Europa Środkowo-Wschodnia powoli, ale systematycznie zyskuje znaczenie dla firm inwestujących na rynkach komercyjnych. Jeszcze w latach 2008-09 wartość transakcji była niemal bliska zeru, a w 2011 r. zaczął się ruch w interesie. Szczególnie dobrze wypada Polska.
Obiecujące prognozy
— Zagraniczni inwestorzy coraz częściej postrzegają Polskę jako rynek, na którym obowiązkowo powinni inwestować. Wysoka jakość obiektów, ustrukturyzowane standardy wynajmu i w związku z tym niski poziom ryzyka są dodatkowymi atutami. Potwierdzają to wyniki 2011 r., kiedy wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze nieruchomości wyniosła ponad 2,5 mld USD, co oznacza wzrost o ponad 30 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem — mówi John Palmer z BNP Paribas Real Estate Polska. Według danych Cushman & Wakefield w pierwszym kwartale 2012 r. łączna wartość transakcji inwestycyjnych na rynkach nieruchomości Europy Środkowej (Polska, Czechy, Rumunia, Słowacja i Węgry) wyniosła 847 mln EUR. To mniej niż w takim samym okresie 2011 r. (1,3 mld EUR), ale więcej niż w pierwszym kwartale 2010 r. (465 mln EUR). Dane za pierwsze trzy miesiące obecnego roku mogą rozczarowywać, ale biorąc pod uwagę dużą aktywność deweloperów, w nadchodzących kwartałach powinno być znacznie lepiej. — Głównym źródłem popularności polskiego rynku nieruchomości komercyjnych wśród największych funduszy inwestycyjnych są stabilność, dojrzałość i wysoka płynność. W połączeniu z wciąż wyraźnie wyższymi niż w Europie Zachodniej stopami zwrotu czyni to nasz rynek wyjątkowo atrakcyjnym na tle innych krajów Europy Środkowej — ocenia Łukasz Lorencki, konsultant w grupie rynków kapitałowych Cushman & Wakefield.
Biurowa stolica
W niepewnych czasach inwestorzy najchętniej lokują pieniądze na dwóch rodzajach rynków. Z jednej strony — szukają rynków dojrzałych i pewnych — jak Londyn, Monachium czy Berlin. Z drugiej — poszukują krajów mniej rozwiniętych, w których można osiągać wyższe stopy zwrotu niż na rynkach dojrzały, a jednocześnie sytuacja na nich jest stabilna. Do tej drugiej kategorii należy Warszawa. Na stołecznym rynku największą popularnością cieszą się biurowce, ale i najlepsze centra handlowe. — Inwestorzy z Niemiec i Austrii zazwyczaj skupiają się na nasyconych, ale sprawdzonych obszarach, takich jak rynek nieruchomości biurowych w centrum stolicy. Stopy kapitalizacji dla nowoczesnych budynków biurowych w obrębie Centralnego Obszaru Biznesu Warszawy wynoszą 6,2-6,5 proc., co potwierdziła choćby transakcja zakupu Mokotowska Square od Deka przez Yareal — wskazuje John Palmer. Drugim popularnym wśród zagranicznych inwestorów miastem jest Kraków. — Inwestorzy, poza Warszawą, znają inne większe miasta w Polsce, ale ich zainteresowanie inwestycjami w tych miastach zależy od typu planowanej inwestycji. W nieruchomościach biurowych liczy się przede wszystkim Warszawa i potem długo, długo nic. Dopiero ostatnio zaczynają się pojawiać pierwsze nielicznetransakcje w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście — informuje Marcin Juszczyk, członek zarządu Capital Park.
Regionalna ofensywa
Dla inwestorów zainteresowanych sektorem handlowym coraz bardziej liczą się miasta, które mają około 100 tys. mieszkańców. Koniec ubiegłego i początek tego roku pokazały, że duże zagraniczne fundusze, np. amerykański Blackstone, szukają ciekawych nieruchomości w małych miastach, bo widzą tam największe szanse na zysk. Kupują gotowe i wynajęte obiekty, liczą jednak nie tylko na stały dochód z czynszów, ale spodziewają się także wzrostów stawek najmu. W latach 2006-07 najaktywniejsi w Polsce byli inwestorzy z Hiszpanii i Irlandii. Teraz właściwie zniknęli, pojawiają się za to dotąd nieobecne u nas grupy inwestorów z Zatoki Perskiej, Chin i Kanady. — Inwestorzy z Chin są dość agresywni. Firmy chińskie zajmujące się generalnym wykonawstwem, co prawda z różnym skutkiem, są już od jakiegoś czasu obecne w Polsce. Kwestią czasu są pierwsze transakcje na rynku nieruchomości — prognozuje Marcin Juszczyk.