Polscy inwestorzy znudzeni klasycznymi funduszami akcji i obligacji mają do wyboru coraz więcej alternatywnych możliwości lokowania kapitału. Nie tak dawno pisaliśmy o funduszach inwestujących w wino, sztukę czy wierzytelności. Z początkiem roku do grona „dziwaków” dołączył „Kopernik” — Akademicki FIZ.
Edukacja z zyskiem
Fundusz, zarządzany przez Copernicus Capital TFI, jest funduszem zamkniętym aktywów niepublicznych, którego strategia inwestycyjna obejmuje lokowanie pieniędzy w imieniu inwestorów w niepublicznych uczelniach wyższych, ośrodkach naukowych, badawczo-rozwojowych oraz instytucjach wspomagających i działających na rzecz nauki.
Jednym ze strategicznych celów funduszu jest utworzenie Krajowego Konsorcjum Uczelni Niepublicznych, które ma zaoferować unikatowe warunki studiowania. Nowy produkt Copernicusa jest pierwszym tego typu rozwiązaniem inwestycyjnym w Polsce. Na rynkach rozwiniętych takich jak USA, gdzie działa ponad 9 tys. funduszy, takie „dziwadła” są jedynym sposobem na wyróżnienie się z tłumu i przyciągnięcie klientów.
Czy polski innowator ma szansę odnieść sukces? Wszystko zależy od tego, czy znajdzie zwolenników — inwestorów, którzy wpłacą około 1 mln zł i zamrożą te pieniądze na minimum 20 lat. Tyle bowiem wynosi zakladany czas inwestycji. A zysk? Przedstawiciele TFI szacują, że roczna stopa zwrotu wyniesie 7-8 proc. Udziałowcami funduszu mają być specjaliści w zarządzaniu uczelniami niepublicznymi. Firma jest w trakcie negocjacji z zainteresowanymi inwestorami.
Docelowo chce mieć udziały w 15 polskich uczelniach. Czy szkoły będą zainteresowane? Przyszłość uczelni prywatnych jest zagrożona. Szczególnie w świetle zeszłorocznej nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym i w czasach niżów demograficznych.
— Nie jesteśmy zainteresowani taką formą finansowania. Celem uczelni i ideą, jaka od samego początku przyświecała jej założycielom, jest prowadzenie instytucji naukowo-edukacyjnej na najwyższym, europejskim poziomie, a nie robienie biznesu. U nas każda nadwyżka finansowa jest inwestowana w rozwój, natomiast w przypadku przedsięwzięcia czysto biznesowegomusiałaby zostać przeznaczona na wypłatę dywidendy — mówi Ewa Barlik, rzecznik Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.
Jednak zdaniem ekspertów, na polskim rynku funkcjonuje wiele prywatnych uczelni, które są czystym biznesem. Ograniczenia w dotacjach z budżetu państwa, polegające na wprowadzeniu modelu finansowania uzależnionego od jakości kształcenia, a nie od ilości studentów, oraz brak zapisów gwarantujących otrzymywanie przez niepubliczne szkoły dotacji na kształcenie studentów stacjonarnych, może skłaniać do szukania innych źródeł finansowania, na przykład za pośrednictwem funduszu.
„Jumperem” po klientów
Na łowy po zamożnych klientów wyruszyło też KBC TFI. Pod koniec stycznia towarzystwo uruchomiło kolejnego „jumpera”, który tym razem postawił na rynek niemiecki. — Niemcy to największa gospodarka w Europie i czwarta na świecie. To drugi po Chinach światowy eksporter. Co więcej, obecnie Niemcy notują najniższe bezrobocie od 20 lat — uważa Katarzyna Szczepkowska, prezes KBC TFI. Zysk z funduszu zależeć ma od wzrostu wartości DAX Price Index — indeksu cenowego, skupiającego 30 największych niemieckich spółek. KBC German Jumper został utworzony na dwa lata, ale inwestycja może zakończyć się po roku, jeżeli zysk wyniesie 15 proc. Fundusz oferuje też tzw. warunkową ochronę kapitału z barierą 70, jeżeli wartość końcowa indeksu DAXK wyniesie co najmniej 70 proc. wartości początkowej. Sprzedaż certyfikatów potrwa do końca lutego, a minimalna wartość inwestycji to 5 tys. zł. To już siódmy fundusz o konstrukcji „autocall” w ofercie KBC TFI. Jest to ciekawe i konkurencyjne rozwiązanie, które daje możliwość wcześniejszego zakończenia inwestycji z zyskiem, jeżeli zostanie spełniony warunek określony w trakcie subskrypcji. Najczęściej spotykanym jest wzrost instrumentu bazowego do pewnego poziomu w określonym czasie. Jeżeli poziom ten zostanie osiągnięty, produkt kończy się z góry zapowiedzianym zyskiem, jeśli nie, trwa dalej. Przy niespełnieniu warunku w trakcie kolejnych obserwacji produkt kończy się zyskiem powiększonym o kupon lub zwrotem oszczędności. Spośród sześciu tego typu produktów oferowanych przez KBC TFI trzy zakończyły się przed określonym terminem. KBC BRIC Jumper 1 FIZ zyskał 16,5 proc. po roku trwania, KBC Poland Jumper 2 FIZ 15 proc. także po roku inwestycji, a KBC Poland Jumper 1 FIZ w ciągu zaledwie 6 miesięcy zarobił 9 proc.
Zysk na rynkach wschodzących
Franklin Templeton stawia na rynki wschodzące. — Zainteresowanie inwestowaniem na rynkach wschodzących jeszcze nigdy nie było tak duże, co jest związane z bardzo dużym potencjałem wzrostowym tych rynków — uważa Mark Mobius, prezes Templeton Emerging Markets Group. Towarzystwo zdecydowało się na uruchomienie nowego funduszu FTIF Templeton Emerging Markets Balanced Fund, który dostępny jest dla polskich inwestorów od 1 lutego.
— Wykorzystujemy potencjał związany z akcjami, walutami, lokalnymi stopami procentowymi, obligacjami skarbowymi i papierami dłużnymi przedsiębiorstw, co zapewnia najszerszą możliwą ekspozycję na rynki wschodzące — mówi Michael Hasenstab, zarządzający portfelami inwestycyjnymi i dyrektor w dziale obligacji międzynarodowych we Franklin Templeton Fixed Income Group.
W ofercie krajowych TFI są w sumie 23 fundusze inwestujące na europejskich i globalnych rynkach wschodzących (według danych Analiz Online). W styczniu to właśnie te produkty najlepiej zarabiały na zwyżkujących indeksach. W perspektywie trzech lat średnia stopa zwrotu w grupie funduszy akcji europejskich rynków wschodzących wyniosła ponad 54 proc. Polscy inwestorzy mają więc w czym wybierać. Czy oferta zagranicznego gracza może być zatem konkurencyjna?
Wyniki inwestycyjne są podobne. Fundusz Templeton Eastern Europe, który również inwestuje na rynkach rozwijających się, w ciągu trzech lat zarobił 83 proc. Minimalna wpłata to 5 tys. EUR. Opłata dystrybucyjna wynosi maksymalnie 5,5 proc., a koszty zarządzania nie przekraczają 1,6 proc. Dla porównania trzyletnia stopa zwrotu Pioneer Akcji Europy Wschodniej wynosi 109 proc. Pierwsza wpłata to 5 tys. zł. Opłata za zarządzanie jest dużo wyższa i wynosi 3,5 proc., a dystrybucyjna 5 proc.