Obiad U Jędrusia, nie tylko pierogi

W Chinach produkować, w polskich biurowcach rozwinąć katering — to plany króla pierogów i krokietów

Miał być włączony do ketchupów, mieć inwestora finansowego, iść na giełdę. Ostatecznie radzi sobie sam. Grupa U Jędrusia, producent pierogów i krokietów z Małopolski, rośnie jak na drożdżach dzięki kontraktowi z Biedronką i chce pierogami karmić Chińczyków.

Biedronkowy bodziec

O producencie wyrobów garmażeryjnych zrobiło się głośno w 2011 r., gdy chciał go kupić koncern Heinz, który w Polsce przejął Pudliszki. Negocjacje się przedłużały, a firma urosła w tym czasie na tyle mocno, że właściciele oczekiwali wyższej kwoty. Heinz odmówił. Tymczasem producent musiał rosnąć, by sprostać coraz większym zamówieniom dynamicznie rozrastającej się sieci Biedronka.

— W tym roku wydaliśmy 40 mln zł na zwiększenie mocy produkcyjnych. Myśleliśmy o zdobyciu pieniędzy na giełdzie, ale ostatecznie poradziliśmy sobie, dodając do funduszy własnych kredyt bankowy i leasing. Parkiet nie jest więc nam na razie potrzebny — mówi Andrzej Krupiński, prezes grupy U Jędrusia. Jej przychody sięgną w tym roku 200 mln zł, a zysk netto 10 mln zł. W przyszłym roku sprzedaż ma urosnąć do 300 mln zł dzięki m.in. zestawom obiadowym pochodzącym z nowo powstałego zakładu w Wieliczce.

— Cały czas poszerzamy ofertę produktów. Do naszej specjalności, czyli pierogów i krokietów, dodajemy wiele zestawów obiadowych: mięsa, ziemniaków oraz surówki — mówi prezes.

— Firma wypełnia ciekawy segment rynku, który w Polsce dopiero kiełkuje. Chłodzone dania gotowe, które okupują półki w supermarketach na Zachodzie, do niedawna w Polsce nie istniały, a segment gotowych posiłków zdominowany był przez produkty pasteryzowane w słoikach. Kluczem do rozwoju tej kategorii jest dystrybucja — szybka dostawa i sprzedaż produktu, który ma stosunkowo krótki termin ważności — mówi Piotr Grauer, ekspert firmy doradczej KPMG.

Początek chłodzenia

Rozkwitu kategorii produktów chłodzonych pewny jest Iglotex.

— Produkty chłodzone wpisują się w najpopularniejsze trendy rynkowe, czyli zainteresowanie produktami świeżymi i zdrowymi, które jednocześnie można łatwo i szybko przygotować do spożycia. Początki tego rynku to przed wszystkim typowo polskie produkty, jak krokiety, naleśniki, pierogi, kopytka czy pyzy. Wzorem krajów zachodnich pojawiają się na nim coraz bardziej skomplikowane wyroby. My rozpoczęliśmy budowę kategorii chłodzonej pizzy i zapiekanek. Raczkować zaczynateż kategoria zestawów obiadowych — twierdzi Paweł Nowakowski, członek zarządu Igloteksu.

Z danych spółki wynika, że rok temu rynek detaliczny produktów chłodzonych wart był około 400 mln zł, z czego największy udział miały pierogi.

— Jego wartość rośnie w tempie dwucyfrowym, ale cały czas jest znikoma w porównaniu z rozwiniętymi krajami Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę, że rynkiem mocno interesują się największe sieci handlowe w Polsce, należy spodziewać się dużego wzrostu. Jest miejsce i na kolejne kategorie produktów, i na zwiększanie sprzedaży tych, które już są — uważa Paweł Nowakowski. Zestawy obiadowe od U Jędrusia mają trafić nie tylko na sklepowe półki, ale też bezpośrednio do biurowców i instytucji.

— Chcemy na nich oprzeć nową nogę biznesu, którą będzie katering — mówi Andrzej Grupiński.

Karmienie ludzi pracy rozpocznie w przyszłym roku od rodzimej Małopolski. Później chce ruszyć na Śląsk.

— Polacy żyją coraz szybciej, więc dania gotowe ułatwiają im życie. Widzimy ogromne zapotrzebowanie na takie produkty. Ponadto nie wyrósł na razie żaden duży gracz, który zaopatrywałby firmy w takie obiady. Są to raczej mali, lokalni producenci, którzy robią kanapki czy makaron z dodatkami, często bez przestrzegania odpowiednich norm co do jakości i bezpieczeństwa — tłumaczy Andrzej Krupiński. Firma chce także podwoić w ciągu roku liczbę stoisk ze swoimi wyrobami na placach targowych i przy ruchliwych ulicach. Obecnie ma ich 14.

— Realizacja tych planów i nadążenie za wzrostem Biedronki będzie wymagało od nas kolejnych inwestycji. W przyszłym roku zbierzemy wszystkie pozwolenia na rozbudowę naszego pierwszego zakładu w Morawicy. Miejsce na dodatkowe moce mamy również w Wieliczce — dodaje prezes.

Pierogi po chińsku

Ambicje małopolskiego biznesmena nie kończą się na kraju. Obecnie firma eksportuje 10 proc. produkcji, głównie do Wielkiej Brytanii. W tym roku rozpoczęła współpracę z siecią Maxima w krajach bałtyckich. Patrzy jednak dalej. — Pierogi są przecież jedną z potraw narodowych Chin. Sens ma jednak produkcja na miejscu. Nasz pomysł to, wzorem drobiarskiego Konspolu, joint venture z lokalnym partnerem. My wniesiemy technologię, a partner — finansowanie. Harmonogramu projektu jeszcze nie mamy — mówi Andrzej Krupiński.

— Ja cały czas prezesa U Jędrusia na to namawiam i będę pomagał w tym projekcie. Eksport nie ma szans powodzenia nie tylko ze względu na koszty, ale także termin ważności chłodzonych produktów. Poza tym surowce są tam znacznie tańsze, podobnie siła robocza. Liczba konsumentów razem z pobliskimi Indiami jest zaś tak ogromna, że o takiej grupie klientów Europa może tylko pomarzyć — twierdzi Kazimierz Pazgan, prezes Grupy Konspol. Za rok o tej porze Konspol ma ruszyć pełną parą z produkcją w Dżakarcie, a w Chinach będzie kopiował wypracowany tam model biznesu. Prezes spółki zapewnia, że grupa ma już ziemię i pozwolenia, by rozpocząć inwestycję w Państwie Środka.

Trudne początki

O polsko-chińskim moście, przez który przepływać miały towary, pierwszy zaczął głośno mówić Pronox, dystrybutor sprzętu IT. Sam skończył w upadłości, m.in. z powodu opcji walutowych. Polsko-chińskie inwestycje wciąż nie ruszyły pełną parą. Zakłady w Chinach ma Selena. Fabrykę tabletów ma tam również polska Vedia. Do budowania w Państwie Środka zaczęła przygotowywać się branża spożywcza. Drobiarski Konspol ma ziemię w Shenzen. O mleczarniach w Chinach myślą Mlekovita i Polmlek. Do Chin ciągnie też Bakomę, która na razie zakłada tam spółkę handlową.

OKIEM EKSPERTA

Wiarygodność i prawo

BARTOSZ KOMASA

Bank of China w Polsce

Widzimy spore zainteresowanie polskich firm inwestycjami w Chinach, które planują joint venture i produkcję na miejscu. Dwa najważniejsze problemy, na które się natykają, to wiarygodność finansowa i prawo własności intelektualnej. Chińscy partnerzy często deklarują, że są bardzo dużymi producentami i mają ogromne możliwości dystrybucyjne czy handlowe, a później okazuje się, że są znacznie mniej potężni. Naturalnym zadaniem banku takiego jak nasz jest sprawdzenie tych informacji. Inny ważny aspekt to znajomość lokalnego prawa. Wielu inwestorów boi się, że ich prawa intelektualne nie będą chronione, a druga strona przejmie technologię i zacznie produkować pod własną marką.

Tymczasem dobranie odpowiedniego partnera, który będzie miał dostęp do sieci dystrybucji w kilku prowincjach, pozwoli producentowi na sprzedaż na ogromnym rynku. Powinien jednak uzbroić się w cierpliwość. Znamy przykłady, gdy budowa polsko-chińskich relacji trwała trzy lata, zanim partnerzy przystąpili do wspólnego biznesu. W tym czasie poznali swoje rodziny, kraje i zakłady. Polscy przedsiębiorcy powinni też pamiętać, że dla Chińczyków ważna jest elastyczność — mają tendencję do wprowadzania zmian do podpisanych umów.

OKIEM EKSPERTA

Brakuje umowy o współpracy

ANDRZEJ PUTA

dyrektor Departamentu Finansowania Handlu i Faktoringu, HSBC Bank Polska

Ekonomiści HSBC przewidują, że do 2050 r. Chiny będą największą gospodarką świata, a dochód przeciętnego Chińczyka wrośnie prawie siedmiokrotnie. Dane chińskiego ministerstwa handlu wskazują, że, najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych napływa do Państwa Środka z innych krajów azjatyckich (w tym z Hongkongu i Japonii), USA, Niemiec czy Francji. Są to kraje albo z tego samego kręgu kulturowego co Chiny, albo znacznie zamożniejsze niż Polska, które od lat przodują w inwestycjach zagranicznych. Na polskie inwestycje w Chinach wpływ będą miały m.in. relacje między Chinami a UE. Wobec ogromnego napływu chińskich towarów do Europy Unia wprowadziła kontyngenty, aby chronić swój rynek. Spowodowało to pogorszenie relacji. W ostatnich latach Unia była bardziej skupiona na swoich problemach. W związku ze stabilizacją sytuacji jest szansa na powrót do tematu, być może już przy okazji szczytu UE — Chiny, który odbędzie się pod koniec listopada. Chodzi o to, aby stworzyć ramy prawne europejskich inwestycji w Chinach poprzez podpisanie specjalnej umowy. Mogłoby to zaowocować zwiększeniem dostępu europejskich firm do tamtejszego rynku, lepszą ochroną inwestorów, poprawą dostępu do sądów i zamówień publicznych czy też zniesieniem obowiązku tworzenia joint ventures z chińskimi firmami w przypadku inwestycji realizowanych przez zagraniczny kapitał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Obiad U Jędrusia, nie tylko pierogi