O koniunkturze na GPW zdecydują gracze zagraniczni

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-03-30 00:00

Wczoraj prezydent już po pierwszym spotkaniu praktycznie podjął decyzję, że kandydatem na premiera będzie Marek Belka. Ponieważ SLD nie powiedziało „nie”, a wątpię, by SDPL pod wodzą Marka Borowskiego sprzeciwiała się tej kandydaturze, to sytuacja jest już prawie jasna. Marek Belka będzie miał 14 dni na uformowanie rządu i znalezienie poparcia wśród ugrupowań parlamentarnych.

Jest duża szansa, że taki rząd powstanie, a wybory będą dopiero na wiosnę przyszłego roku. Wtedy plan Jerzego Hausnera zostanie przyjęty, a budżet na 2005 rok przygotuje nowa ekipa. Rynki bardzo dobrze odebrały ten wybór, ale ja mam wątpliwości. Marek Belka jest znakomitym ekonomistą, ale słabym politykiem. W obecnej sytuacji, na czele rządu powinien stać wybitny polityk i ekonomista. Jeśli będzie to jednak Marek Belka (ja uważam, że nie uda mu się zdobyć poparcia, a premierem zostanie Józef Oleksy), to jest pewne, że Jerzy Hausner będzie w rządzie, nie będzie w nim PSL, a plan reform zrealizuje się, o ile nie zablokuje go Unia Pracy. Sądząc po wystąpieniu Marka Pola nie jest to wykluczone.

Inwestorzy czekali od rana na kandydaturę Marka Belki, więc na giełdzie panował optymizm. Ale przebieg sesji mi się nie podobał, a na fixingu opór techniczny nie został przełamany. Nie wszystko, zarówno u nas, jak i na świecie jest jasne. Nic dziwnego, że nie było euforii. Na GPW rządzi kapitał zagraniczny, a sądząc po zachowaniu giełd naszego regionu widać, że chce wzrostów. Widziałem już hossę, gdy premier Oleksy był oskarżany o szpiegostwo, więc żadne zachowanie giełdy mnie nie zdziwi.

Wszystko zależy, jakie plany w krótkim okresie mają inwestorzy zagraniczni. Jeśli chcą typowej, kwietniowej hossy (wzmocnionej oczekiwaniem na wejście do UE), to taka hossa nastąpi bez względu na to, co będzie się działo w polityce. Jeśli ich plany są bardziej długofalowe, to po zdyskontowaniu kandydatury Marka Belki popyt się cofnie i będzie czekał na wyjaśnienie sytuacji, a indeksy wejdą w korektę. Nadal wszystko zależy od polityków.

W USA w piątek po małym wolumenie widać było, że panowała niepewność przed weekendem, a to nic nie mówiło o prawdziwych nastrojach. W niedzielę szef Della powiedział, że spółka przekroczyła prognozowaną na koniec stycznia roczną wartość sprzedaży. To plus dla rynku. Jeśli nie doszły nowe informacje, to można było oczekiwać kontynuacji odbicia. Z rynkami USA będzie w tym tygodniu problem. Czas w USA zmieni się na letni dopiero w niedzielę, więc sesja będzie się rozpoczynała po zamknięciu sesji w Warszawie, a część ważnych danych makro (np. dzisiejszy indeks zaufania) będzie podawana o 17.00.

Indeksy w Eurolandzie wczoraj rosły. Nic dziwnego. Inwestorzy czekali na posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB), a koniec kwartału wywoływał „window dressing”. Poza tym liczono na zwyżkę w USA. Na GPW ważna była jednak przede wszystkim sytuacja polityczna. Prezydent Aleksander Kwaśniewski już w piątek zrobił to, co powinien był zrobić — zaapelował do polityków i mediów, by uszanowali decyzję premiera. Ale w czasie weekendu widać było, że jest to wołanie na puszczy, a chocholi taniec polityków trwał. Zapewne powinny się odbyć wcześniejsze wybory, bo poparcie mają inni ludzie niż ci, którzy zostali wybrani. Będę jednak powtarzał, że wybory przed uchwaleniem ustaw składających się na plan Hausnera byłyby sabotażem.

Inwestorom na rynkach finansowych jest wszystko jedno, kto będzie rządzić w Polsce. Ale nie jest im wszystko jedno, co będzie się działo w finansach i realnej gospodarce. Plan Hausnera daje im pewność, że Polska myśli o finansach, a kompromis w sprawie konstytucji uspokoi inwestorów, że Polska nie będzie obsadzona w Unii w roli Czarnego Piotrusia.