O czym świadczy bessa na rynku surowców

Krzysztof Kolany
opublikowano: 2023-03-22 20:00

Mierzący ceny najważniejszych surowców indeks CRB w marcu znalazł się na najniższym poziomie od wybuchu wojny na Ukrainie. Licząc od zeszłorocznego szczytu wskaźnik ten zaliczył obsunięcie od ponad 20 proc.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Poprzednie lata przyniosły spektakularną hossę na rynkach surowcowych. Między kwietniem 2020 r. a czerwcem 2022 r. indeks CRB wzrósł przeszło trzykrotnie, osiągając najwyższą wartość od dziesięciu lat. Stopa zwrotu za 2021 r. wyniosła 38,5 proc., a w ubiegłym roku CRB dołożył niemal 20 proc. - i to mimo słabego drugiego półrocza. Była to pierwsza odsłona surowcowej superhossy, o której w PB pisaliśmy dwa lata temu.

Z perspektywy czasu widać, że ten pierwszy etap surowcowej superhossy zakończył się w czerwcu 2022 r., kiedy to ustąpiła większość szoków wywołanych przez rosyjską agresję na Ukrainę i zachodnie sankcje na Rosję. Odblokowanie czarnomorskich portów, ustabilizowanie rynków paliwowych oraz postępujące spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie sprawiły, że notowania surowców zaczęły się osuwać. Najpierw potaniały ropa naftowa i paliwa, potem zboża, a następnie metale przemysłowe.

Rynki grawitujące

Najnowsza fala surowcowych spadków rozegrała się w marcu, kiedy to indeks CRB poszedł w dół o ponad 6 proc. i znalazł się na najniższym poziomie od stycznia 2022 r. Oznaczało to też spadek o ponad 22 proc. względem zeszłorocznego maksimum. Taki ruch spełnia uznaniową definicję bessy, która według amerykańskich standardów określana jest jako spadek o przynajmniej 20 proc. od szczytu. Było to także wybicie dołem z trwającej od września konsolidacji. Otrzymaliśmy negatywny sygnał także na gruncie analizy technicznej.

Szybki rzut oka na tabelę notowań wskazuje, które commodities pociągnęły za sobą cały sektor. Po pierwsze, był to europejski gaz ziemny, który przez ostatni miesiąc potaniał o ponad jedną piątą i osiągnął najniższe ceny od sierpnia 2021 r. Na holenderskiej giełdzie za MWh błękitnego paliwa płaci się mniej niż 40 EUR, podczas gdy w szczycie gazowej paniki latem ubiegłego roku ceny przekraczały 300 EUR. Po drugie, na fali obaw o kondycję amerykańskiego sektora bankowego kurs ropy naftowej spadł o 10 proc. i znalazł się na najniższym poziomie od grudnia 2021 r. Mocno potaniały także nikiel (o 15 proc. w miesiąc), rzepak oraz pallad. Inny z bohaterów roku 2022 – czyli węgiel – w holenderskich portach na początku marca był najtańszy od wybuchu wojny na Ukrainie i kosztuje ok. 124 USD/t. Dla porównania, jeszcze na początku grudnia wyceniany był na 280 USD/t, a w sierpniu na 380 USD/t.

Umiera chińska nadzieja

Jesienią inwestujący w surowce liczyli, że zerwanie z polityką covidowych lockdownów w Chinach doprowadzi do eksplozji chińskiego popytu i podbije notowania ropy, paliw i metal przemysłowych. Tak się jednak nie stało. Mimo otwarcia chińskiej gospodarki rynki commodities nie doświadczyły boomu podobnego do tego z roku 2021, gdy zdejmowano epidemiczne restrykcje w USA i Europie.

Według obliczeń analityków Goldman Sachs na początku stycznia Chiny zużywały 15,5 mln baryłek ropy dziennie, czyli o milion więcej niż pod koniec jesiennego zamknięcia gospodarki w późnym listopadzie. Szacunki Goldmana mówią, że w lutym chińskie zapotrzebowanie na ropę naftową obniżyło się do 15 mln baryłek dziennie i było tylko o 2,7 proc. wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zatem istotne zwiększenie chińskiego popytu na paliwa wciąż pozostaje w sferze prognoz i spekulacji.

Kilka dni temu słynący z bardzo byczych prognoz dla ropy analitycy Goldmana obniżyli prognozy cen ropy Brent ze 100 do 94 USD za baryłkę w horyzoncie następnych 12 miesięcy. W dalszym ciągu są to wartości o ok. 20 USD na baryłce wyższe od obecnych.

“Ceny ropy spadły mimo chińskiego boomu popytowego za sprawą rosnącego napięcia w sektorze bankowym, obaw przed recesją oraz exodusu inwestorów” – uzasadnili eksperci Goldman Sachs.

Znacznie łagodniejszą korektę obserwujemy na innym „chińskim” surowcu – czyli na miedzi. W połowie marca ceny czerwonego metalu na londyńskiej giełdzie spadły poniżej 8500 USD/t. Oznaczało to wykasowanie większości tegorocznych zysków, ale wciąż to poziom względnie wysoki na tle tego, co obserwowaliśmy przed 2021 r. Miedź nadal też pozostaje wyraźnie droższa niż latem ubiegłego roku, gdy jej notowania dołowały na poziomie około 7000 USD/t.

Cykl przeciw surowcom

Przez cały 2022 r. obserwowaliśmy hamowanie tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych i w Europie. Jesienią Zachód stanął na skraju recesji. Oczekuje się, że pierwsza połowa tego roku przyniesie cykliczny dołek koniunktury, z możliwą ujemną dynamiką roczną PKB w strefie euro. Równocześnie od początku 2023 r. na Starym Kontynencie obserwujemy procesy dezinflacyjne. Co prawda inflacja nie spowalnia tak szybko, jakbyśmy sobie tego życzyli (i jak to prognozowano jeszcze kilka miesięcy temu), ale narastający kryzys bankowy może przyspieszyć zarówno procesy dezinflacyjne, jak i recesyjne.

Zatem jakkolwiek by nie patrzeć znaleźliśmy się w okresie dezinflacyjnego spowolnienia gospodarczego, które statystycznie nie służy surowcom. W klasycznym modelu cyklu rotacji aktywów jest to okres preferujący obligacje o stałym kuponie. Teoretycznie na kolejną odsłonę surowcowej hossy możemy poczekać jeszcze kilka dobrych miesięcy, a może nawet kwartałów. Wcześniej powinniśmy zobaczyć lokalny dołek dynamiki PKB oraz falę obniżek stóp procentowych w bankach centralnych. Zgodnie z tym modelem czas surowców nastanie dopiero po tym, gdy inflacja cenowa ustanowi cykliczne minimum. A więc raczej nie tak szybko i być może dopiero w 2024 r.

Reasumując, niedawne rozstrzygnięcia na rynkach surowcowych sugerują nam kontynuacje bessy w tym sektorze. Cenom commodities nie sprzyja recesyjne otoczenie makroekonomiczne wsparte wciąż restrykcyjną polityką banków centralnych. Surowcowa hossa powinna powrócić dopiero po poluzowaniu monetarnych cugli i po zakończeniu trendu dezinflacyjnego.