Cel, który został ustawiony przez chiński rząd, sugeruje, że wielka trójka z Detroit – GM, Ford i Chrysler, mające duże problemy z przetrwaniem na rynku - będzie miała jeszcze większe kłopoty, kiedy przyjdzie im zmierzyć się w przyszłości z międzynarodową konkurencją w sektorze hybrydowych aut.
Obecnie Chiny są daleko za USA, Japonią oraz innymi krajami produkującymi spalinowe pojazdy. Szansą dla Państwa Środka jest więc przeskoczenie obecnej technologii produkcji.
Liderem w produkcji hybrydowych aut jest Japonia, która produkuje samochody spalinowe wspomagane elektrycznymi napędami, np. toyotę prius lub hondę insight. Zdecydowanie w tyle w tej dziedzinie pozostają USA. Jedynym z pierwszych amerykańskich masowych aut hybrydowych typu plug-in jest chevrolet volt, którego wejście na rynek planowane jest dopiero w przyszłym roku.
Intencją Chin jest nie stworzenie przemysłu, który da setki miejsc prac i powiększy eksport kraju, lecz zredukowanie zanieczyszczeń i zmniejszenie zależności od ropy z krajów Bliskiego Wschodu. Wydaje się jednak, że elektryczne samochody nie usuną ciemnego smogu ani nie ograniczą zbytnio emisji gazów cieplarnianych. Powód? Chiny pozyskują 75 proc. swojej energii ze spalania węgla, co emituje dużo więcej sadzy i gazów cieplarnianych niż przy użyciu alternatywnych surowców.
Raport McKinsey & Company stworzony ostatniej jesieni pokazuje, że
zamiana w Chinach samochodów paliwowych na elektryczne (o tych samych
gabarytach) zmniejszyłaby emisję gazów jedynie o 19 proc.
Rząd Państwa
Środka stosuje już dopłaty do hybrydowych aut w wysokości do 8,8 tys. USD.
Subsydia te dotyczą zakupu taksówek i aut dla agencji rządowych. Władze
dopłacają również do badań nad nowoczesnymi technologiami i designem
elektrycznych samochodów.
Do końca 2011 r. Chiny planują zwiększyć produkcję do 0,5 mln hybrydowych i elektrycznych aut i autobusów rocznie.