej sumy.

Mydlenie oczu

Firmy często narażają się na niebezpieczeństwo podpisując różnego rodzaju umowy. Jak się okazuje, na krajowym, stosunkowo młodym rynku kontrakty często zawierają jeszcze wiele błędów. Kontrahenci zwykle nie wiedzą, kto jest upoważniony i zobowiązany do podpisania takiego dokumentu. Ich treść zazwyczaj bywa nieprecyzyjna.

— Najgorsze jest to, że wszystko sprawdza się wtedy, kiedy dochodzi do sporów. Dopiero przed sądem okazuje się, że jakieś umowy są po prostu nieważne — mówi Maciej Harczuk.

Według fachowców wynika to z naszej mentalności. Przy podpisywaniu umów opiewających na kwoty mniejsze i średnie nasza ostrożność spada praktycznie do zera. Jednak przy dużych transakcjach również istnieją takie przypadki.

— W niektórych kontraktach oczy zainteresowanemu może zamydlić spodziewany wysoki zysk — zauważa Katarzyna Kompowska.

Natomiast Zbigniew Turek podkreśla, że zawsze jeżeli umowa wiąże się ze zobowiązaniami finansowymi, osoba podpisująca ją musi znajdować się w rejestrze handlowym.

Nie tylko jednak przyczyny zewnętrzne decydują o powodzeniu danego podmiotu na wolnym rynku. Bywa, że firma sama skazuje się na niepowodzenie. Walcząc z konkurentami zgadza się na bardzo długie terminy płatności. Takie firmy nie mają świadomości, że przez to bardzo osłabiają własną pozycję na rynku.

Nie zwlekać z zapłatą

— Powszechną praktyką w Polsce stało się kredytowanie swoich partnerów. Przy obecnej tendencji nieregulowania zobowiązań w terminie, firmy nie sprawdzające swoich odbiorców narażają się na poważne straty—mówi Maciej Harczuk, kierownik Działu Operations w Dun & Bradstreet Poland.

— Dużo polskich firm kuleje z powodu niskiego poziomu wiedzy o zarządzaniu firmą. Myślę, że to właśnie sprawia, iż wiele przedsiębiorstw istnieje nie dłużej niż 1-3 lata — twierdzi Zbigniew Turek.

Ten problem występuje jednak nie tylko w naszym kraju. Ponad 25 proc. bankructw w Europie spowodowanych jest opóźnionymi płatnościami. Nie wiadomo, jak wielki jest ten odsetek w Polsce. Według Katarzyny Kompowskiej, może być nawet wyższy, bo małą wagę przywiązuje się u nas do profesjonalnych metod zarządzania ryzykiem.

— Dużo spraw załatwia się jeszcze metodą prób i błędów. Firma wykonuje jakiś ruch bez wcześniejszej analizy i czeka na efekty. Bywa, że są one dla niej niezbyt korzystne — uważa Katarzyna Kompowska.

NA ZAMÓWIENIE: Indeks wiarygodności, który tworzymy na zamówienie klienta, zawiera 15 czynników. Są to przede wszystkim wszelkie informacje negatywne o badanej firmie. Oceniamy m.in. sposób płatności, zdolność kredytową, aktualny poziom zamówień — relacjonuje Zbigniew Turek, wiceprezes zarządu Creditreform Polska.

fot. M. Pstrągowska

Wojciech Surmacz