O nas bez nas

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-01-28 00:00

Profesor Klaus Schwab, inicjator i przewodniczący Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum — WEF) — które od środy do niedzieli odbywało się w szwajcarskim kurorcie Davos — nie przypuszczał, że w tym roku główny temat narzuci mu samo życie. Tuż przed otwarciem WEF zatrzęsły się światowe rynki finansowe, a czarne okładki gazet — w tym „PB” — obwieściły giełdowy krach. Dlatego podstawowym tematem nie był np. głód w Afryce lub plan pokojowy dla jakiegoś regionu, lecz widmo recesji w Stanach Zjednoczonych oraz podszyta strachem analiza, czy zainfekowana zostanie również reszta świata. Pytania pozostały bez odpowiedzi, zgoda zapanowała tylko co do jednego — że obecna sytuacja jest pierwszym tak dramatycznym testem globalizacji.

Jako rynek wschodzący uczestniczymy w tej rozgrywce, dlatego dobrze byłoby wiedzieć z pierwszej ręki, co się święci, a przynajmniej — jakie są efekty burzy mózgów. W tym kontekście nieobecność w Davos premiera Donalda Tuska wypada ocenić jako duży błąd polityczny, który będzie miał odłożone w czasie następstwa. Zwłaszcza, że WEF rygorystycznie przestrzega zasady, iż imiennych zaproszeń się nie przekazuje — dlatego nie miał prawa pojechać w zastępstwie, powiedzmy, inżynier Waldemar Pawlak czy minister finansów Jan Vincent-Rostowski. Fatalne PR-owsko było tłumaczenie premiera, że nie mógł sobie pozwolić na zostawienie na cztery dni ważnych spraw kraju. Ale przecież tyle nikt nie wymagał! Standardem Davos jest, że polityczne VIP-y wpadają na jeden czy dwa ważne panele i zaraz wypadają, po dniu czy po zaledwie kilku godzinach pobytu. Dwa lata temu zrobił tak premier Kazimierz Marcinkiewicz i było to w porządku — abstrahując od tego, czy miał coś do powiedzenia.

Tegoroczna reprezentacja Polski w Davos była dramatycznie słaba. Jeśli kogoś zakonspirowanego pominę, to przepraszam, ale według mojej wiedzy wśród 2500 uczestników WEF znalazła się zaledwie garstka naszych: prezes warszawskiej giełdy Ludwik Sobolewski, prezes grupy ITI Wojciech Kostrzewa i dwaj zaliczeni do grona młodych liderów globalnych — autor wypowiedzi obok Jacek Szwajcowski z PGF oraz Jacek Olechowski, szef agencji reklamowej DougFaberFamily. Nawet w najlepszych czasach Davos zapraszało najwyżej tuzin Polaków, wliczając w to takie osoby, jak prezydent Aleksander Kwaśniewski czy prezes NBP Leszek Balcerowicz. Jednak tegoroczne generalne zlekceważenie WEF świadczy po prostu o zaściankowości Polski. A przecież to właśnie na takich spotkaniach politycy i inwestorzy wyznaczają poziom biznesowego zaufania do danego kraju.

Z drugiej strony — znaczenia Davos nie należy również fetyszyzować, zwłaszcza że szczytny dorobek hasłowy wielu poprzednich spotkań WEF okazywał się po latach miałki. Ale w ten sposób dałoby się zdeprecjonować wszystko: sesje ONZ, konferencje klimatyczne, szczyty najbogatszych z grupy G-8, wreszcie — szczyty unijne, wdrażające wciąż tylko na papierze strategię lizbońską. Skoro takie igrzyska po coś się odbywają, to trzeba w nich koniecznie uczestniczyć i nie wyrzucać zaproszenia.

Jacek Zalewski