Rynki amerykańskie bardzo dobrze rozpoczęły miesiąc, który historycznie jest uważany za najgorszy dla akcji w czasie całego roku. Nie można wykluczyć, że to są miłe złego początki, ale wyglądało to bardzo przekonująco, a indeks szerokiego rynku S&P 500 po trzech miesiącach opuścił trend boczny dając sygnał kupna. Bykom nic nie przeszkadzało. Przedłużony weekend przebiegł spokojnie, a z pewnością były obawy o to, czy na terenie USA nie będzie miał miejsca akt terroru. Indeks aktywności części produkcyjnej gospodarki wzrósł bardziej niż prognozowano pokazując, że gospodarka rozwija się. Goldman Sachs przedstawił prognozę, zgodnie z którą wydatki na high-tech wzrosną w tym roku. To podniosło kursy producentów komputerów i oprogramowania. Z kolei Merrill Lynch podniósł rating dla Fannie Mae i Freddie Mac. To podniosło kursy w sektorze finansowym anulując formację RGR. Załamanie takiej formacji jest silnym sygnałem kupna. Na szerokim rynku powstał techniczny sygnał kupna, a S&P 500 ma otwartą drogę do obszaru 1040 – 1065 pkt.
Dzisiaj rynki europejskie powinny się zachowywać dużo lepiej niż wczoraj, kiedy panowała niepewność. Wpływ mogą mieć dane makro. Tuż przed 10.00 dostaniemy raporty o aktywności sektora usług we Francji (prognoza 52,5 pkt.), w Niemczech (49 pkt.) i całym Eurolandzie (51 pkt.). Im więcej, tym lepiej. O 12.00 dowiemy się, jak w wyglądała w czerwcu sprzedaż detaliczna w Eurolandzie (prognoza: +0,4 proc. m/m). To są jednak dane historyczne, więc wpływ na rynek nie będzie duży. W USA o 16.00 pojawią się dane o wydatkach na konstrukcje budowlane w lipcu (prognoza +0,4 proc.). Normalnie nie miałby wielkiego wpływu na rynek akcji, ale teraz inwestorzy już bardzo podejrzliwie patrzą na rynek budowy domów, więc słabe dane mogłyby ich wystraszyć. Jednak zdecydowanie większe znaczenie będzie miała publikacja raportu Fed, zwanego Beżową Księgą (o 20.00).
U nas wczoraj początek sesji pokazał jak może wyglądać handel po euforycznych wzrostach. Otwarcie wysokie, a potem realizacja zysków z olbrzymią zmiennością kursów podczas sesji. Po prostu w piątek i poniedziałek podciągnięto kursy na niezwykle wysokie poziomy, z których zaczęto wczoraj realizować zyski, ale uważam, że to jeszcze o niczym nie świadczy. Po takim szaleństwie, jakie widzieliśmy ostatnio, należy się odpoczynek, ale jak widziałem to, co się działo w piątek i poniedziałek, to zadawałem sobie pytanie: dlaczego WIG-20 ma nie wzrosnąć jednym ruchem do 1.900 pkt? Chyba dwa tygodnie temu, po przełamaniu 1.460 pkt., pisałem o wzroście WIG-20 do 1.900 pkt. Wtedy redakcja zmieniła mi tytuł na taki, w którym była sugestia, że następny opór jest dopiero na 1.900 pkt. Może ktoś miał przebłysk jasnowidzenia? To, na tym etapie, jeszcze żart, ale bezkarność funduszy prowadzących rynek do góry jest tak duża, że może się okazać, że nie ma się z czego śmiać.
Jest jeden element rynku, który każe podejrzewać, że początek dłuższej korekty jest blisko. Oczywiście oprócz euforii, która sama z siebie jest takim elementem. Otóż optymizm kontraktów jest niezwykły. Dodatnia baza chwilami ponad 30 punktowa to jeden z sygnałów przesadnego optymizmu, który zawsze źle się kończy. Tyle tylko, że nie ma możliwości, żeby postawić prognozę, kiedy dokładnie przyjdzie załamanie. Wydaje się, że większość inwestorów czeka na bardziej wyraźną realizację zysków (wczorajszy początek sesji to zdecydowanie za mało). Ale czy na pewno większość tego oczekuje, skoro baza na kontraktach jest tak dodatnia? Przydałoby się zobaczyć nowy odczyt Wigometru, żeby sprawdzić, jakie są nastroje. Jeśli kontrakty pokazują to, o czym myśli większość, to dłuższa realizacja zysków wkrótce nastąpi. Dzisiaj jednak obóz byków powinien rządzić na rynku. Gdyby podaż niespodziewanie zaatakowała, to oznaczałoby, że przyszedł czas na dłuższy postój, jeśli nie na poważniejszą korektę.