Nowy zarząd ma uzdrowić Łukbut
Krzysztof Śledziński, nowy szef Łukbutu, ma za zadanie wyprowadzić spółkę na prostą. Analitycy uważają, że nie da się tego zrobić do końca roku.
Ostatnim posunięciem odwołanego 17 września zarządu łódzkiej spółki była wyprzedaż nagromadzonych w magazynach butów i próba ograniczenia kosztów działania poprzez konieczną redukcję zatrudnienia o 200 osób. Jednak Wojciechowi Pogodzińskiemu, byłemu prezesowi spółki, nie udało się w widoczny sposób naprawić sytuacji.
W dalszym ciągu położenie finansowe Łukbutu jest nie do pozazdroszczenia.
Po I półroczu 1999 firma wykazała 3,9 mln zł straty netto (w okresie styczeń-czerwiec 1998 roku Łukbut zanotował ujemny wynik finansowy na poziomie 1,69 mln zł). Wzrostowi strat towarzyszy zmniejszająca się sprzedaż. Narastająco od początku roku (do końca czerwca) wyniosła ona niespełna 8,9 mln zł — blisko 40 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.
— Niewątpliwie zasługą odwołanego zarządu jest to, że firma nadal istnieje. To jednak zbyt mało. Poprzedni zarząd nie nadążał z wprowadzaniem zmian dostosowujących spółkę do pogarszającej się sytuacji na rynku. Z tego powodu organ nadzorczy uznał, iż konieczne są zmiany — poinformował Janusz Płacica, przewodniczący rady nadzorczej Łukbutu i dyrektor inwestycyjny Trinity Managament, firmy zarządzającej majątkiem III NFI.
Nowy zarząd ma sprawić, by spółka znów była rentowna. Do tego potrzeba większej elastyczności firmy i zupełnie nowa, uatrakcyjniona oferta.
Zdaniem analityków, tak poważnych zmian nie da się przeprowadzić natychmiast. Dlatego też akcjonariusze spółki muszą liczyć się, że 1999 rok Łukbut zakończy ujemnym wynikiem finansowym.