O wyborze certyfikatora decydują marka i cena

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2003-02-11 00:00

Dla wielu polskich przedsiębiorców praktycznie nie ma znaczenia, kto będzie certyfikować ich system zarządzania jakością, istotne jest tylko, aby była to firma znana. Nie zawsze można jednak postawić znak równości między identycznymi certyfikatami z rodziny ISO 9000, przyznawanymi przez jednostki o tym samym poziomie.

Specjaliści branży zgodnie twierdzą, że mimo iż nie ma reguł określających zasady wyboru certyfikatora, jednak można mówić o pewnych tendencjach wśród organizacji wdrażających systemy ISO. Jeden z kierunków wyznacza eksport.

— Rodzimymi jednostkami interesują się przede wszystkim przedsiębiorcy działający tylko na polskim rynku. Tymczasem firmy operujące za granicą, raczej skłaniają się ku jednostkom międzynarodowym — twierdzi Barbara Zorn z Lloyd’s Register.

Biorąc pod uwagę, że spora liczba polskich producentów szuka odbiorców na rynku niemieckim, bardzo popularni są certyfikatorzy wywodzący się z tego kraju.

— Obecnie do Niemiec trafia około 35 proc. polskiego eksportu, co stanowi ponad połowę sprzedaży na rynek UE. Uważam, że to jedna z przyczyn zainteresowania polskich firm naszymi usługami certyfikacyjnymi, tym bardziej że uzyskaliśmy również akredytację Polskiego Centrum Akredytacji —mówi Stanisław Pater, prezes RW TüV Polska — filii niemieckiego RW TüV.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku przedsiębiorstw zamierzających eksportować na przykład do Wielkiej Brytanii. Większość z nich wybiera angielskie jednostki, takie jak LRQA czy BSI. Wśród holenderskich odbiorców największym zaufaniem cieszą się natomiast certyfikaty wydawane przez wywodzącą się z tego kraju Kema Quality, a w krajach nordyckich — świadectwa Det Norske Veritas itd.

Spory wpływ na wybór jednostki certyfikującej ma to, że miała ona wcześniej do czynienia z określoną branżą. Na przykład LRQA kojarzony jest z certyfikacją firm sektora spożywczego, służby zdrowia oraz morskiego, a RW TüV z przemysłem metalowym, budownictwem i motoryzacją.

— Tutaj w dużym stopniu działa poczta pantoflowa — firmy patrzą, do kogo zwrócili się konkurenci, i wybierają tę samą jednostkę — wyjaśnia Stanisław Pater.

Jednak ciągle dla wielu firm najważniejsza pozostaje renoma jednostki certyfikującej zarówno w Polsce jak i za granicą.

— Wybierając jednostkę certyfikującą, kierowaliśmy się przede wszystkim jej marką —mówi Ryszard Wierzbicki, dyrektor do spraw integracji systemów w spółce Exbud.

— Wybierając certyfikatora, stosowaliśmy trzy kryteria: sposób wykonania usługi, markę i cenę. Ta kolejność nie jest przypadkowa, gdyż przede wszystkim zależało nam na otrzymaniu rzetelnej informacji o naszym systemie zarządzania — dodaje Wojciech Białek, kierownik działu zarządzania jakością w PTC Era.

Mimo możliwości zmiany certyfikatora w trakcie wdrażania systemu, firmy raczej pozostają przy swoich pierwszych decyzjach. Nawet jeżeli wyboru dokonywały kilka lat wcześniej.

— W 1995 r. wybraliśmy PCBC, ponieważ wtedy była to jedna z nielicznych firm na polskim rynku i zdecydowanie największa — mówi Krzysztof Gerant, zastępca dyrektora departamentu jakości w firmie Alcatel Polska.

Ten sam sposób wyboru potwierdza Edyta Turkiewicz z DHL.

— Wdrażając w połowie lat 90. system zarządzania jakością, zdecydowaliśmy się na Kemę Quality, ponieważ była wtedy jedyną firmą certyfikującą systemy zarządzania jakością w firmach prowadzących działalność usługową — mówi Edyta Turkiewicz.