Nowy Jork na piątym piętrze

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-11-29 00:00

Budynku, w którym pracuje Robert Mandżunowski, prezes LHI, nie da się nie zauważyć. Także jego wnętrza przyspieszają bicie serca.

— Ten budynek to taka nowoczesna zabaweczka, ma przyciągać kreatywnych ludzi — tłumaczy Robert Mandżunowski, prezes LHI, inwestora biurowca przy Chmielnej 25 w Warszawie.

Kompaktowy gmach jeszcze pachnie nowością. Po otwarciu miesiąc temu widziało go już wielu potencjalnych najemców, na dole właśnie rozgaszcza się salon Smyka. Rozmowy z gośćmi niemal zawsze mają ten sam punkt wyjścia: fasada.

— Ogłosiliśmy konkurs, siedem renomowanych pracowni przedstawiło swoje pomysły. Tylko jeden nie był zachowawczy, nie nawiązywał wprost do dawnej architektury. No i wygrał — wspomina Robert Mandżunowski.

Falowanie z Vitrą

To właśnie LHI jako pierwsze sprowadziło się na Chmielną 25. Gabinet prezesa kusi już na pierwszy rzut oka — jest usytuowany na drugim piętrze właśnie od strony ulicy. Okienny wykusz nęci, by stanąć na jego brzegu i chłonąć miejski gwar, patrząc na ulicę z perspektywy okna w dachu.

— Budynek miał być znakiem graficznym, dialogiem z otoczeniem. Miał wciągać, zachęcać do wejścia. Czasem wymieniam spojrzenia z przechodniami lub osobami z kawiarni naprzeciwko — tłumaczy Robert Mandżunowski.

Z przeszklonego gabinetu prezesa doskonale widać zamysł projektantów. Fasada stojącego po drugiej stronie Chmielnej Domu Dochodowego Banku Natansonów z 1910 r. faluje wzdłuż ulicy. Chmielna 25 przekornie podtrzymuje dialog, falując góra — dół.

— Bryła jest lekka, pełna światła także w środku. Jest spore atrium i szklany dach — mówi prezes LHI.

Podziwiamy loftowy klimat wnętrz, siedząc w wygodnych fotelach obitych czerwoną skórą. To projekt legendarnych Ray i Charlesa Eamesów — jednej z najoryginalniejszych par w historii wzornictwa — sprzed 55 lat. Świetnie wygląda do dziś. Fotele, podobnie jak komplet mebli, wykonano w niemieckiej manufakturze meblarskiej Vitra.

— Przyjechały z naszego poprzedniego biura na Muranowie. Nie ukrywam, że czekałem na Chmielną, na wielkomiejski klimat, na to, by w minutę zejść na spotkanie do klimatycznej kafejki tętniącej życiem — mówi gospodarz.

Ciśnienie w wąwozie

Choć Robert Mandżunowski z wykształcenia jest prawnikiem, książek prawniczych w jego gabinecie nie ma. Są za to albumy ze śmiałymi archiwalnymi projektami przebudowy Nowego Jorku i traktujące o Warszawie sprzed wieku ze zdjęciami m.in. Willy’ego Romera. Na ścianach nowojorskie powidoki kolejnego niemieckiego fotografika Horsta Hamanna.

— Nowy Jork jako miasto miast jest fascynujący. Nasz biurowiec ma nieco jego klimatu. Wjedziemy na wyższe kondygnacje i od razu pan to poczuje — mówi Robert Mandżunowski i chwilę później stoimy na tarasie piątego piętra.

Przed nami przedwojenny wieżowiec Prudentialu, po lewej Domy Towarowe Centrum, nowe drapacze chmur, Pałac Kultury. Na bliższym planie czynszówki sprzed 50 i 150 lat. A po prawej niekończący się prześwit Chmielnej przechodzącej w ulicę Foksal. Tam na horyzoncie, na końcu wąwozu kamienic majaczy Stadion Narodowy. A po drugiej stronie budynku, od ul. Widok, zielone podwórko za szklaną ścianą przyklejoną do fasady kamienicy zdemolowanej przez czas i niemieckie kule. Taki tygiel szybko podnosi ciśnienie. Gospodarz uśmiecha się szeroko i tylko rzuca retoryczne:

— Nieźle, co?