O chorym dziecku i zachłannym ojcu

Joanna Barańska
opublikowano: 2007-08-24 00:00

Tonący brzydko się chwyta — powiadał Antoni Słonimski. W Żyrardowie działa stowarzyszenie charytatywne pomagające chorym dzieciom. Przeznacza na nie dochód uzyskany ze sprzedaży krzyżówek. W krzyżówkach zamieszcza zdjęcia dzieci, opisy ich chorób i dramatyczne apele, żeby przekazywać pieniądze, bo rodziców nie stać na opiekę i rehabilitację. Takim dzieckiem była także Marta F.

Ojciec Marty podpisał legalną umowę. Stowarzyszenie zobowiązało się w niej przeznaczać pieniądze na leczenie Marty w miarę ich wpływania. Rodzic miał przekazać informacje o chorobie i zdjęcie córki. Stowarzyszenie wysłało pieniądze. Ojciec nie wysłał apelu o pomoc w leczeniu Marty, który sam miał napisać.

Poczta przyniosła stowarzyszeniu pismo, a w nim informację, że ojciec poskarżył się do sądu. Najpierw doniósł generalnemu inspektorowi ochrony danych osobowych, że stowarzyszenie nielegalnie rozpowszechnia wizerunek Marty oraz przedstawia jej sytuację rodzinną. Generalny inspektor odpowiedział, że nie jego jest rzeczą badać umowy między stronami, a z umowy wynikało, że ojciec pozwala publikować to i to. Rodzic stwierdził, że generalny inspektor zachował się stronniczo, bo uwzględnił tylko racje stowarzyszenia. W odwecie palnął skargę do sądu administracyjnego.

Zdaje się, że pan F. uczynił sobie z choroby córki dodatkowe źródło dochodu. Chyba myśli, że jak tutaj wygra, to zaskarży nas o odszkodowanie. A w ogóle złamał nasz regulamin wewnętrzny, my wspieramy tylko tych, którzy nie sięgają po pomoc z innych źródeł — skomentowała sytuację prezes stowarzyszenia.

Sąd administracyjny jest administracyjny i nie służy do tego, żeby badać umowy cywilnoprawne. W umowę więc nie wnikał. Ani w to, czy pan F. szukał pomocy jeszcze gdzie indziej. Wyrok wydał prosty. Uznał, że stowarzyszenie miało prawo żądać danych i je przetwarzać, bo wykonanie umowy — przekazanie dziecku pomocy — wymagało operacji finansowych. Do tego potrzebne są dane, ustawa o danych osobowych pozwala, a ustawa o rachunkowości nakazuje je w takim przypadku przetwarzać.

Morał z tego taki, że jak się czegoś chce, to coś wypada też dać, choćby to były dane osobowe. Ojcu chorego

dziecka mogę współczuć,

ale reguły ustala jednak

pomagający. A w ogóle skarga

do sądu administracyjnego

kosztuje 100 zł, wiem, że to niewiele, ale w trudnej sytuacji materialnej nie lepiej było zachować te pieniądze dla dzieciaka?